25 czerwca 2015

The Truth is Out There /Oni – Olga Haber/

Książkę pochłonęłam za jednym zamachem i przy pierwszym podejściu. Lekkie pióro i bardzo rozrywkowy charakter lektury dały mi odprężenie którego potrzebowałam. Czyta się świetnie! W powieści Olgi Haber panuje bowiem naprawdę rozluźniający klimat. Mimo iż duszny, upalny czerwiec nieźle daje się bohaterom we znaki - a to skwarem, w którym gotują się żywcem, a to gwałtownymi burzami, które nie dość że szarpią nerwy, to jeszcze atakują ścianą wody lub gradem, to chce się być w samym sercu wydarzeń. Ze względu na wakacyjny okres zapragnęłam takiego właśnie wyjazdu: wypadu gdzieś na łono natury, z dala od zgiełku miasta, korków, wścibskich sąsiadów i galerii handlowych. Miejsce opisane przez autorkę jest niesamowicie urokliwe, nie dziwi więc, że ludzie wciąż do niego wracają i, że bohaterka nie chce go opuszczać. Myślę, że miałabym podobnie: nie ważne czy mnie COŚ atakuje – zostaję. Tak więc rozmarzyłam się i już! Chcę do "Emilówki", tak jak bohaterka układać sobie w głowie i ładować akumulatory!!

W związku z powyższym odczuciem naszła mnie refleksja. Czy aby na pewno tak powinnam się czuć po lekturze powieści grozy? Raczej powinnam z lękiem wciąż rozglądać się wokoło, wypatrywać u znanych mi osób oznak szaleństwa i sypiać mimo upału przy zamkniętym oknie, najlepiej z siekierą pod poduszką... Wniosek nasuwa się sam: Olga Haber ma niesamowicie lekkie pióro, świetnie płynie się przez stworzoną przez nią narrację, ale atmosfera książki, jej klimat i kolejne wydarzenia nie powodują, że czytelnik (taki jak ja) z lękiem przewraca kolejne strony. Nie udało jej się (ale przecież to dopiero pierwsze podejście) więc osiągnąć tego, o czym pisał Lovecraft w Nadnaturalnym horrorze w literaturze:

Naprawdę niesamowite opowieści to coś  więcej niż historie o tajemniczych mordercach , skrwawionych kościach, czy postaciach w prześcieradłach podzwaniających łańcuchami. Wyróżnia je szczególna, zapierająca dech w piersiach atmosfera zagrożenia, której naukowo, posługując się racjonalną logiką, nie można wyjaśnić, nieznane, niepojęte moce, wreszcie zagadnienie dla grozy podstawowe: wyważona z cała powagą i złowrogością najstraszliwsza koncepcja ludzkiego umysłu: zawieszenie tych niezmiennych praw natury, które są naszą jedyną ochroną przed atakami chaosu i demonów z pozaziemskich przestworzy. 

Olga Haber to w rzeczywistości pseudonim literacki. Ukrywa się pod nim Katarzyna Misiołek, która pisuje głównie literaturę kobiecą, co czuć w tekście bardzo wyraźnie. Jej debiut (w środowisku grozy) nazwałabym eksperymentalną hybrydą. Autorka skleiła w swojej powieści dwa światy: napędzające akcję realia powieści obyczajowej i stanowiące kuszące tło, elementy grozy. Jeśli bowiem w taki sposób spojrzymy na jej powieść (alternatywę dla "babskich czytadeł" i paranormal romansów), to obroni się ona w 100%. Wydaje mi się więc, że autorka ma szansę – o ile już tego nie zrobiła – wypełnić niszę. Jej powieści nie będą typowymi starszakami (których wydaje się za mało) ani typowymi powieściami obyczajowymi (których wydaje się zdecydowanie za dużo), dzięki temu mają szansę wyróżnić się na rynku czytelniczym i dotrzeć do  szczególnej grupy odbiorców. Mam na myśli osoby, które nie chcą sie bać, a literatury "typowo kobiecej" mają już po dziurki w nosie. Jej powieści mogą stać się  "pierwszym stopniem wtajemniczenia" do świata horroru.

Pisząc w wielkim skrócie: prawdziwego fana grozy książka srodze zawiedzie. U początkującego wywoła dreszczyk emocji, napędzi pietra i nie pozwoli zasnąć.

