23 lipca 2015

Kopciuszek po azjatycku. I to na sterydach! / Bajecznie bogaci Azjaci – Kevin Kwan/

Motyw Kopciuszka na przestrzeni wieków został już przetworzony na setki sposobów. Obawiam się, że kolejne "wariacje na temat" tej klasycznej baśni przeinaczają nieco jej znaczenie. Pominę jednak wszelkie feministyczne interpretacje, z "dokrajaniem" kobiet do jednego słusznego wzorca, chciałabym raczej skupić się na jej pierwotnym znaczeniu. Po pierwsze Kopciuszek nie przechodził(a) metamorfozy ze "zwykłej" dziewczyny w księżniczkę! Po prostu był(a) nią od zawsze, gdyż posiadał(a) wszystkie jej cechy. Powiedzieć, że już urodził(a) się księżniczką, byłoby jednak nadużyciem. To kim się stajemy, kim jesteśmy, jest efektem ciężkiej pracy nad sobą – zobrazowanej w baśni poprzez prawdziwą wręcz niewolniczą harówkę Kopciuszka. I to właśnie praca zagwarantowała "sukces", a nie piękna suknia...To co jest jednak czasochłonne i wiąże się z trudnościami słabo się współcześnie sprzedaje. Lubimy szybkie rozwiązania i błyskawiczne efekty. Łatwiej więc – jak to miało miejsce w Pretty Woman wmawiać nam, że wystarczy wrzucić na siebie odpowiednio drogą kieckę, by nagle stać się damą/księżniczką (mimo całej sympatii dla bohaterki filmu, przed "wrzuceniem" kreacji nią nie była). Moment przemiany jest obecnie bardzo silnie eksploatowany. Skoro musi już ona następować, do każdej z nas – na szczęście - należy wybór: czy gdy już do niej dojdzie, to chcemy stanowić tylko dodatek do porcelanowych szpilek topowego projektanta, czy uczynimy z nich tylko ozdobę naszej cudownej (przeginam celowo) osobowości.

Podobną tematykę porusza w swojej powieści Bajecznie bogaci Azjaci Kevin Kwan. Mamy tutaj kobiety, które z racji tego, że urodziły się bogate uważają się za lepsze od reszty świata, takie, które zdobywając bogatego męża chcą podnieść swój status społeczny – jak już ustaliłyśmy, żadne bogactwa tego nie uczynią - i mamy Rachel Chu: kolejne wcielenie Kopciuszka. Dziewczyna nie jest biedna: stać ją na mieszkanie, robienie doktoratu, wykłada w końcu na uczelni – stać ją więc na normalne życie, ale bez szaleństw i ekstrawagancji. I chociaż „książę” Nicholas Young, nie zgarnął jej z ulicy, to Rachel nie ma nazwiska, koneksji, ani majątku – takiego, który stanowił by jakąkolwiek wartość w jego świecie. Prawdę mówią nie posiada ona niczego, co miałoby wartość w jego świecie – bo mądrość, dobroć, uczciwość, empatia? Komu to potrzebne... No właśnie komu? Okazuje się, że Nickowi, który jest w stanie zrobić wszystko by zostać z Rachel, wbrew wszystkim i na przekór matce, babce i próżnym bogaczkom, które zagięły na niego parol. Biedna Rachel wycierpi swoje. W ogóle nie przygotowana na zderzenie z jego rzeczywistością, nie przygotowana na padające zewsząd ciosy i ataki rozwścieczonych os broniących dostępu do swojego terytorium – przeżyje niejedną chwilę załamana. Ona przecież TYLKO wyjechała z chłopakiem na wakacje do Singapuru, a on okazał się spadkobiercą fortuny...

