29 maja 2015

Strzeż się potwora/Chupacabra – mroczne otchłanie, Chupacabra terror, Chupacabra: dark seas – John Shepphird/ 2005

Z czym kojarzy nam się Chupacabra? Ze stworzeniem typu Wielka Stopa - każdy  o nim słyszał, nikt jednak nigdy nie widział. Wiemy o niej mniej więcej tyle, że jeśli istnieje, to zamieszkuje Amerykę Środkową i Południową. Nie boi się atakować ludzi i z lubością dziesiątkuje żywy inwentarz. Jego podstawowym pożywieniem jest bowiem krew, którą wysysa z ofiary (po uprzednim przegryzieniu krtani) rurkowatym językiem (czyli jak przerośnięty moskit). Zresztą sama nazwa chupacabra zdradza wampiryczny charakter tej istoty, słowo to oznacza tyle co "wysysacz kóz". Po obejrzeniu filmu: Chupacabra – mroczne otchłanie, zyskamy kilka nowych skojarzeń związanych z tą tajemniczą istotą. Otóż: monstrum to jest kuloodporne (chwila ciszy), łazi po suficie (dłuższa chwila na westchnięcie), ma zieloną krew i jest strasznie wybredne, jeżeli chodzi o temperaturę posiłku (trzy kropeczki i czas na zebranie myśli). Nie ma się czemu dziwić: kino klasy „Z” rządzi się swoimi prawami. Tutaj nawet afrykańskie surykatki żyją w Ameryce, o czym mamy okazję przekonać się w początkowych scenach filmu.

Obraz rozpoczyna się oczywiście od mrożących krew w żyłach scen. Grupa mężczyzn wybiera się na polowanie na nieuchwytnego potwora i jeden z nich podczas wędrówki łamie nogę. No dramat i to w biały dzień – ewidentnie spożywał w dzieciństwie za mało wapnia! Niech to będzie dla was przestroga. Towarzysze zostawiają cierpiącego pechowca samemu sobie i więcej już o nim nie słyszymy. Potem jest już tylko "straszniej": niczego nieświadoma koza zostaje przynętą – gdzie są animalsi, ja się pytam?!  - a przyczajeni mężczyźni w napięciu czekają na potwora. Chupa nie jest jednak taki głupi, kóz to on ma po dziurki w nosie, woli pożywić się ludźmi. Zachodzi więc naszych spryciarzy od tyłu i eliminuje ich kolejno z prędkością światła. Legendarnemu stworzeniu nie sprzyja jednak szczęście. Wyprawę zorganizował bowiem naukowiec-zapaleniec dr Pena, który nie wiadomo z czego i jak opracował działającą na Chupacabrę miksturę. Serwuje ją nieszczęśnikowi przy pomocy plastykowego pistoleciku, który wygląda jakby go gwizdnął z jakieś kosmicznego filmu sci-fi, również klasy „Z”.

Tutaj pośród okrzyków radości, akcja się urywa. Przenosimy się na wygenerowany komputerowo Statek Miłości, na którym ktoś bezczelnie okrada bogaczy (świetna rola Davida Millberna). Poza tym: hazard, drinki, jednym słowem zabawa dla elit. Też czujecie się zdezorientowani i zastanawiacie o co chodzi? Już wyjaśniam. Właśnie na tym wycieczkowcu, Pena postanawia przemycić znalezisko wszechczasów. Skrzynia z uśpionym odkryciem zostaje umieszczona tam gdzie reszta bagaży. Skrzynia – co warto podkreślić – zamknięta jest małą kłódeczką. Żadnych szyfrów ani zabezpieczeń na miarę technologii jakiej przykładem jest wspominany już futurystyczny pistolecik. W zasadzie pomoc z zewnątrz nie była potrzebna do tego by stwór się wydostał. Jednak nie można było pozostawić Chupacabry bez posiłku, a ciekawscy członkowie załogi z ujemnym ilorazem inteligencji, ożywili przy okazji nieco umierające napięcie fabularne.