***

Dlaczego nie udało się w pełni stworzyć powieści grozy? Autorka nie zrezygnowała z podstawowych wyznaczników gatunkowych: bohaterka zmierza nieuchronnie ku katastrofie, a w pozornie uporządkowany i zbadany przez człowieka świat, wkrada się coś, co kompletnie wykracza poza ramy jego rozumowania i jest złem w czystej postaci. Nawet zgodnie z poglądami M. R. Jamesa akcja umieszczona jest  wczasach współczesnych czytelnikowi, przez co zbliża się do sfery jego doświadczeń. Pani Olga wykorzystała także wiele elementów mających uruchomić w czytelniku uczucie lęku: wspomniane burze, wzbudzający niepokój las, domek na odludziu, demoniczny kot, zapomniany cmentarz, tajemnicze napady niepoczytalności u kolejnych osób przebywających w okolicy i poczucie bycia obserwowanym, odbierające resztki poczucia bezpieczeństwa. Nagromadzenie sprawdzonych elementów nie zagwarantowało jednak sukcesu, zabrakło kompatybilnego spoiwa. Bezwzględność nadprzyrodzonego gryzie się tutaj bowiem z tym, co stało się głównym motorem napędowym powieści – rozterkami kobiety, która znalazła się na życiowym zakręcie.

Główną osią powieści, jak już wspomniałam, są wewnętrzne rozterki Natalii. Ta trzydziestosześciolatka rzuciła pracę, była świadkiem śmiertelnego wypadku (albo nie tylko świadkiem i to jest rzeczywisty początek jej końca?), odeszła od swojego wieloletniego partnera Emila (w końcu miał już pięćdziesiątkę na karku - bez komentarza), związała się z młodszym od siebie o dwanaście lat - zabójczo przystojnym i jurnym - Łukaszem (nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć jakie taka relacje ma szanse i że straty emocjonalne będą spore, zwłaszcza, że w pewnym momencie kończy się zabawa a zaczyna uczucie). Niestety czas nie jest dla kobiet łaskawy, a chaotyczna Natalia uparcie nie chce usłyszeć wyjącej w głowie syreny alarmowej. Zachowuje się jak naiwna podfruwajka a nie dojrzała kobieta. Możliwe, że po prostu cierpi na syndrom "zatrzaskujących się drzwi". Prawdopodobnie romans był wątkiem, który miał stanowić tylko tło dla niesamowitych wydarzeń, ale zwyczajnie wymknął się spod kontroli i zdominował całość. Za to inne wątki (marcowy wypadek, cmentarz) urywają się i autorka już do nich nie wraca, co może drażnić czytelnika, który nastawiony jest na rozwiązanie zagadki i zbiera każdą możliwą poszlakę. Jedna z możliwych interpretacji, która wyłania się z otwartego zakończenia, w pewnym sensie ten stan rzeczy tłumaczy i powoduje, że to co wydawało się nielogiczne, nagle nabiera sensu.

Olga Haber stworzyła bardzo spójną i wiarygodną w swojej niedorzeczności i zagubieniu bohaterkę. Mimo iż nie potrafi ona zarazić nas swoim lękiem, chcemy towarzyszyć jej w tej dziwnej przygodzie. Niepokój towarzyszący kobiecie od pierwszych stron, który niektórym wydawał się sztuczny, można łatwo wytłumaczyć tym, że Natalia to w końcu miejska dziewczyna, pozostawiona pośrodku niczego. Bądźmy szczere drogie panie – też miałybyśmy cykora. Przecież czasem wystarczy, że jakaś myśl skręci w złym kierunku, coś pobudzi wyobraźnię, a potem już leeeeeciiiiiii i człowiek dostaje palpitacji, a przecież sam się tak "nakręcił" bez wyraźnej przyczyny. Postać Natalii doskonale dopełniają jej niezbyt rozbudowane zajęcia własne: pije kawę i wino, je słodycze, jedzie na zakupy, wraca z zakupów, no i płacze. Jeszcze zdarza się jej biegać (w sumie dwa razy), bo jednak odczuwa potrzebę zadbania o figurę. Co jednak wynika z samotnego biegania Natalii po lesie? Niestety nic strasznego. Raz znajduje wypalony krąg na łące... I mimo całej sympatii dla tej zwariowanej postaci, teatralnie wywracałam oczami, gdy natrafiałam na kolejny fragment, w którym znów się popłakała i "łzy napłynęły jej do oczu".