Nie jest to byle jaka fortuna, dlatego też słusznie zauważono, że nie jest to zwyczajna historia o azjatyckim Kopciuszku, to wersja na sterydach – taka maksymalnie rozdęta, nieprzyzwoicie ociekająca złotem. Autor przedstawia nam realia życia za takie sumy, których nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, wydawanych na takie zachcianki, które nam się nawet nie śniły – wykraczają bowiem całkowicie poza granice naszego poznania. Czy jednak życie wypełnione prywatnymi samolotami, wyspami, światem niekończących się zakupów, wyselekcjonowanej służby, wspaniałych  rezydencji jest aż takie rewelacyjne? Każdy kij ma dwa końce. Niestety tak samo brak gotówki jak i jej nadmiar zamyka człowieka w więzieniu lęków, uprzedzeń, przekonań i błędnych opinii. Wiele trzeba mądrości i otwartości na świat by nie dać się zwariować i nie pozwolić, na to by nakazy i zakazy nie przysłoniły nam tego, co jest naprawdę ważne. Rachel z przerażeniem odkrywa, że  trafiła do hermetycznego świata, w którym nie ma ciepła, zwykłych ludzkich odruchów, naturalnych emocji, są za to aranżowane małżeństwa, złamane serca, definiowanie kogoś przez jego wartość netto, ślepe posłuszeństwo rodzinie, knowania, intrygi, obłuda i ciągłe oczekiwanie na potknięcie „przyjaciółki/przyjaciela” (gdy takie następuje można się nim napawać z dziką satysfakcją). Istne szaleństwo! Nic a nic nie dziwi mnie oryginalny tytuł powieści Crazy Rich Asian – jak tu bowiem nie zwariować? Na szczęście istnieją wyjątki od reguły, w innym wypadku wydźwięk książki byłby niesamowicie gorzki, a nie o to przecież chodzi w lekturach idealnych na letnie błogie nicnierobienie, do których ta książka z pewnością należy.

Przygotowana na prostą, nieskomplikowaną i nieambitną fabułę nie mam jej nic do zarzucenia. Niestety, mimo to, nie mogę powiedzieć, że książka jest w stu procentach świetna. Intryga, którą uknuł obóz wrogo nastawiony do naszej głównej bohaterki, niestety poraziła mnie banalnością. Ciężkie działa jakie przeciwko niej wytoczono wzbudziły politowanie nie grozę. A ja się łudziłam, że jak już znaleźli na Rachel haka, to to naprawdę będzie HAK. Końcówka więc strasznie zawodzi. Autor nie sprostał oczekiwaniom, które sam napędził, skutecznie podsycając ciekawość. Zapędził się po prostu w kozi róg. Matka Younga wciąż podkreśla jakich to rewelacji nie dowiedziała się o nieznośnej towarzyszce syna, straszy i sączy jad, tak przekonująco, że czekamy na prawdziwą torpedę. Ale jeśli się zastanowić, to co może być „nie tak” z idealną kobietą? Co można jej zarzucić, tak by nie zniszczyć jej wizerunku? – w końcu ona jest współczesnym, cnotliwym Kopciuszkiem... To po prostu nie mogło się udać, więc się nie udało.

Dodatkowo podczas czytania nużyło mnie te ciągłe wyliczanie: co kto ma, za ile, w co się ubrał (bardzo szczegółowo) i od jakiego projektanta, do jakich szkół chodził, z kim jest spokrewniony itd. itp., i tak przez całe strony. Przytłaczające - zwłaszcza, że bohaterów występuje w powieści naprawdę sporo. Na szczęście Kwan rozładowywał nieco to piętrzące się nieznośne kłębowisko, licznymi żartami. Sytuację uratowało także podzielenie tekstu na krótkie rozdzialiki. Dodam jeszcze, że nie należy się spodziewać rozbudowanej psychologii postaci, bohaterowie są papierowi i zbudowani według prostych schematów. Jedyna bogatsza wewnętrznie okazuje się Astrid Leong, na której barki postanowił autor zrzucić największy ciężar. To na jej przykładzie najdobitniej pokazał, że bogactwo nie gwarantuje powodzenia we wszystkich dziedzinach życia, a może wręcz stanowić problem. Nawet tam, gdzie istnieje zupełnie inna mentalność, zupełnie inna kultura...

Powieść została napisana przewrotnie i kąśliwie – to taka lżejsza i zabawniejsza wersja Mody na Sukces, Dynastii i Wspaniałego stulecia. Czyta się szybko i przyjemnie jednak nie bezrefleksyjnie. Niby wszyscy wiemy, że pieniądze szczęścia nie dają, ale ilu z nas po cichu sądzi, że porażki lepiej smakują, gdy są podane na złotych talerzykach? 


Autor: Kevin Kwan
Tytuł: Bajecznie bogaci Azjaci
Tytuł oryginalny: Crazy Rich Asians
Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: miękka
Ilość stron: 490
Cena: 36,90 zł

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...