28 czerwca 2015

Historia Travisa Waltona/Uprowadzenie: Fire in the Sky - Robert Lieberman/1993

Zacznę od tego, że film Uprowadzenie: Fire in The Sky jest poniekąd oparty na faktach. „Poniekąd?” - zapytacie. Już wyjaśniam. 5-go listopada 1975 roku w parku narodowym Apache-Sitgreaves w stanie Arizona, siedmiu mężczyzn wracając do domu po ciężkim dniu pracy, natrafiło na niecodzienne zjawisko. Odnieśli wrażenie, że „zapłonęło niebo” i zafascynowani widokiem podjechali bliżej. Wtedy zobaczyli tajemnicze, unoszące się nad ziemią COŚ. Jeden z nich – Travis Walton - wyszedł z samochodu, by się temu czemuś bliżej przyjrzeć (wiadomo, to był błąd). Gdy zaatakowało go dziwne światło - koledzy uciekli i zostawili go samego. Mimo panicznego przerażenia postanowili jednak wrócić, ale po ich kumplu-ryzykancie nie było nawet śladu. Zgłosili zaginięcie kolegi i rozpoczęły się poszukiwania na wielką skalę: zorganizowane grupy przeczesywały gęstwiny, ściągnięto nawet helikoptery. Pozostali świadkowie tajemniczego incydentu zostali także poddani badaniom wariografem – podejrzewano ich bowiem o dokonanie morderstwa. Travis zniknął jednak TYLKO na pięć dni. „Powrócił” 10 listopada: rozbity, odwodniony, nie pamiętając nic. Wydarzenia te podzieliły opinię publiczną. Część osób wierzyła mężczyznom, uznając, że Waltona porwało UFO. Część uznała, że był to jakiś makabryczny żart lub sposób na zdobycie sławy i wyjście z długów. Tak jak w filmie w rzeczywistości więc miało miejsce zaginięcie, śledztwo i powrót Travisa. Czy miał on jednak nieprzyjemność spotkać przybyszów z przestrzeni kosmicznej i przebywać na ich statku? Do dziś stanowi to pytanie, na które nikt nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi.

Film Roberta Liebermana nosi taki sam tytuł, jaki ma książka, w której Travis opisał swoje porwanie. Przedstawione w nim przerażające spotkanie z obcymi jest całkowicie fikcją. Nie pozostawia jednak wątpliwości, co do tego, że przedstawiona w filmie wersja wydarzeń zakłada, że bohaterowie całego zajścia mówili prawdę. Widz z 2015 roku, którego oczy przesycone, nasycone i przeżarte są już wymyślnymi efektami specjalnymi, musi wziąć poprawkę na to, że Uprowadzenie nakręcono w 1993 roku. Technologia obcych może się nam, co najwyżej kojarzyć z przestarzałym sprzętem medycznym, z którym nadal mamy kontakt we współczesnych, polskich salach tortur, czyli w państwowych gabinetach lekarskich. Wyrazistość scen z ich użyciem  przywodzi na myśl nasze osobiste doświadczenia. Podobnie można porównywać znieczulicę obcych do znieczulicy niektórych lekarzy. Współczułam więc Travisowi każdą komórką swojego ciała, gdy został bezwzględnie przygwożdżony do stołu (?) i poddany badaniom (?). Na szczęście twórcy Uprowadzenia nie przesadzili z ilością „statkowych” scen, dzięki czemu pozostawili pole dla wyobraźni widza. W innym wypadku dziś oglądalibyśmy ten obraz chichocząc. Jedyne co mnie ubodło, na tyle że zwróciłam na to uwagę, to bardzo ludzki sposób ściągania z Travisa ubrania przez obcych. Gryzie mi się to jakoś z moim wyobrażeniem o takich sytuacjach, no ale to może tylko moje osobiste odczucie.

Ze sporym wyczuciem ukazano w filmie tragedię i dramat rozgrywający się w miasteczku po zniknięciu powszechnie lubianego chłopaka. Szybkość z jaką społeczność wydała osąd była przerażająco prawdziwa. Ludzie często w sytuacjach zagrożenia na oślep szukają winnych, wymierzają im karę i odzyskują złudne poczucie bezpieczeństwa. Dobrze więc, że w miasteczku nie doszło do linczu. Zwłaszcza, że prowadzący sprawę jawne poddawali prawdziwość słów świadków uprowadzenia w wątpliwość i podkręcali wrogą atmosferę. Tam, gdzie pojawia się ból i cierpienie szybko zjawiają się także poszukiwacze taniej sensacji i dziennikarskie hieny. Ukazani tutaj znawcy tematu i tropiciele UFO, bez ceregieli z butami wchodzą w życie bohaterów, równie bez empatii traktują znękanego powracającymi wspomnieniami Travisa. Gdyby obecnie nakręcić remake tego filmu, okazałoby się, że nic się pod tym kątem nie zmieniło. Jedyna różnica polegałaby na tym, że o pewnych sprawach w 1975 i 1993 roku ludzie rozmawiali jeszcze w cztery oczy.

Film nie jest szczególnie genialny, ale ogląda się go bez większych problemów. Obsada  została dobrze dobrana: nikt się szczególnie nie wyróżnia ani na plus ani na minus. Kilka pojawiających się dłużyzn nie rzutuje także na całkowity odbiór produkcji. Co warto podkreślić: Uprowadzenie nie jest horrorem, to dramat sci-fi, dlatego jedyne co nas tutaj tak naprawdę przeraża to z jednej strony bezsilność jednostki wobec muru uprzedzeń, a z drugiej jej bezsilność wobec nieznanego i niezbadanego. Fanom motywu UFO, seans sprawi zapewne sporo przyjemności. Warto bowiem zobaczyć, w jaki sposób ewoluowały wyobrażenia i jak dokonywała się eskalacja lęku związana z uprowadzeniami.

P.S. Scena ze szlabanem na początku filmu przekonała mnie do tego, że chcę ten film obejrzeć. Zwróćcie na nią uwagę.

Kraj: USA
Rok: 1993
Reżyser: Robert Lieberman
Scenariusz: Tracy Tromè

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...