07 maja 2015

Strzeżcie się plaży /Rekiny z plaży, Sand Sharks - Mark Atkins/ 2011

Już wiem, że urlopu w tym roku nie będzie i że z wakacji znów nici. Ze wszystkich sił więc postanowiłam sobie obrzydzić wycieczki: małe i duże. Górskie szlaki, na których można natknąć się na niedźwiedzie już załatwione, za sprawą Grizzly Park. Kolejny etap terapii, to wybić sobie z głowy pragnienie wyjazdu nad morze. Męczę więc te niskobudżetowe, kiczowate filmy o rekinach. Po Nocy rekinów 3D odechciało mi się wchodzić do wody. Ośmiorekin spacerujący na mackach zaczął zniechęcać mnie do harców na plaży. Rekiny z plaży Marka Atkinsa postawiły w tej kwestii kropkę nad „i”: nie będzie budowania zamku, sypania piachem, opalania ani zbierania muszelek.

W tej niesamowitej produkcji, kolejnej z cyklu „wypij coś, to dotrwasz do końca”, przenosimy się na wyspę White Sands. Mało kto odwiedza to miejsce, gdyż podczas ostatniej, odbywającej się tutaj masowej imprezy, rekiny zrobiły sobie bufet z gości. Próby wyrwania miejscowej społeczności z ekonomicznej zapaści, podejmuje się Jimmy Green (Corin Nemec). Syn burmistrza postanawia przywrócić wyspę na mapę za sprawą festiwalu dla studentów - oczywiście chce też przy okazji zarobić. A gdy chodzi o pieniądze, nie ma sentymentów... Jego plany zbiegają się w czasie z tajemniczymi zaginięciami pośród wydm i plotkami o rekinach pływających w piasku, ale oczywiście zabawa, tak czy siak się odbywa - jak w każdej tego typu produkcji. Nic to, że wcześniej zabiliśmy jednego rekina mutanta, po co sprawdzać, czy jest ich więcej - zróbmy z siebie i tysięcy gości (czyli 10 statystów udających tłum) szwedzki stół. Potem jest jeszcze gorzej, do akcji wkracza bowiem łowca piaskowych rekinów, po trochu pirat po trochu piroman. Rozwiązanie akcji, splecione z odkryciem skutecznej metody na pozbycie się lądowych rekinów oraz  towarzyszący temu wszystkiemu bełkot – to prawdziwa petarda dla zmysłów.


Rekiny z plaży to kolejny film z gatunku „świadomie złych”. Jedne jednak ogląda się z przyjemnością, inne nie powalają. Ten należy do tej drugiej grupy. Absurdalny pomysł uczynienia z plaży terenu łowieckiego dla prehistorycznych rekinów był naprawdę obiecujący, ale zabrakło twórcom poczucia humoru, by wystylizować obraz odpowiednio na komedię. Nawet efekty specjalne są zbyt złe, by jako złe uznać je za genialnie złe. Założenie, że wplecenie trudnych słówek w wywód spowoduje, że nagle będzie on logiczny i „mądry” także było błędem. Zwłaszcza, gdy ów wywód wygłasza atrakcyjna blondynka: Sandy Powers (w tej roli: Brooke Hogan – to wiele tłumaczy). Pani naukowiec raczej nie stanowi autorytetu, gdyż stwierdza, że skoro rekin piaskowy, którego do tej pory dopadli to tylko noworodek, to mama będzie go szukała.... Drogi Hulku Hoganie wyjaśnij delikatnie córce, że rekiny nie opiekują się młodymi. No chyba, że te prehistoryczne mutanty mają więcej empatii, niż ich współcześni praprapraprapraprawnukowie. Aktorstwo jest minimalnie lepsze niż w Ośmiorekinie, czyli takiej strasznistej tragedii nie ma, chociaż umówmy się - przeciętnie nawet też nie jest.

Zerkając na plakaty z rybnych horrorów można zauważyć pewną tendencję na nieoryginalność:


A ja po prostu lubię złe filmy :)
Rok: 2011
Kraj: USA
Reżyser: Mark Atkins
Scenariusz: Cameron Larson

1 komentarz:

  1. Kiedyś lubiłam takie klimaty, dziś z pewnością bym po taki film nie sięgnęła :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...