26 czerwca 2015

Biblioteka grozy: Pięć flakoników, pięć kluczy do prawd o świecie /Pięć flakoników – Montaque Rhodes James/

Wyobraź sobie drogi, współczesny czytelniku, że wybierasz się na spacer w leśne ostępy. Tak dla odprężenia i wyciszenia, by nacieszyć się ciepłym dniem. Urokliwe okoliczności przyrody - szum strumienia, figlarne promienienie wrześniowego słońca - mile łechczą twoje zmysły. Pozwalasz więc na to, by twoje myśli płynęły leniwie, sobie tylko znanymi ścieżkami i w poczuciu beztroski zasypiasz. Sen, który śnisz należy do tych bardzo realistycznych. Gdy tylko się przebudzisz nie masz więc najmniejszych wątpliwości, że musisz odnaleźć tajemniczą roślinę, która w twoim śnie wyglądała jak "pozbawiony kwiecia tojad żółty". Intuicyjnie wiesz również, że doprowadzi cię do niej strumień, który szepcze Ci gdzie powinieneś się udać i co zrobić. Po grzeczniej rozmowie z dębem dopinasz swego i zjadasz znalezisko. Dzięki tej niepospolitej roślince zdobywasz tajemniczą szkatułę, w której ukrytych zostało pięć flakoników – jak się okazuje: pięć maleńkich kluczy, bram do zupełnie innego pojmowania rzeczywistości. Przekonujesz się, że twoim przeznaczeniem jest zgłębianie wielkich tajemnic.

Nadal słuchając przeczucia (częściowo także polegając na swoim kolejnym śnie), poddajesz się biegowi wydarzeń. W świetle księżyca, co noc otwierasz kolejno jeden flakonik i nacierasz jego zawartością określoną część ciała. Nacierając uszy (miksturą z flakonika z napisem: uszy) zaczynasz nie tylko słyszeć, ale także rozumieć mowę nadprzyrodzonych istot zamieszkujących okolicę - zwierząt i roślin również. Wcierając magiczny płyn w oczy, otrzymujesz zdolność widzenia tego, co do tej pory było ukryte przed twoim wzrokiem. Eliksir przeznaczony na język pozwala ci komunikować się ze światem - przestajesz być tylko biernym obserwatorem. Kolejne są czoło i serce, które pozwalają Ci na przekraczanie kolejnych warstw rzeczywistości. Niepostrzeżenie wkraczasz coraz głębiej do świata, którego reguł nie znasz i nie pojmujesz, nie da się ich bowiem okiełznać ich przy pomocy dostępnej ci wiedzy. Przyjmujesz więc kolejne zdarzenia z ogromną otwartością i ciekawością, nie łudzisz się jednak, że zrozumiesz wszystko. Wiedzieć wszystko bowiem, to zabić w sobie ciekawość doświadczeń i odebrać sobie przyjemność, która związana jest z dziwieniem się. A to przecież daje tyle frajdy!
 
Dar, który otrzymałeś niesie z sobą także pewnie niebezpieczeństwo. Zło chce odebrać Ci magiczne flakoniki. Dopóki więc nie otworzysz wszystkich, jesteś regularnie nękany niespodziewanymi wizytami nadprzyrodzonych intruzów i ich podstępnymi działaniami. Póki jednak słuchasz intuicji i swoich nowych przyjaciół oraz masz w zanadrzu podkowy - nic ci nie grozi.

 ***
Ciekawe doświadczenie prawda? Właśnie taka oniryczna, baśniowa przygoda przytrafiła się bohaterowi książki Jamesa - którą spisał w formie listu do niejakiej Jane. Oczywiście nasz bohater – M. - nie wyjawia wszystkiego na papierze, kilka szczegółów kobieta/dziewczyna usłyszy na własne uszy, a czytelnik niestety może się tylko domyślać, co zostało przed nim ukryte. Nie wiemy chociażby tego, kim jest adresatka listu: ukochaną, a może przyjaciółką? Fantazyjno-baśniowa historia może sugerować nawet, że jest jakąś młodszą krewną. W każdym razie Pięć flakoników budzi w czytelniku sentyment - teraz już nikt nie pisze takich listów....