Od tej pory stateczek zamienia się w pływający bufet dla zwierzaka.  A, że Chupacabra żywi się tylko ciepłą krwią, szybko porzuca ofiary z rozerwanymi gardłami i pędzi szukać następnych. Lekko ostygła krew to żaden rarytas. Marnotrawstwo posoki jest więc ogromne, a działania potwora szybko nam powszednieją, są bowiem bardzo schematyczne. Gdy kapitan statku odkrywa z czym ma do czynienia, wzywa na pomoc żołnierzy. Ci przypływają do wycieczkowca na pontonie – najwyraźniej mieli blisko. Niestety wyszkoleni komandosi nie mogą dokonać tego, czego potrafi dokonać blondynka - tylko ona w walce wręcz potrafi skopać Chupacabrze tyłek. Potwór nie ma z nią łatwo: w innej scenie, gdy ma z dziewczyną konfrontację, jej wrzaski wyraźnie go onieśmielają i zamiast rzucić sie na nią, jak na innych, niezdecydowany skrada się przez pół godziny, dając czas na nadejście odsieczy. Żołnierze pod pokładem giną jeden po drugim: gdyż mimo iż wielokrotnie odkrywają, że bestia jest kuloodporna, w ich strategii nic się nie zmienia: rozdzielają się i zaglądają wszędzie z karabinami, otwierają ogień, giną itd. Na pokładzie w tym czasie trwa rozpaczliwa ewakuacja. Koniec końców główni bohaterowie: agent ubezpieczeniowy, kapitan i jego blondi-córka atakują widza i stwora ciągiem rozwiązań fabularnych: granaty rzucane gdzie popadnie (to akurat niestabilny psychicznie dowódca żołnierzy), kable z prądem, paliwo, środki usypiające...i karate. Trudno się widać było zdecydować. Każdy miał swój pomysł, który KONIECZNIE trzeba było wprowadzić w życie. A Chupacabra po prostu biedny zgłupiał od tego wszystkiego.

Nic nie mogło mnie powstrzymać przed obejrzeniem tego filmu. Przecież gra w nim sama aktorska śmietanka! Po pierwsze: w kapitana Randolpha wcielił się sam John Rhys – Davies, znany m. in. z roli Gimliego (Władca Pierścieni). Po drugie: Dylan Neal I w roli agenta ubezpieczeniowego - Lanca Thompsona - znany z megaprodukcji Moda na sukces. No i po trzecie: Chalen Simmons, o której miałam już (nie)przyjemność pisać. Pamiętacie piszczący kataklizm z Malibu – ataku rekinów? Tak, to ona - to TA blondynka. Aktorska mieszanka wybuchowa: doświadczenie, drewno i sama słodycz. Jednak niezaprzeczalnie głównym bohaterem filmu jest tajemnicze stworzenie, spędzające sen z powiek kryptozoologów: Chupacabra. W produkcji tej Chupa, wygląda jak daleka mutacja kozy z psem (lub/i świnią), która przywdziała kostium szatana i naoglądała się Spidermana. Nie ma się co dziwić, że film sieje spustoszenie w umysłach widzów i niektórych obrazów nie da się wyrzucić z głowy.

Film zapamiętam jako niesamowicie chaotyczny. Pojawia się w nim sporo luk logicznych i jałowe dialogi. Całość dopełniają paranaukowe wypowiedzi Peny, który próbuje za wszelką cenę zachować swojego pupila przy życiu (Drogi doktorze, trzeba było zacząć od wymyślenia lepszego transportu!). Jak widać błędów tutaj nie brakuje. Na szczęście pojawia się też humor, głównie w scenach z udziałem zmanierowanej damy z pieskiem i zsolaryzowanego na amen złodzieja. Ogólnie, ten monster movies, to niezobowiązujące patrzydło jednorazowego użytku, głupia ale zawsze jakaś rozrywka, na nierozpieszczający nas zbytnio pogodą majstopad.

Jeżeli chodzi o wesołą twórczość Johna Shepphirda, film Chupacabra – mroczne otchłanie jest i tak lepszy od Inwazji rekinów (2012), w połowie oglądania której utknęłam. Ale będę dzielna, kiedyś dokończę...

Rok: 2005
Kraj: USA
Rezyser: John  Shepphird
Scenariusz: John  Shepphird, Steve Jankowski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...