21 lipca 2015

Dobre bo Polskie /Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach? - Bartłomiej Trokowicz/

Pan Misio jaki jest – każdy widzi, za lokalną atrakcję „robić” na pewno nie będzie. Żadna z niego pluszowa przytulanka, to potężny strażnik leśnych ostępów. Nasz niedźwiedź doskonale zdaje sobie jednak sprawę z tego, że szacunku nie zdobywa się siłą, zastraszaniem, groźnym spojrzeniem i burkliwym usposobieniem. Na szacunek zasługuje się wtedy, gdy ma się niezwichrowany kręgosłup moralny, gdy staje się w obronie słabszych – nawet tych za którymi się nie przepada – i gdy mądrze łagodzi się waśnie i napięcia w swoim małym królestwie. Dlatego też wiewiórka – leśna eteryczna piękność z puchatym, rudym ogonkiem (niestety też głupiutka plotkara) czując na sobie nienawistne spojrzenia wilczycy (steranej życiem, ale i bardzo dumnej matki rozbrykanych szczeniąt), to właśnie do niego udaje się po pomoc. Ten jak na  inteligentnego mężczyznę przystało, wie, że między kobiety raczej się nie wchodzi - woli porozmawiać o zaistniałej sytuacji z wilkiem, podczas męskiego wypadu na jagódki... Konflikty regularnie wybuchające pośród leśnej społeczności są jak najbardziej do opanowania i nie spędzają głównemu bohaterowi snu z powiek – spokojnie więc zajada się miodkiem i śni o pogoni za motylem. Wreszcie poznaje także uroki życia w parze. Względny spokój zwierząt ma jednak zostać zakłócony. Do ich lasu wkroczy bowiem świat zewnętrzny - świat ludzi, który okaże się mieć dwa oblicza: przyjazne i wrogie...W wyniku tych zdarzeń role się odwrócą i Pan Misio, który do tej pory służył innym pomocą, sam będzie jej bardzo potrzebował.

Pozostali bohaterowie są równie sympatyczni. Dzięki nim poznajemy nagie – chociaż odziane w futerko - życie we wszelkich jego przejawach. Żeby jednak nie było nam podczas lektury tematycznie zbyt ciężko i by nie przygniótł nas poważny klimat, nasze wielce oryginalne osobowości zamieszkujące wszelkie leśne zakamarki znają się na żartach, a ich specjalnością jest pakowanie się w nietypowe dla gatunku, który reprezentują, sytuacje. I tak kura zamieszkuje w lesie, by znosić lisowi jajka i zabawiać go rozmową, szczur uczy się czytać, a bobry kierują się bardzo jasno określoną ideologią (ale o tym szaaa). Komizm bajki opiera się głównie na maskaradzie, zwierzęta zachowują się bowiem jak ludzie i są ich karykaturą. Bez tego czynnika sytuacje przedstawione w bajce byłyby częściej ponure niż śmieszne. Inne czynniki komizmu to umyślna przesada i zaskakujące pointy. Poza tym autor w zręczny sposób przemycił w tekście liczne aluzje, które dorośli odcyfrują bez problemu i zareagują na nie parskając śmiechem.  Wprawią ich one na pewno w dobry nastrój, zwłaszcza że nie są one nachalnie wyeksponowane. Mały czytelnik nie wychwyci ich w tekście samodzielnie (nie ma bowiem jeszcze pewnych doświadczeń), więc bez obaw można zaproponować mu samodzielną lekturę. Doceni on na pewno dynamiczne zwroty akcji - które nie pozwolą im się nudzić – przeplatane z sielankowymi obrazami.

Pośród występujących tutaj wyrazistych postaci moją faworytką została sepleniąca świnka morska, która bardzo przypomina mi bohatera z Załogi G. Zresztą, co chwilkę miałam inne skojarzenia: od tych związanych z Sezonem na Misia, przez te o Kubusiu Puchatku, po te klasyczne np. O czym szumią wierzby. Nie będę zdradzała więcej, po prostu koniecznie przeczytajcie sami i zabawcie się w poszukiwacza wątków, jak chociażby tych związanych z podtytułem i pewną książką P.K. Dicka – satysfakcja gwarantowana.

Historia Pan Misia, to coś znacznie więcej niż tylko leśna przygoda ze zwierzakami w roli głównej. Zaprezentowane tutaj zderzenie dwóch światów powoduje, że książka ma bardzo realistyczny rys, który skłania czytelnika - w każdym wieku - do refleksji. Na poziomie symbolicznym ukazuje ona moment wyjścia z lasu, przekroczenia granicy, znanego i bezpiecznego świata, wejścia w nową przestrzeń, w której wszystko jest początkowo niewiadomą. Poza tym świetnie pokazuje – także metaforycznie - nasze reakcje na zderzenie z „innym”. Można się go bać (tak jak zazwyczaj boimy się nieznanego, wszelkiej zmiany), odrzucać go lub otworzyć się na niego, potraktować jako bodziec do nauki, odkryć w sobie chęć poznania.

Jak to bajka nie może być pozbawiona morału. Po pierwsze więc pokazuje, że „nie należy oceniać książki po okładce”. Kto bowiem ocalił niedźwiedzia? Szczur (który w porę przeszedł metamorfozę), mysz (uzależniona od sera tak bardzo, że myli odwagę z brawurą) i sepleniąca świnka morska - najmniejsze z leśno-gospodarczej bandy. Po drugie: przyjaźń jest bardzo ważna i bez niej w pojedynkę niewiele się w życiu zdziała. Po trzecie: gdy udajemy, że komuś pomagamy, a robimy to z egoistycznych pobudek, to i tak pozostajemy egoistami, a egoizm rodzi samotność...

Bajkę opowiedzianą przez Bartłomieja Trokowicza można określić wieloma słowami: ciepła, przyjemna, sympatyczna, mądra, refleksyjna, zabawna.... Ma ona jednak jedną wadę - nie wynikającą z winy autora, ani ilustratorki, która stworzyła rozbudzające wyobraźnię rysunki – nie doczekała się jeszcze wydania na papierze. Uwielbiam mieć książkę w rękach, uwielbiam gładzić kolejne strony i ilustracje! Nie wyobrażam sobie także sytuacji, w której podam dziecku sprzęt z wgranym e-bookiem. Przecież młodsi czytelnicy chłoną teksty całymi sobą, nie tylko oczami. Dlatego mam nadzieję, że szybciutko jakieś wydawnictwo przejrzy na oczy, bo takie zaniedbanie woła o pomstę do nieba! Zanim znów wrzuci się na rynek kolejną książkę zagranicznego autora, może warto najpierw poszperać i sprawdzić, co czeka na naszym "podwórku"?

Autor: Bartłomiej Trokowicz
Tytuł: Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?
Ilustracje: Dalia Żmuda -Trzebiatowska
Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RW2010
Wydanie: I
Rok wydania: 2015
Oprawa: e-book
Ilość stron: 147
Cena: 10, 00 zł


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...