03 czerwca 2015

Shark Lovestory /Spring Breake: Shark Attack, Krwiożercze szczęki - Paul Shapiro/ 2005

Pomińmy fakt, że tłumaczenie tytułu znów pozostawia wiele do życzenia. Oryginalny brzmi tak: Spring Breake: Shark Attack, w Polsce mamy za to powalające: Krwiożercze szczęki. Taaaaaaaak - to świetny tytuł dla filmu, który opowiada o tym, jak chłopak poznał dziewczynę podczas przerwy wiosennej na Florydzie. A, że w tle żerowały rekiny? Kogo to w sumie obchodzi... Mamy więc tutaj do czynienia głównie z akcją rodem z  Beverly Hills 90210, w którym pojawiły się nowe, intrygujące postacie – wyrafinowani drapieżcy, których lepiej nie drażnić. Niestety, ktoś im tutaj porządnie nadepnął na płetwę.

Intryga na której zasadza się fabuła, nie jest zbytnio skomplikowana. Niejaki Joel (Bryan Brown) pod pretekstem porannego wędkowania wabi rekiny z pobliskiej, sztucznie stworzonej rafy nad brzeg, który jest oblegany przez balangowiczów. Jeśli nie wiadomo o co chodzi – chodzi o pieniądze, u niego jest pusto i chce by turyści przenieśli się (i wydawali kasę) po jego stronie zatoki. Jego plan ma jednak poważną lukę: co to za problem dla drapieżników przypłynąć za jedzonkiem kawałek w inną stronę? Sprawa z rekinami nie jest tutaj jednak najważniejsza. Chodzi o to, że śliczna Daniell (Shannon Lucio), wbrew woli rodziców i potajemnie (w jej bogatej rodzinie rozgrywa się jakiś dramat, na szczęście twórcy odpuścili nam szczegóły) przyjeżdża na Florydę, by spotkać się z przyjaciółkami i wybawić się do upadłego. Tutaj pośród imprez zakrapianych alkoholem będzie dokonywała trudnych, miłosnych wyborów. Kpiące hormonami towarzystwo sprzyja bowiem sercowym rozterkom szesnastolatek. W każdym razie Daniella będzie dokonywała wyboru między nowo poznanymi T.J-em (Justin Baldoni) i Shane'em (Riley Smith). Ten ostatni jest do bólu przyzwoity i biedny – taki męski Kopciuszek (nawet przychodzi na „bal”). Logika tego typu produkcji wymaga, by ten drugi był obrzydliwie bogaty i miał paskudny charakter. T.J. owszem, to przystojny macho, ale okazuje się jednak totalnym pierdołą i ani klata ani kasa mu nie pomagają. Wybór Danielli jest oczywisty, jednak akcja musi się zapętlić, by rekiny miały czas się porządnie wkurzyć i urządzić rzeźnię rozbrykanym nastolatkom. Każdy wiek ma swoje prawa i nie ma co się naśmiewać z wyolbrzymiania problemów bohaterki. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego ktoś w filmie o rekinach przez 4/5 czasu uskutecznia młodzieżowy film obyczajowy o stracie dziewictwa, tabletkach gwałtu, zdradach i zazdrości?

W sytuacji, w której twórcy nie mogli się zdecydować co chcą nakręcić: obyczajówkę czy horror – nic nie mogło pomóc w zbudowaniu odpowiedniego napięcia. Nie pomógł nawet wątek starszego brata Danielli – biologa, który bada sztucznie powstałą rafę. Z martwymi żółwiami na pokładzie nie jest na tyle atrakcyjny, by przebić się przez kolorowe bikini i gołe klaty. Dopiero ostatnie 20 minut filmu, gdy rekiny biorą wreszcie sprawy w swoje...paszcze, nabiera smaku. Nasi skrzelaści przyjaciele doczekali się wreszcie swoich pięciu minut (dosłownie), scena kulminacyjna Krwiożerczych szczęk w ich wykonaniu, to zmasowany atak na platformę, na której próbuje się schronić zbyt wiele osób - wiadomo czym to grozi (czyżby twórca Piranii 3DD wzorował się na tym pomyśle?). Niestety szybko brat-biolog przy pomocy Shane'a i Danielli wykorzystuje swój anty-rekinowy wynalazek i opanowuje sytuację. A zakochani odchodzą ku zachodzącemu słońcu - brakuje tylko tęczy i jednorożców.

Muzyka ni jak nie pasowała do tytułu, od pierwszych taktów skojarzyła mi się z muzyczką z gry The Sims i tak mi już do końca zostało...I pewne stąd tez odczucia, że oglądam kino familijne. Poza tym raziły mnie trochę nieprzemyślane sceny, np. Daniella stwierdza, że poczeka na brata po czym po chwili obraca się na pięcie i stwierdza, że już sobie pójdzie. No chyba, że było to zagranie celowe, które miało pokazać, jak jest wewnętrznie niestabilna. W każdym razie, tradycyjnie już, w nastolatków wcielają się tutaj dorośli aktorzy. Kobietki są śliczne, powycinane wręcz z okładek czasopism, a mężczyźni napompowani, jakby dopiero co wyskoczyli z siłowni. Ogólnie jest na co popatrzeć, szkoda tylko, że między uszami tych pięknolicych postaci hula wiatr...

Film nie byłby aż tak tragiczny - bo nie można mu odmówić fabuły i niezgorszych aktorów - gdyby producenci zdecydowali się co chcą nakręcić: wakacyjno-młodzieżową obyczajówkę, czy animal attack.

Rok: 2005
Kraj: USA. RPA
Reżyser: Paul Shapiro
Scenariusz: James LaRosa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...