25 lipca 2015

Każdy dzień to szczęście. Bo szczęście to nie cel sam w sobie, ale sposób podróżowania przez życie /Przez 10 minut - Chiara Gamberale/

Gdyby ktoś powiedział mi, że mam przez miesiąc, codziennie przez 10 minut, robić coś, czego jeszcze nigdy nie robiłam, pewnie musiałby się pogodzić z tym, że ma przed sobą współczesną wersję żony Lota. Osłupienie jednak dopadłoby tylko moją zewnętrzną powłokę. W środku neurony aż by się gotowały od wzmożonej pracy – widać nie przyzwyczajone do takiego trudu - bo przecież 10 minut to TYLKO - ledwie - moment, bo przecież 10 minut to AŻ wieczność…. Najtrudniejsze w tym zadaniu jednak nie wydaje mi się wcale wykonywanie tego, co sobie wymyślę, ale właśnie samo wymyślanie. To czy bym się  odważyła zacząć robić coś nowego, schodzi gdzieś na drugi plan. To problem zdecydowanie „na później”. Po chwili refleksji stwierdzam jednak, że wcale nie byłoby tak źle, moje obawy były na wyrost. Od około dwóch lat moje życie ulega nieustannej metamorfozie, ze zmianą to ja jestem na „ty”. Właściwie, to nie odstępuję jej na krok. I wiecie co? Od tych dwóch lat, dla samej siebie stałam się o niebo ciekawszą osobą. Myślę, że nie zanudzałabym sama siebie, gdyby mi przyszło zamieszkać na bezludnej wyspie. O sobie sprzed 3, 5 lat nie mogę niestety powiedzieć tego samego. Każdemu jednak potrzebny jest jakiś „wyzwalacz”, który spowoduje, że nagle dostrzeże się setki możliwości, tam gdzie pozornie ich nie ma.

W przypadku Chiary, autorki i głównej bohaterki książki takim wyzwalaczem stała się katastrofa, a właściwie kilka katastrof. Nie dość, że mieszka nie tam, gdzie chce, to jeszcze traci pracę i odchodzi od niej mąż. Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że doprowadziło ją to na skraj załamana. Wspominając siebie z tamtego okresu, mówi: Bezkształtna masa, porozrywana, poraniona, której jedynym stałym punktem było trwałe poczucie straty. Najbardziej, jak się okazało, zabolała ją zdradza męża i niemożność cofnięcia czasu.

Gdy okazało się, że klasyczna terapia nie przynosi skutku, znudzona (?) terapeutka zaproponowała Chiarze grę w "10 minut". Ostrzegała ją przy tym jednak: Gry są dla osób poważnych. Jeśli się pani zdecyduje, nie może pani opuścić ani jednego dnia. Chiara, która potrafiła tylko pławić się we własnym nieszczęściu i żyć przeszłością, o dziwo podjęła się wyzwania. Na początku jest zagubiona, z czasem wymyślanie nowych rzeczy zaczyna sprawiać jej przyjemność i przychodzi z coraz większą łatwością. Oczywiście nadal miewa chwile załamania, ale odkrywa także, że wcale nie jest sama, że jej życie w cale nie jest puste. Bo to od niej zależy, a nie od kogoś innego (np. jej męża) czy i czym je wypełnia. Jeśli sobie na to pozwoli, jej życie może nabrać rumieńców: mogą je wypełnić nieznane dotąd zapachy, kształty, kolory. Okazuje się, że z najgorszego bagna można się wydostać, jeśli się znajdzie na to sposób. Sposób jednak musi wypływać z naszego wnętrza i mieć stały charakter. Nic nie da spontaniczna wizyta u kosmetyczki, fryzjera czy na siłowni, jeśli nie idzie za tym nic więcej – nic, tam gdzieś głęboko w "ludzkim" środku.

Najważniejsze w drodze z 10 minutami są małe kroczki i to one stanowią esencję książki. Błędem jest więc w tym wypadku myślenie w kategoriach WIELKICH RZECZY. Nikt nie każe bohaterce (ani nam) od razu skakać na bungie lub zagrać w pornosie. Owszem trzeba wyjść poza bufor bezpieczeństwa, ale w zgodzie z samym sobą.10 minutowe przygody powinny być więc "malutkie" - przynajmniej na początku. W ramach zadania nasza bohaterka po raz pierwszy piecze Pankejki, maluje paznokcie na fuksjowy kolor i trzyma w rękach skrzypce. Czyli robi coś, co i każdy z nas mógłby spróbować zrobić. Takie krótkie i regularne bodźce - koniec końców - przynoszą coś stałego. Dzięki nim uczymy się odróżniać granice od ograniczeń. Żeby nasze schematy emocjonalne i mentalne, od których nieświadomość czuje się chroniona i które uważamy za granice naszej tożsamości, okazały się faktycznie jej ograniczeniami.

Metoda opisana w powieści nie jest nowinką. Zainteresowani tematami z zakresu motywacji - przełamywania barier, oswajania zmian, tych na które nie mamy w życiu wpływu, i tych które sami wybieramy - narzędzie to znają w wielu różnych wariantach. Tym razem zostało ono jednak podane w ciekawej formie. W rękach trzymamy bowiem dziennik pisarki, która opisuje nam swoje kolejne dziesięciominutowe kroki i związane z nimi emocje - powolne układanie puzzli swojego życia. Możemy dzięki temu, zobaczyć "grę" jako całość i ocenić czy taki eksperyment jest dla nas.

Styl i język Gamberale do mnie niestety nie trafiły. Momentami miałam wrażenie, że tekst jest emocjonalnie bełkotliwy. Zdarzało się, że autorka trafiała w czuły punkt, przez większość czasu jednak pozwala czytelnikowi gubić się w chaosie kolejnych rozdziałów. Ciągłe powtórzenia spowodowały, że zapiski są nadmiernie mdłe - pozbawione pazura. Trudno się po prostu w tę pozycję wczytać. Biorąc jednak pod uwagę to, że mamy przed sobą zapis drogi, którą przeszła Chiara, opis jej walki o równowagę psychiczną, myślę, że można przymknąć oko na te niedoskonałości i spróbować wyłuskać z tej książki jak najwięcej dla siebie: pozytywnej energii i nauki o radości zapisanej w drobiazgach.

Autor: Chiara Gamberale
Tytuł: Przez 10 minut
Tytuł oryginalny: Per dieci minuti
Tłumaczenie: Elżbieta Derelkowska
Wydawnictwo: Feeria
Wydanie: I
Rok wydania: 2014
Oprawa: twarda
Ilość stron: 192
Cena: 29,90 zł

1 komentarz:

  1. Martyna Kapitanska25 lipca 2015 00:58

    Zastanawiam się nad kupnem tej pozycji siostrze na urodziny. Ona lubi takie pozytywne książki i filmy. Zresztą, sama jestem tego tytułu ciekawa :)
    Drugastronaksiazek.Blogspot.Com

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...