04 czerwca 2015

Te straszne rekiny /Bestia z otchłani, Megalodon - Pat Corbitt/2002

To dziesiąty już zrecenzowany przeze mnie animal attack z rekinem w roli głównej. I nie jestem nawet w połowie wszystkich takiego typu produkcji… Pewnie jest ich więcej niż mi się wydaje. Jeśli więc macie jakieś ciekawe tytuły do polecenia, jestem otwarta na propozycje.

Jeśli chcecie wiedzieć skąd się wziął SuperShark (Podwodna bestia), zerknijcie na Megalodona (Bestia z otchłani). Podobna historia. Prehistorycznego rekina podejrzewano o to, że wyginął, w sumie to całkiem słuszne rozumowanie. On jednak przetrwał  - na złość naukowcom. Ukrył się przed światem w tajemnej podwodnej grocie. Odwierty – znów ta ingerencja człowieka – otwarły mu drogę do naszego świata. A jak wiecie, są takie drzwi, które raz otwarte nigdy już nie dadzą się zamknąć.

Mimo ewidentnych luk i niedociągnięć fabuła nie najgorsza, niestety nie jest również nazbyt odkrywcza i oryginalna. Cała akcja kręci się właściwie wokół tego, że w poszukiwaniu złóż ropy naftowej koncern Nexecon CEO zbudował w pobliżu Grenlandii Colossusa – największą i najnowocześniejszą platformę wiertniczą na świecie. Środowisko ekologów oczywiście jest zaniepokojone możliwościami technologicznymi tej platformy. W odpowiedzi na niepokoje opinii publicznej na platformę przybywa znana dziennikarka, która ma zdać relację z tego, jak pracuje Colossus i ocenić czy rzeczywiście stanowi on zagrożenie. Pech chce, że akurat podczas jej obecności, w wyniku odwiertów dochodzi do pęknięcia skorupy ziemskiej i otwiera się przejście do groty (taki ocean pod oceanem), w której żyją prehistoryczne istoty. Jednym z nich jest gigantyczny rekin. Megalodon w przeciwieństwie do SuperSharka nie hasa po lądzie, potrafi jednak tak samo porządnie nabroić i tak samo nie przepada za latającymi maszynami.

Mimo, że wszystko trzyma się tutaj nawet kupy, wynudziłam się na tym filmie strasznie. Minusów znajdzie się tutaj wiele: bezsensowne dialogi, naiwne rozwiązania fabularne, sztampa, schematyczność, sztucznie rozdęte dramatyzmem sceny - bo Bestia z otchłani to produkcja śmiertelnie poważna. Cały film stanowi w zasadzie przydługi wstęp do sceny finałowej, która i tak nie robi na widzu wrażenia. Znudzony czeka już po prostu do końca filmu, bez napięcia, atmosfery ani klimatu. Końcowe wyczyny bohaterów ewentualnie można skwitować wybuchem śmiechu, jeśli ktoś ma jeszcze siły się śmiać lub po prostu nie zasnął w trakcie seansu. Obraz ostatecznie dobijają takie kwiatki, jak generowanie komputerowo wszystkiego, co tylko można było wygenerować – nawet zwykła motorówka jest sztuczna. Jaki to miało sens?

Aktorstwo, jak na ten typ filmu, jest całkiem niezłe. Występujące tutaj osoby (Robin Sachs, Leighane Littrell, Ross Eliott, Mark Sheppard) nie należą do pierwszej ligi, dali jednak radę wkomponować się dosyć znośnie w całość. Ross Eliott i Mark Sheppard mieli momenty, w których emocjonalnie przeszarżowali i nadmiernie „wczuli się” w głupoty, które opowiadają, ale szczerze mówiąc i tak nic już nie mogło tej produkcji zaszkodzić. Ogólnie: kiepski i nudny – nie polecam. Jeśli chcecie zabijać czas, to jednak lepiej zróbcie to jakąś inną kiczowatą produkcją.

Rok: 2002
Kraj: USA
Reżyser: Pat Corbitt
Scenariusz: Gary J. Tunnicliffe, Stanley Isaacs

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...