Bohater opowiadania jest ciekawie skonstruowaną postacią. Przede wszystkim mało co racjonalizuje swoją przygodę. Wsłuchuje się w swoje sny i intuicję, jak typowy bohater romantyczny. Doświadcza świata w odmienny sposób i cieszy się tym faktem, zamiast zastanawiać się jakoś specjalnie nad przyczynami tego stanu rzeczy i jego skutkami. Właśnie to podejście sprawiło, że M. został „wybrańcem” – ma on bowiem w sobie wystarczające pokłady wrażliwości, by otworzyć się na niemożliwe. Każdy otwarty flakonik, to etap inicjacji bohatera, który „dojrzewa” do innej formy istnienia. Charakterystyczny w tym opowiadaniu jest także jego sposób dozowania świata. Nic na raz. Powoli otwierają się przed nami kolejne pokrywy, szkatułki – zdolności. Umiar i celebracja chwili – to coś tak obcego współczesnemu człowiekowi, że aż dziw bierze, że bohater nie wychlapał od razu na siebie wszystkich mikstur! Cierpliwie czeka aż nadejdzie odpowiednia chwila na użycie następnego - czym naraża się na kolejne ataki. A skoro bezkształtne zło chce zdobyć szkatułę musi w końcu dojść do  starcia, gdyż na podchodach i podstępach zapewne nie poprzestanie. Od początku czujemy jednak, że nic złego nie może się bohaterowi stać, ponieważ zło, mimo iż budzi odrazę i niepokój, to zachowuje się dość nieporadnie i w sumie w łatwo daje się pokonywać. Tym bardziej odniosłam wrażenie, że walka do której dochodzi w kulminacyjnej scenie ma wymiar symboliczny, to kolejny etap inicjacji, który ukazuje, czy bohater jest wart tego by dostąpić zaszczytu całkowitego „poznania”. Podsumowując, M. okazał się godny, gdyż wykazał się: cierpliwością, odwagą oraz otwartością serca i umysłu.

Jakby dla przeciwwagi nasz bohater został skontrastowany z bardzo konkretną i twardo stąpającą po ziemi kotką. „Kicia” nie owija w bawełnę, gdy trzeba to zadrapie i jak przystało na kota jest nieustannie głodna. Najważniejsze, że stoi po tej dobrej stronie i na swój sposób pilnuje swojego roztargnionego towarzysza.

***
Autor opowiadania był rektorem Eton Collage, znanym badaczem starożytności, uznanym autorytetem w dziedzinie średniowiecznych rękopisów i historii kościoła. Zasłynął swoimi powieściami grozy, które zawarte są w czterech publikacjach. Na ich tle Pięć flakoników wyróżnia się swoim baśniowym charakterem, co pokazuje, że James potrafił pisać nie tylko tak by straszyć.

Opowiadanie to cechuje ogromna dbałość o szczegół, a lekkość lektury działa  kojąco na czytelnika – przynajmniej na mnie. W racjonalistycznie ukształtowaną rzeczywistość  tekstu zostają wplecione elementy irracjonalne, nadprzyrodzone. Ten fantastyczny utwór jest aluzją lub odpowiedzią na wszechogarniającą naukę i zimny racjonalizm. Autor podważa w nim słuszność tylko takiego sposobu zdobywania wiedzy o świecie, pokazując że możne być zwodniczy – i zwyczajnie „ślepy”. Przekonanie to zostaje nam delikatnie zasugerowane już na początku opowiadania. Zauważyliście, że bohater najpierw mówi o wrześniowym dniu, a potem o wiośnie? James uczy nas więc pokory wobec intuicyjnemu poznaniu, dając tym samym dowód na to, że żyjemy w przestrzeni dwoistej, a prawa rzeczywistości (które sami zdefiniowaliśmy) łatwo jest złamać. Świadomość ta według mnie stanowi główne źródło niepokoju w opowiadaniu. Przestawmy być bowiem pewni, że możemy ufać zmysłom. Musimy też zastanowić się, co kryje się przed nami pod powierzchnią rzeczywistości.

Baśniowe okoliczności i lekkość w prowadzeniu narracji sprawią, że nawet nie zauważymy, gdy przepłyniemy przez tekst. Pięcioma flakonikami zawiodą się jednak fani lektury z dreszczykiem, oczekujący mrocznej historii o, z góry skazanej na przegraną, walce ze złem. Jednak już same ilustracje (oryginalne z 1922 roku autorstwa przyjaciela pisarza Gilberta Jamesa) odzwierciedlają panujący w opowiadaniu klimat, więc treść nie powinna być aż takim zaskoczeniem. Nieusatysfakcjonowani pozostaną także Ci, którzy oczekiwali, że dowiedzą się czegokolwiek o flakonikach: skąd się wzięły i po co, dlaczego ktoś chce je posiadać, a ktoś inny je otrzymuje? To nie o konkretne odpowiedzi w tym tekście chodzi.

Póki co, dla mnie najważniejsze przesłanie opowiadania brzmi: Póki nie odrzucimy precz - za radą Mickiewicza - precz wszelkich „szkiełek”, nasze oczy, uszy i serca pozostaną zamknięte. Musimy w końcu zrozumieć, że życie to szalona energia, która wykracza daleko poza schematy rozumowania..

Autor: Montaque Rhodes James
Tytuł: Pięć flakoników
Tytuł oryginalny: The Five Jares
Ilustracje: Gilbert James
Tłumaczenie: Agnieszka Kolonowska
Seria: Biblioteka Grozy
Wydawnictwo: C&T
Wydanie: I
Rok wydania: 2014
Oprawa: miękka
Ilość stron: 93
Cena:17,00 zł

Tekst do przeczytania również na Kocich Tajemnicach:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...