20 sierpnia 2015

Chupacabra, El chupacabra…. /Indigenous – Alastair Orr / 2014

Po niezbyt dobrych The unforgiven (2010) i Expiration (2011) Alastair Orr zabrał się za wyreżyserowanie kolejnej - również niezbyt udanej – produkcji: Indigenous. Do listy TOP 10 najlepszych twórców horrorów ten reżyser na pewno nie należy. Nic dziwnego, że nie udało mu się wykorzystać potencjału tajemniczych stworzeń, które nie należą do świata zwierząt ani do świata demonów. Chupacabra najwyraźniej musi jeszcze poczekać na swoje „pięć minut”.

Film jest schematyczny, typowe „kopiuj" i "wklej” podobnych produkcji, muszę jednak przyznać, że minimalnie mnie zaskoczył. Grupa przyjaciół, jak to w tego typu obrazach bywa, wyjeżdża na wakacje do Panamy. Czasami bohaterom nie udaje się dojechać na miejsce, ponieważ wybierają jakiś fatalny skrót, gdzie czyha na nich "…" (wstaw dowolne), a jeśli bez problemów udaje im się dotrzeć na miejsce, okazuje się, że zamiast do arkadii trafili do samego przedsionka piekła, gdzie będą próbowali bezskutecznie stawić czoła "…" (wstaw dowolne). Tym razem nasi bohaterowie: po pierwsze bezpiecznie dojeżdżają na miejsce, po drugie spędzają całkiem udany urlop. Po prostu szok. Nic się nie dzieje! Słuchamy infantylnych rozmów pozbawionych większego sensu - które zapewne miały sprawić, że się przywiążemy do postaci i będzie nam potem przykro, że giną – i oglądamy prężące się  przed kamerą aktoreczki – ale nie łudźcie się golizny nie ma. W skrócie: imprezują, chleją, snują plany na przyszłość, kłócą się i kochają. Wstęp został zanadto rozwleczony i w efekcie jest nudnawy do kwadratu. Bohaterowie bawią się jednak dobrze. Pewnie tak by zostało, gdyby jeden z urlopowiczów - bezrobotny Scott (Zachary Soetenga) - nie postanowił urozmaicić im wypadu. Okazuje się, że mają do wyboru liczne lokalne atrakcje, najciekawsza wydaje się jednak tajemnicza PRZEŁĘCZ DARIANA. W internecie pojawiają się doniesienia o zamieszkujących ją tajemniczych stworzeniach i zaginięciach kolejnych turystów. W sieci można jednak znaleźć wszystko, więc kto by się tym przejmował? Niezrażeni ostrzeżeniami tubylców, nasi bohaterowie wybierają się do dżungli pochlapać się przy wodospadzie. Najwyraźniej hotelowe baseny i ocean są już passe. Na miejscu, wiadomo, zaczyna się jatka. Jeżeli ktoś w ogóle dotrwał do tej części filmu Orra, to gratuluję.

Na tym etapie akcja nie może niczym nas zaskoczyć – bohaterowie giną w przykładnej i przewidywalnej kolejności. Histerycznie przy tym wrzeszczą, chaotycznie biegają bez większego celu po dżungli i bezmyślnie się rozdzielają – w kółko. Pod koniec produkcji dzieje się jednak coś niepospolitego. Zazwyczaj bohaterowie nie mogą liczyć na ratunek, znikąd nie nadciąga pomoc, nawet nikt nie wie o ich dramacie. W tym filmie wie o  nim cały świat. Główny bohater bowiem, stworzył aplikację, dzięki której udało mu się poinformować ludzkość o tragicznych wydarzeniach. W tym momencie film uzyskuje nieco inny wymiar. Miliony ludzi wgapionych w ekrany, oglądających walkę o życie jednostek, daje do myślenia. Miliony świadków oglądających akcję poszukiwawczą nie wpływa na jej jakość – bohaterowie nadal są sami. Z ich walki o życie powstaje po prostu coś na kształt informacyjnego reality show (jak słynne niekończące się policyjne pościgi) – brakuje tylko popcornu.

Świadkowie, to główny atut produkcji. Poza tym aspektem – umiera się zawsze samotnie - nie ma tutaj niczego przerażającego. Stwory przez większość filmu są raczej niewidoczne, podobnie jak sceny uśmiercania bohaterów – wszystko dzieje się zbyt szybko, by kamera nadążała. Gore tutaj nie uświadczymy. Gdy jeden z rannych bohaterów budzi się w jaskini, przez chwilkę film nabrał klimatu Zejścia. Trwało to jednak raptem kilka minut, nie ma więc czego porównywać. Napięcia nie ma tutaj właściwie  żadnego, elementów  survivalu również brakuje - bohaterowie zachowują się jakby nie chcieli wcale przeżyć...

Aktorsko przeciętne, ale na szczęście nie rażąco złe. Drażniła mnie tylko pani weterynarz (Steph – Lindsey McKeon), która wciąż zachowywała się jakby pozowała do okładki. Może liczyła na to, że ktoś ją zauważy i wybije się tą rolą? Trzeba przyznać, że do tej pory jej port folio nie powala. Specjalnie nikt nie przykuł mojej uwagi na tyle, bym angażowała się emocjonalnie i trzymała kciuki za to, żeby przeżył. Chupacabra, jak na tak niski budżet, została bardzo dobrze „zrobiona”. Na szczęście reżyser nie poszedł w absurd i jego bestia nie jest kuloodporna i nie bawi się w spidermana (Chupacabra. Mroczne otchłanie).

Nie przeszkadzała mi schematyczność, nie wadziło mi również to, że bohaterowie zachowują się jakby mieli ujemne IQ. Taki jest urok niskobudżetowych animal attacków. Film dobiły raczej: przydługi wstęp, brak klimatu i dialogi o niczym (Jedyne zdanie, które przykuło moją uwagę, to nie to o tym, że legendy mogą okazać się prawdziwe, lecz to o kulejącej gospodarce). Na szczęście ujęcia są ładne, okolica malownicza – jest na czym zawiesić oko w oczekiwaniu na napisy końcowe. Nic jednak nie przebije stacji telewizyjnej, której zawdzięczamy relację z poszukiwań. TVN rządzi.

Rok: 2014
Kraj: USA
Reżyser: Alistair Orr
Scenariusz: Alistair Orr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...