15 lipca 2015

Restart gatunku /Komórka – Stephen King/

W pewnym momencie jeden z bohaterów książki stwierdza:

Zobaczyli, że od nowa zbudowaliśmy wieżę Babel…opartą jedynie  na sieci elektronicznych połączeń. W ciągu kilku sekund zniszczyli ten fundament i nasza wieża runęła. Zrobili to, a my troje jesteśmy jak trzy żuczki, które szczęśliwym zbiegiem okoliczności uniknęły zmiażdżenia butem olbrzyma.

Kim są tajemniczy ONI? Nie dane nam jest się dowiedzieć. Możemy tylko tak, jak bohaterowie snuć domysły. Nagłe szaleństwo, które opanowało świat, to efekt ataku terrorystycznego, za którym stoi jakaś organizacja? Efekt zwykłego ludzkiego błędu? Może jakaś nadzwyczajna anomalia, która zakłóciła sygnał? Jedno co wiadomo na pewno to, to, że korzystanie z telefonu komórkowego resetuje ludzki mózg, pozostawiając na chodzie tylko jego podstawę - jądro. Najciemniejszą, najbardziej pierwotną część, która utrzymuje jednostki przy życiu, odbierając im pamięć i samoświadomość. Efekty tysięcy lat ewolucji, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, obracają się w perzynę.  Patrząc na takiego człowieka w „czystej postaci” można pomyśleć tylko jedno: wszechświat powstał z chaosu, a człowiek najwyraźniej powstał z szaleństwa…

Clay Riddel odniósł wreszcie sukces, podpisał swój pierwszy w życiu kontrakt – jego komiks zostanie wydrukowany. Czuje, że jego los się odmienił. Szczęście wypełnia go do tego stopnia, że śmiało marzy o tym, że pogodzi się z żoną, z którą pozostaje w separacji? Kupuje jej nawet prezent - bardzo drogi prezent. Dla niego pełen szczęścia i nadziei, dla innych może nieco gorszy – ale to dzień jak co dzień. Zwyczajny, kolejny na tej planecie. Niestety, tylko do czasu. Nikt nie spodziewa się tego, co ma się nagle wydarzyć. Cóż, apokalipsa się nie zapowiada, ona po prostu nadchodzi, kpiąc z ludzkich planów. W jednej sekundzie, za sprawą tajemniczego impulsu, świat dzieli się na „telefonicznych” – tych którzy używali komórek w złym momencie i stracili rozum i „nietelefonicznych” - tych którzy pozostali przy zmysłach. Clay, wraz z Tomem i Alice, przypadkowymi jak on ocaleńcami, podejmuje walkę o przetrwanie. Nasza grupka powoli przyswaja nowe, panujące na świecie zasady, poznaje słabe punkty wroga i próbuje je przeciwko niemu wykorzystać – z różnym skutkiem. Riddel nade wszystko jednak pragnie odnaleźć syna, nie cofnie się więc przed żadnym szaleństwem, aby do niego dotrzeć. Dlatego godzi się, by „telefoniczni” sprowadzili go do miejsca poza zasięgiem: Kashwak=Ni-FO. Jego determinację podsyca niepewność – czy jego Johnny miał feralnego dnia przy sobie swoją czerwoną komórkę??


Niezaprzeczalnym atutem książki jest mocny, gwałtowny początek. Wokół bohatera nagle kończy się świat (w takim kształcie w jakim go zna), ludzie skaczą sobie dosłownie do gardeł, wybuchają pożary, panuje ogólna dezorientacja, chaos i panika. Następnie akcja trochę zwalnia, by mocno trzymać w nas w napięciu. Przynajmniej do momentu w którym bohaterowie wraz z genialnym Jordanem i starym profesorem Ardai (moja ulubiona postać z książki) dokonują rzezi w gnieździe wroga. Oczywiście nie uchodzi im to na sucho, „telefoniczni” to nie miłosierni samarytanie, kierujący się w życiu hippisowskimi zasadami. Bohaterowie jak na mój gust trochę za wcześnie odkrywają, że „telefoniczni” kierują się instynktem stadnym i są bezbronni, gdy „ładują program”. Gdy już wszystko wiadomo, akcja znacznie zwalnia, do tego stopnia, że miejscami czas staje w miejscu, a czytelnik ma wrażenie, że utknął na mieliźnie. Wynagradza nam to zakończenie, równie mocne co początek. Autor ostatecznie nie rozstrzyga jednak historii Claya, jego przyjaciół i syna, daje nam szerokie pole do spekulacji i pozwala popuścić wodze fantazji, pogdybać nad alternatywnymi wersjami świata.

Maddalena - Nicola Samori
„Telefoniczni” przypominają zombie, ale nimi nie są: po pierwsze daje się ich zabić, po drugie to żywi ludzie. Nie to jednak mnie głównie w tej powieści frapuje. Podczas lektury uznajemy, że nasz gatunek poniósł klęskę. Tak bardzo zapamiętaliśmy się w technologii, że ta przyniosła na nas zgubę. A może wcale nie o to chodzi? Nie tak powinniśmy odczytywać te wydarzenia? Może przypadkowy czynnik (świat, który nas otacza jest przecież głównie dziełem przypadku, o czym pisała m.in. Jeanette Winterson w swojej książce pt. Brzemię) spowodował, że wkroczyliśmy na nowy stopień ewolucji? I jak większość dzieł natury początkowo działa trochę felernie? Ten sposób interpretacji powieści powoduje, że inaczej patrzymy na bohaterów. Człowiek boi się zmian, pragnie zostać przy tym co zna i rozumie. Dlatego Clay&Spółka próbują zwalczać „nowe”, które nadeszło. Tak przecież zareagowałby każdy z nas…. Lektura skłania mnie do nieco karkołomnej refleksji, czy aby ludzkość nie byłaby szczęśliwsza, gdybyśmy wszyscy czuli i myśleli tak samo - nie byłoby wojen, nieszczęść, zazdrości… Na takie rozwiązanie buntuje się każda komórka w moim ciele, ale nie znając indywidualizmu przecież byśmy za nim nie tęsknili, prawda?

Postacie występujące w powieści są zaledwie naszkicowane, tym razem autor nie bawił się w zgłębianie psychologii bohaterów: Clay martwi się o syna, Tom o swojego kota (rozstanie było wzruszające), Jordan szuka zemsty, a Alice miętosi dziecięcy bucik… Mnie osobiście to jednak nie przeszkadzało. Książkę, mimo dłużyzn (i mimo tego,że już drugi raz) przeczytałam przy pierwszym podejściu. I tak, jak lata świetlne temu, tak i teraz była to przyjemna lektura. Komórka, owszem, nie jest najlepszą z książek Króla - najgorszą jednak też nie. Jak dla mnie to zdecydowanie solidne czytadło, plasujące się gdzieś po środku możliwości autora.

Autor: Stephen King
Tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
Tytuł:  Komórka
Tytuł oryginału: Cell
Wydawnictwo: Albatros
Wydanie: VII
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilość stron:427
Cena: 34,00 zł

2 komentarze:

  1. Martyna Kapitanska15 lipca 2015 02:11

    Ostatnio mam wielką ochotę na Kinga. Jeszcze nie czytałam "Komórki", więc może to na nią padnie wybór? Swoją drogą, jaka jest Twoim zdaniem najlepsza książka Króla? ;) Poleciłabyś coś?
    Drugastronaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Od lat jestem zakochana w "Mrocznej Wieży", ale i "Wielki Marsz" jest niezły przykładowo ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...