02 lipca 2015

TOP 10 UFO tu UFO tam - przegląd bardzo subiektywny

W związku z Międzynarodowym Dniem UFO postanowiłam przedstawić Wam kilka filmów o uprowadzeniach przez Obcych, które trzeba zobaczyć. Niektóre z nich oparte są na prawdziwych wydarzeniach (autentyczne zaginięcie i powrót), inne mają swoje źródła w legendach (Skinwalker), jeszcze inne są całkowicie wyssane z palca. Nie ma oczywiście twardych dowodów na to, że Obcy odwiedzają naszą planetę i rzeczywiście są zainteresowani w jakimkolwiek stopniu naszą rasą. Coś musi być na rzeczy - bo naiwnością jest  sądzić, że jesteśmy jedyni we wszechświecie. Czy jednak jesteśmy aż tak "wyjątkowi" by komukolwiek chciało się robić w stosunku do nas aż takie podchody?? Co by nie mówić, sprawa jest zagadkowa.

Biorąc pod uwagę fakt, że Travis Walton naprawdę zniknął w 1975 roku na pięć dni, a film przedstawia jego wersję wydarzeń, to stanowi on prawdziwą gratkę dla fanów tematu i totalny MUST SEE o uprowadzeniach przez UFO.


Siedemnaście lat temu found footage, to była nowinka, dlatego też multum osób uwierzyło, że taśmy są „prawdziwe” i wyciekły agentom badającym sprawę zniknięcia rodziny McPhersonów. Co ciekawe film ten powstał rok przed Blair Witch Project, nie zyskał jednak takiej popularności. A szkoda, bowiem dawno nie widziałam już filmu „nagrywanego z ręki”, który nie irytowałby mnie rozbieganym obrazem. Tym razem – o dziwo! - tuszowanie braków w budżecie rozmytym obrazem i częstymi ujęciami butów zrobiło na mnie pozytywne wrażenie. 


Film klimatyczny, kameralny w którym kicz i groteska mieszają się z gore. Całkiem miłe widowisko. Warto zobaczyć chociażby ze względu na początkowe sceny, „muzykę” i gumowego obcego.


Film porusza dosyć kontrowersyjny dla wielu wierzących temat Boga-Kosmity. A zresztą może tylko bardziej wyewoluowanej rasy ludzi? To kolejny film „na faktach” – czyli zekranizowana historia pani psycholog, próbuje rozwikłać zagadkę zaginięć i zaburzeń, na które cierpi około trzystu osób (tylko w jej okolicy). Oczywiście od początku do końca wszystko jest wyssane z palca. Ładne opakowanie, dobre wykonanie, ale fabuła nie powala. Historia dosyć naiwna, może dlatego, że reżyser próbował przełamać schemat filmów o UFO.


Dark Skies – Scott Stewart/ 2013
Bohaterowie przeżywają rodzinne problemy, mają kłopoty finansowe i jeszcze na dokładkę nękają ich coraz dziwniejsze wydarzenia w domu. Wydaje nam się, że budynek jest po prostu nawiedzony. Niestety obiecujący początek, szybko przechodzi w bardzo przewidywalną fabułę i żenujące (jak dla mnie zakończenie). Przyzwoity, jednak bez szału.


Ranczo, którego ziemie Indianie uważali za przeklęte i nawiedzane przez wrogiego ludziom, zmiennokształtnego Skinwalkera istnieje naprawdę. I naprawdę dzieją się tam różne, dziwne rzeczy. Twórcy filmu spróbowali nakręcić swoją wersję tamtejszych paranormalnych zjawisk. W efekcie powstało typowe found footage, w którym jednak przesadzono z ilością sugerowanych rozwiązań: czy to UFO, demon, duchy, światy równoległe? By poznać odpowiedź ten miszmasz musicie ogarnąć sami.


Minimalistyczne found footage, w którym nie uświadczymy żadnej innowacyjności ani żadnych wyjaśnień. Jesteśmy świadkami tylko panicznej ucieczki zarejestrowanej okiem kamery, trzymanej w rękach przez jedenastoletniego autystycznego chłopca. Ten film to całkiem udany debiut, na który warto zwrócić uwagę.


Gus - łowca nagród (Robert Curtis), zabiera swoją dziewczynę Sal i zakochanego w niej kumpla Jake (nie to nie będzie melodramat) na amatorską wyprawę archeologiczną. Ich celem jest poszukiwanie, a przy odrobinie szczęścia, odkrycie cennych artefaktów na terenie byłej saksońskiej osady. To zaskakująca, sympatyczna odmiana, zwłaszcza w porównaniu do amerykańskich, niskobudżetowych horrorów, w których bohaterowie jadą na odludzie wyposażeni nie w wykrywacze metalu, ale w: solidny zapas piwa, prochów i gumek. Na oko, miejsce do którego trafia Gus i jego towarzysze, znajduje się gdzieś na końcu świata - zapomniał o nim bóg, diabeł, a nawet drogowcy. Spędzając noc w tutejszym lesie Rendlesham, bohaterowie zamiast skarbów znajdują coś, czego woleliby nigdy nie widzieć - i nie chodzi tylko o tajemnicze kolce wyrastające z trucheł okolicznych zwierząt. Wpadają bowiem w poważne tarapaty i podejmują rozpaczliwe próby wydostania się z lasu. Jak wiadomo w TAKIE sprawy zawsze zamieszane musi być wojsko i UFO.


Znaki (Signs) - M. Night Shyamalan /2002
Nie trzeba chyba nikomu niczego tłumaczyć. Tajemnicze figury poodciskane na polach i łąkach są charakterystycznym „znakiem” rozpoznawczym Obcych. I mimo, że potencjał tego filmu nie został w pełni wykorzystany, to i tak obraz ten sprawił, że do dzisiaj pola kukurydzy omijam z daleka.



Nie jestem do końca przekonana, że to UFO akurat nabruździło tutaj między nowożeńcami. Wiele jednak na to wskazuje. Bea znika w nocy, mąż znajduje ją nagą, nie pamiętającą nic. Dziewczyna zaczyna zachowywać się coraz dziwniej, w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że mamy do czynienia z body horrorem, bo z ciało bohaterki też się zmienia. To zdecydowanie jeden z najlepszych horrorów zeszłego roku. Jeśli jesteście ciekawi co przytrafiło się tej parce i chcecie znaleźć własne rozwiązanie, to do dzieła.   

I BONUS!!  Parodia tematyki inwazyjnej.



Lifted pokazuje o co tak naprawdę chodzi z tymi porwaniami i co się tak naprawdę dzieje, gdy do nich dochodzi. Mamy przyjemność obejrzeć niesamowicie udaną parodię kina inwazyjnego, które szybko wyleczy nas z wszelkich lęków.

1 komentarz:

  1. "Czwarty stopień" najbardziej zapadł mi w pamięć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...