20 maja 2015

Wściekłe rekiny /Raging Sharks, Rekiny grozy, Wściekłe rekiny – Danny Lerner/ 2005

Już pomijając zaskakujące tłumaczenie tytułu, od początku film wbił mnie w siedzenie. Początek tak mnie zaszokował, że zapomniałam jak się gryzie chipsy. Na samym wstępie: ani morza, głębin, bikini…tylko dwa statki kosmiczne na kolizyjnym kursie. Przyznaje, że mnie przytkało. W wyniku zderzenia i wybuchów, oderwało się tajemnicze COŚ i  spadło na Ziemię – jakby katastrof było mało – uderzyło prościutko w okręt i  to gdzie! W Trójkącie Bermudzkim!

Po tym uroczym wstępie, kiedy mamy chwilę by wziąć oddech, okazuje się, że minęło 5 lat. Przenosimy się do wnętrza podwodnego laboratorium, którego pracownicy utyskują na brak funduszy i na to, że wszystko się tutaj psuje. Nie zdają sobie spawy, że w przeciągu kilku godzin stację nieźle zdemolują wkurzone rekiny, które przybędą tutaj stadami. Nikt nie wie, że na dnie oceanu tkwią czerwone, kosmiczne kryształki, które działają pobudzająco na mieszkańców głębin uzbrojonych w mordercze szczęki. Bohaterom z odsieczą próbuje przybyć okręt podwodny, ale w wyniku niespodziewanej awarii zostaje unieruchomiony. No i sobie dryfuje, a wyjątkowy spokojny kapitan powtarza z kamienną twarzą, że wszystko będzie dobrze. No co za pech! Na teren stacji przedziera się tylko pewien Bardzo Zły Człowiek, którego celem jest zatuszowanie sprawy i wyeliminowanie świadków. Bo koniec końców naukowcy trafiają jednak na ślad czerwonych kryształków, a mają one pozostać tajemnicą. W tym momencie film zmienia się w pełen sensacji obraz. I zaaferowani budowaniem zwrotów akcji twórcy zapominają, że na stacji brakowało już rzekomo tlenu, a wybuchy i pożary raczej nie zmieniają tego stanu na korzyść ludzi. Ogólnie rzecz ujmując: powstała straszna tandeta i bieda z nędzą. Z minuty na minutę coraz gorzej się to ogląda. A zakończenie jeszcze gorsze: obcy przylatują po swoje zabawki,  magicznie wysadzają stację, a ocalali bohaterowie (jak?!!!) teleportują się pod szybkę okrętu bojowego i stukają, by ich wpuszczono. No czad. 

Nie dziwię się, że rekiny są wściekłe, angaż w takiej produkcji to cios w skrzela i szarganie dobrego imienia. Poza tym, jak usłyszały warczenie, które podkładano podczas ataków, że one niby jak te tygrysy, lwy... To musiały zajadać stresy. Żaden szanujący się rekin, nie będzie przecież bronił przeterminowanego paliwa z innej planety, żrąc metalowe pręty, stal zbrojoną i kable. Dodatkowo akcji nie pomaga Zły, który jest niezniszczalny jak Terminator - nawet cios z harpuna w plecy  go nie powstrzymuje. Tak na marginesie godna naśladowania postawa człowieka oddanego pracy. Zresztą Linda Olsen (Vanessa Angel) żona głównego bohatera też jest pracoholiczką, a  Simona (Simona Williams) - pracownica z botoksową twarzą - przez większość filmu nie wstaje sprzed komputera. Nie dziwie się, że Corin Nemec (jako dr Mike Olsen)  tak ochoczo zagrał w Rekinach z plaży, skoro nabył doświadczenia w takiej produkcji...

I biją nas tak po oczach, bez czucia i litości… Tylko czym? romansem? Sci-fi? Animal attack? Sensacją? Jedynie motyw z UFO – kami był ciekawy. Poza tym nic nie jest tutaj godne uwagi. Bo ani sensownej treści, ani humoru, ani aktorów... Widz podczas seansu jest znudzony podobnie jak niemrawa załoga bojowej łodzi ratunkowej...

P. S. W 2008 roku reżyser postanowił znów postawić na rekiny (a te znów dały się wprowadzić w maliny). Tym razem wpuścił biedne stworzenia do kanału w Wenecji...(Rekin w Wenecji).

Rok: 2005
Kraj: USA, Bułgaria
Reżyser: Danny Lerner
Scenariusz: Les Weldon


A ja po prostu lubię złe filmy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...