I powoli przechodzę do sedna. Jako bohaterka powieści obyczajowej, taka kobieta-wydmuszka, jak Natalia sprawdza się wyśmienicie, jako bohaterka powieści grozy – już nie bardzo. Pozostaje ona zamknięta na kontakt z naturą, samotną refleksję z TĄ, która jest głównym i najważniejszym budulcem (bohaterem nawet) powieści grozy. Niestety w tej konkretnej las nie żyje własnym życiem i nas nie przeraża. Z czasem Natalia tak bardzo skupia się na sobie, że odniosłam wrażenie, że gdyby UFO wylądowało na jej ganku, to byłaby to w stanie zignorować. Za to rewelacyjnie wychodzi jej (koniec końców jest częściowo bohaterką horroru) wpychanie się nie tam, gdzie grozi jej niebezpieczeństwo. Ale jak powszechnie wiadomo bohaterowie horrorów są pozbawieni instynktu samozachowawczego.

Kolejny brak, który odbiera tej powieści możliwość wzbudzania lęku, to ukrywanie przed czytelnikiem wszelkich okropności. Są tylko zasygnalizowane, wspomnienie, nie przedstawia się żadnej konkretnej sceny: gwałtu, morderstwa, szaleństwa – poprzez co zostają pozbawione siły oddziaływania. Bohaterka nie dzieli się z nami przerażającymi snami. W scenie kulminacyjnej także brakuje emocji – może gdyby celem był Łukasz? Sceny erotyczne niestety też postawiają sporo do życzenia, również wzmiankowe, muśnięte (i tutaj po raz kolejny wkraczamy w sferę literatury kobiecej delikatności). A skoro tak ważny był motyw młodszego kochanka, to chciałabym by sex był "mięsisty".

W powieści pojawił się jeszcze jeden element, który rozbraja misternie uknutą intrygę. Tym elementem jest Boruta – przepiękny kot przybłęda. Wyjaśnienia padające z jego "ust" wywołały u mnie atak chichotu. Kot niestety zamiast przerazić, jak rasowy wysłannik piekieł budzi "lekką" konsternację. Rozmowy z nim były tak groteskowe, że całość nabrała fantastyczno-bajkowego wydźwięku. Potencjał tak szczególnego zwierzęcia, które od wieków przewija się przez powieści nasączone strachem został zupełnie niewykorzystany.

***

Książka jak już pisałam x-krotnie nie starszy, każe się jednak nad czymś zastanowić. Przerażająca wydaje się myśl, że istoty stojące wyżej niż ludzie na drabince ewolucji są aż tak małostkowe. Dziw bierze, że chce im się mścić na pojedynczych przedstawicielach naszego gatunku, za zbrodnię sprzed lat. I to w jaki sposób: sprawiając, że X gwałci Y lub Y morduje X. Zachowania tych złych są na wskroś ludzkie i płytkie. Gdyby dziwne zachowania ludzi, nagłe napady agresji, utraty świadomości były tylko skutkiem ubocznym działań tych istot, które mają jakiś inny cel (mniej rodem z "piaskownicy") wydarzenia miały by dla mnie większy sens. W imię czego więc taka wyrafinowana gra? Ten fakt przywodzi na myśl zupełnie inną próbę interpretacji utworu, co zresztą bardzo sprytnie sugeruje nam autorka w zakończeniu. Bo czyż wszystkich nielogiczności, absurdów i niedociągnięć nie da się właśnie wytłumaczyć w ten sposób? Więc jak to jest z Natalią? Jest w pełni władz umysłowych, to wszystko czego doświadczyła było snem, czy stoją za tym ONI? Jeśli macie ochotę na tę lekturę, odpowiecie sobie na to pytanie sami.

Autor: Olga Haber
Tytuł: ONI
Wydawnictwo: Videograf
Wydanie: I
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Ilość stron: 224
Cena: 26,90 zł

1 komentarz:

  1. Byłaś ostatnio na dwudniowym urlopie, masz wymagania ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...