08 czerwca 2015

Maraton. Bieg Towarzyszący na 5 km - Chorzów

Data: 7 czerwiec 2015, godzina 9:30
Miejsce: Chorzów
Tytuł: Bieg na 5 km
Organizator: Park Śląski, Chorzów Wprawia w Ruch,
Cena: 35 zł opłaty startowej

Trudno powiedzieć, że pogoda dopisała. Skandalem jednak byłoby napisać, że była kiepska. Żar lał się z nieba, upał był niemiłosierny a słońce paliło ile fabryka dała. Z jednej strony na biegaczy czekało potworne, mordercze zmęczenie, z drugiej pobudzające okoliczności pogodowo-przyrodnicze  i satysfakcja na mecie. Bo im bardziej aura ustalała niedzielne reguły gry, tym większe każdy biegacz przekraczający linię mety odnosił  zwycięstwo.

Ogromny podziw należy się maratończykom, którzy mieli do pokonania "królewski dystans" w iście tropikalnych warunkach. Niedzielny bieg nieoficjalnie okrzyknięto już "tropikalnym maratonem". Wielu startujących nie pokonało 42 km rekordowym dla siebie tempie - zdrowie jest ważniejsze. Dla mnie niesamowity jest każdy człowiek, który startuje w biegu na taki dystans, i to w takim upale! Patrząc na to, jaki ogrom pracy i wysiłku wkładają w bieg - i mierząc swoje wątłe siły na zamiary - przyznaję, że nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduję się na start w maratonie. Póki co, zostają mi biegi towarzyszące i na zmiany się nie zanosi. 

Pięciokilometrowy Bieg Towarzyszący wyruszył spod szybu Kopalni Prezydent w kierunku Parku Śląskiego. Z ulicy Parkowej biegacze skręcali do Skansenu (błyskawiczne zwiedzanie - jeśli ktoś był w stanie cokolwiek zobaczyć), później jeszcze tylko kilka zawijasów i meta pod Kapeluszem (tak jakby za blisko). Każdy zawodnik otrzymał medal i w pakiecie startowym –  koszulkę. Trzeba przyznać, że organizatorzy się postarali.

Więcej informacji znajdziecie na  fb: TUTAJ i na stronie: TUTAJ


Maraton i Bieg Towarzyszący oczywiście przyblokowały nieco okolicę, policja zamknęła część dróg, a liczni wolontariusze pilnowali niesfornych kierowców. Polak Polakowi Wilkiem, więc: Co mnie to obchodzi, chcę przejechać! (no i te "epitety" - wolontariuszom należą się medale za to, ile się nasłuchali). W związku z tym nasuwa się smutna refleksja: Czy ty kiedyś rodaku będziesz zadowolony? Nie dzieje się nic – źle, organizuje się coś wreszcie w tym kraju – też źle. Okolicznych mieszkańców nikt nie zaskoczył: od pewnego czasu wkładano za wycieraczki samochodów i pozostawiano w skrzynkach na listy ulotki informacyjne. Pewnie większość ze „zdenerwowanych” było „z zewnątrz”. Sposób wyrażania dezaprobaty przez te osoby pozostawia jednak wiele do życzenia. Ale nie będę się więcej na ten temat rozpisywać – to po prostu jest przykre.

Kolejna rzecz, która mnie sparaliżowała: bieg z psem w taką pogodę! Tego chyba nie trzeba komentować. Przed startem apelowano o to, by biegacze nie szarpali się na życiówki i się nie forsowali a wręcz odpuszczali. Szkoda, że nie wspomniano o tym, by zrezygnowali też tym razem z towarzystwa czworonogów. Mam nadzieję, że nikomu nic się nie stało.

Wracając jednak do przyjemniejszych spraw, mam nadzieję, że to nie ostatnia tego typu impreza w której biorę udział. Całkiem przypadkowo i niezamierzenie zrobiłam na przekór pogodzie życiówkę. Poprawiłam swój czas o prawie dwie minuty! Zwycięstwo nad własną słabością, to najwspanialsza nagroda ever. I jakoś wszystkie inne sprawy idą w kąt.


3 komentarze:

  1. Super relacja! :-) brawo za start w taką pogodę :-) no cóż ja też tam byłam ;-). Jedyna drobna uwaga, o życiówkach nie może być mowy bo niestety wszyscy pobiegli inną trasą i 4,5 km to mimo wszystko nie 5;-). Tak czy siak gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisząc o swoim rekordziku wzięłam pod uwagę różnicę odległości. Moje endo dobrnęło do 4,73 :) Podobno gdzieś po drodze były jakieś zawirowania. Również gratuluję!!!! Dało nam słoneczko popalić, oj dało :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja do zeszłego roku byłam zaciętym przeciwnikiem ruchu, jakiegokolwiek ruchu, który miałby znamiona sportu. A potem spłynęła na mnie iluminacja czy coś :P

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...