11 maja 2015

Słoneczny patrol vs rekin, superrekin /Super Shark, Podwodna bestia - Fred Olen Ray/ 2011

Z filmów Rekiny na plaży i Podwodna bestia wynika jedno: prehistoryczne rekiny ewidentnie uwielbiają zabawy na piasku. Prastare giganty (przypadkiem odhibernowane) hasają po nim niczym kilkutonowe foczki, a ich współczesne mutacje (rekiny piaskowe) nawet w nim żyją i „pływają”. Te pierwsze są niesamowicie zwinne, zachowują się wręcz, jak specjaliści od gry w dwa ognie, sprytnie unikając trafienia (oczywiście nie piłką) odskakują z wdziękiem, w ostatnim momencie, w bok. Widowisko muszę przyznać przednie – podczas seansu rechotałam jak najęta.

Podwodna bestia to niskobudżetowy animal attack, który jak nakazuje przyzwoitość nie ma zbyt oryginalnej, ani logicznej fabuły. Nie o to przecież w takich produkcjach chodzi - liczy się rekordowe nagromadzenie absurdu. Tym razem wszystkiemu winna jest tajemnicza „chemia”. Nie spowodowała ona wbrew temu, czego moglibyśmy się spodziewać, niebezpiecznej mutacji jak np. w Bobrach zombie, ale wykorzystana podczas odwiertów, otwarła przejście do jakieś groty (?), gdzie nasz główny bohater przespał tysiąclecia. Nie dziwmy się więc, że jest głodny. Uwolniona bestia czyni spustoszenie, tak w wodzie jak i na lądzie - nadrabiając braki w diecie. Wydaje się, że ludzkość już nigdy nie będzie bezpieczna. Na szczęście sprawy w swoje ręce bierze Kat z Oceanicznego Biura Śledczego i wojsko, które jakimś cudem nie chce kroić, badać ani wykorzystywać Super Sharka jako broni (i teraz powinno być łyso wojskowym z Ośmiorekina). W przypadku Kat (Sarah Lieving) misja ta jest po części prywatną krucjatą przeciw firmom wydobywającym ropę, winnym śmierci jej brata. W samotnej walce wspiera ją pewien uroczy kapitan Chuck (Tim Abell), który w ostatecznej rozgrywce pomoże jej nawet walczyć „twarzą w szczękę” z potworem. A pokonać taką bestię można tylko „wybuchowo”. Czyli, jak się domyślacie to kolejny film, w którym krwiożercza ryba kończy malowniczo rozbryzgana po okolicy. Finał przynosi ulgę, ludzkość jest już bezpieczna, a przede wszystkim bezpieczne są uczestniczki konkursu bikini. Mogę zasnąć spokojnie. 

You Shall Not Pass!!!!!
Jak zostać superrekinem? Z jednej strony wydaje się to śmiesznie łatwe: gdybym ja miała walczyć z tekturowym, chodzącym czołgiem też bym wygrała. Jednak wyskoczyć z wody tak, by złapać w zęby śmigłowiec i go zatopić...hmmm.... to już wyższa szkoła jazdy. Na dokładkę trzeba być jeszcze gigantem i mieć pancerną, kuloodporną skórę. Kolejną wyjątkową zdolnością tego rekina jest to, że gdy z wyskoku wyląduje nam za plecami – wydawało by się, że z impetem - nie wywoła żadnego drgania podłoża, ani podmuchu wiatru. Przyczajony niczym ninja zaatakuje znienacka, bo nie wyczujemy w porę obecności tego kolosa za sobą.  Tak właśnie jeden z bohaterów nie „zauważył”, że kilkutonowa bestia na niego sapie, na swoje usprawiedliwienie ma tylko tyle, że w tym czasie gapił się na ponętne panienki w bikini. Całkiem prawdopodobne, że przeciętny zjadacz chleba coś by poczuł, ale głupota bohaterów takich filmów jest koniecznością. Na drodze ewolucji kina klasy „Z”, głupota ta posunęła się już tak daleko, że przytępiła im zmysły, a nie tylko umiejętność logicznego myślenia.

Aktorsko wyszło, o dziwo, całkiem nieźle. Sarah Lieving jako biolog bez mrugnięcia okiem opowiada swoje niedorzeczności, a Tim Abell, rewelacyjnie wciela się w zadurzonego w niej sługę. Gościnnemu występowi Johna Schneidera - w roli chciwego potentata naftowego - też nie mam specjalnie nic do zarzucenia. Nielogiczności i nonsensów nagromadzonych w tej superprodukcji nie ma nawet co wymieniać, stanowią one podstawę jej istnienia. Poczucie humoru jest na wiadomym poziomie i pozwala się zrelaksować szarym komórkom. Piosenka o Super Sharku i stylizacja bohaterów na Słoneczny patrol rozbroiły mnie doszczętnie. Muszę przyznać, że wśród gniotów wszelkiej maści ten zasługuje na podium. Reżyser, Fred Olen Ray, naprawdę się postarał. Trochę mnie jednak zdziwił kręcąc film o rekinie, wydawało mi się, że jest raczej fanem węży. Jego animal atack do tej pory kręcił się wokół gadów: Grzechotniki 2001, Jadowita cisza 2009. Może mu się po prostu znudziły...

Wracając do kwestii tekturowego działa (nie daje mi spokoju): jeśli to ta słynna amerykańska broń, to zaczynam się obawiać, że w razie najazdu obcych mimo zapewnień i wniosków płynących z wszelkich epopei filmowych, Amerykanie nie obronią naszej planety. Ergo zabijanie rekina, który mógłby w pojedynkę pokonać najeźdźców z kosmosu, nie było zbyt dobrym pomysłem. Jakie jeszcze wnioski z tego arcydzieła? Gdy zaatakuje Cię na plaży ogromny rekin nie dźgaj go parasolem tylko zwiewaj! To raz. Dwa: nie ufaj polskim przekładom. Z filmu jasno wynika, że bestia wcale nie jest tylko „podwodna” wbrew temu, co mogło się majaczyć tłumaczowi tytułu.

Rok: 2011  
Kraj: USA
Reżyser:  Fred Olen Ray
Scenariusz:  Fred Olen Ray, Clyde McCoy, Antonio Olivas



A ja po prostu lubię złe filmy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...