30 czerwca 2015

Zawsze warto mieć plan na wypadek inwazji obcych /Inny, Altered - Eduardo Schnáchez/ 2006

Jest coś takiego w tym filmie, co nie pozwala mi kategorycznie go potępić ani się nim totalnie zachwycić. Od połowy seansu, gdy poukładały mi się już wszystkie klocki, zaczęłam się nieco nudzić. Było jednak tak kameralnie i klimatycznie, były w tym wszystkim emocje, śmiech i było gore - nie potrafiłam przestać oglądać.

Ale po kolei. Muzyka na początku filmu jest miażdżąca. Właściwie to nie wiem czy powinnam mówić o tych niepokojących targanych dźwiękach jako o muzyce, bo aż mi od nich zęby poszły. Niepokój zasiany przez owe dźwięki, wzmaga się dodatkowo, gdy do fonii dochodzi wizja: jest noc, oprócz mroku otacza nas złowrogi las i trwa polowanie. Stajemy się świadkami pogoni za CZYMŚ. Trójce bohaterów uzbrojonych po zęby (nawet w harpuny) i z nerwami napiętymi jak struny, udaje się w końcu złapać i skrępować nad wyraz wytrzymałego i żywotnego Obcego (który jest owym Cosiem). Bezsprzecznie można uznać to za sukces. Tylko, co z tego, skoro bohaterowie nie wiedzą co robić dalej. Chcieli złapać potwora i go złapali. Sami są przerażeni tym, że im się udało, więc w popłochu uciekają z miejsca „zbrodni” mając poczucie, że coś ich ściga. Jedynym rozsądnym wyborem wydaje im się szukanie schronienia u Wyatta. Ten nie wydaje się być zbyt uszczęśliwiony odwiedzinami i wieszczy rychły kres ludzkości, jeśli pojmany przez jego kumpli jeniec wyzionie ducha. Okazuje się jednak, że pułapka zastawiona przez ludzi na Obcego w rzeczywistości była pułapką Obcych na Wyatta, ponieważ ma wyjątkową umiejętność, której się boją. To przedziwny dar wyczuwania ich obecności, usłyszenia nadawanych przez nich sygnałów (swoją drogą robal w jelitach, to fajny pomysł na nadajnik) i oddziaływania na ich mózgi.

Szybciutko dowiadujemy się skąd mężczyźni wiedzą o Przybyszach ukrywającym się na ziemi i jakie wydarzenia skłoniły ich do poszukiwania zemsty. Potem pozostaje już tylko obserwować, jak bohaterowie próbują przetrwać i słuchać ich przepychanek i waśni. Szydło zdecydowanie za szybko wyszło z worka i początkowa niepokojąca atmosfera siada. Reżyser mógł trochę rozsądniej stopniować napięcie lub skrócić film, bo drugą połowę ogląda się już z mniejszym zainteresowaniem. Zwłaszcza, że wypełniają ją nic nie wnoszące do fabuły dialogi, kilka dłużyzn i naprawdę kiepskie i banalne zakończenie. Na szczęście osadzenie akcji w nocy, w klaustrofobicznych warunkach, wizualnie ciekawie zaprezentowany powolny rozkład ludzkiego ciała i jelita w ilościach hurtowych (przesadzam – ze dwie sceny), że aż się chce zaplatać z nich warkocze, nam to nieco rekompensują. Na plus produkcji przemawiają także dosyć długie sceny konfrontacji z obcym, dzięki czemu możemy się przyjrzeć jego hipnotyzującym oczom, licznym zębom i guzowatemu, obślizgłemu cielsku.

Kilkukrotnie podczas seansu zderzymy się z kiczem i groteską, ale w obliczu całości, nie przeszkadza nam to zupełnie. Nie należy bowiem tego filmu traktować tak "całkiem serio na serio". Sugerują to dialogi prowadzone podczas podtrzymywania jelit, przeciąganie się jelitami jak liną, panika łowców i tłuczenie w obcego czym popadnie oraz kluczowa walka Wyatta z rozpadającym się kumplem, który każdym ruchem unieszkodliwia sam siebie. Rozpadająca się buda  głównego bohatera okazuje się nieźle uzbrojonym bunkrem, o czym nie miała zielonego pojęcia Hope (Catherine Mangan) – dziewczyna Wyatta (Adam Kaufman), która zupełnie przypadkowo znalazła się w centrum wydarzeń i jak dla mnie stanowi najsłabsze ogniwo filmu. Wygląda i zachowuje się tak jakby zabalowała dzień przed zdjęciami i nie za bardzo sama wiedziała, co tu robi i najchętniej poszłaby już odespać. Dosyć śmiesznie wypada to w zestawieniu z nadmierną ekspresją Adama Kaufmana, który znowuż za mocno wczuł się w rolę. Pozostali aktorzy nie są może z pierwszego sortu, ale świetnie dopasowali się do okoliczności. Na uwagę zasługuje na pewno nasz główny obcy – nie CGI. Wcieliła się w niego Misty Rosas, która nie pierwszy raz już w swojej karierze wrzuciła na siebie kostium bestii. Widać, że ma doświadczenie, bo obcy wypada całkiem wiarygodnie mimo tego, że jest „gumowy”.

Słynny reżyser Blair Witch Project mimo dosyć nierównemu Innemu, pokazał, że nadal jest w formie i, że nadal potrafi kręcić dosyć kontrowersyjne obrazy. Jeśli macie ochotę zerknijcie także na jego film o Wielkiej Stopie Exists.

Rok: 2006
Kraj: USA
Reżyser: Eduardo Schnáchez
Scenariusz: Jamie Nash

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...