14 maja 2015

Rekin tkwi w szczegółach, mokrych szczegółach /Rekin widmo, Ghost Shark – Griff Furst/ 2013

Z dotychczas obejrzanych przeze mnie filmów o rekinach, ten prezentuje się najsłabiej. Jest zdecydowanie najnudniejszy. Winę za to ponosi zapewne na siłę wpleciony w fabułę dramat: utracona miłość, zbrodnia, przeszłość latarnika Fincha, jakaś klątwa sprzed lat, magiczna jaskinia, tajemna księga… Sporo tego. I owo pomieszanie z poplątaniem rozmywa fabułę zamiast elektryzować widza. Twórcy za bardzo się spięli, potraktowali materiał zbyt serio i to się niestety zemściło.

Tym razem bowiem - szok - rekin ginie już na początku filmu. Byle śmierć nie powstrzyma jednak ludojada przed dokonaniem masakry i zemsty na dwunogich okrutnikach. Wraca więc pod postacią ducha (nietypowe ghost story) - nie wiem jak wy, ale ja się prawie wzruszyłam na tą rekinią wendettą – i daje się mocno we znaki mieszkańcom Smallport. O dziwo to kolejny osobnik, który świetnie radzi sobie na lądzie, ale inaczej niż płetwiaści bohaterowie z Rekinów z plaży, Podwodnej bestii czy Ośmiorekina – ten nie pląsa jak baletniczka w promieniach słońca, tylko pojawia się tam, gdzie jest woda. W czasie kiedy grasuje, mordercze może stać się więc: wiadro, zraszacz, kałuża, zabójczo niebezpieczna staje się nawet rura pod zlewem, wanna, toaleta i urządzenie przeciwpożarowe, o basenie nie wspominając... Panujące upały i palące ludzi pragnienie również daje pole do popisu naszej kreaturze, gdyż równie śmiercionośny, co morskie głębiny, staje się łyk wody z plastykowego kubka... Czego by nie mówić, film ma więc kilka śmiesznych momentów.

Główni bohaterowie: Ava (MacKenzie Rosman), Cicely (Sloane Coe) i Blaise (Dave Davis), jako jedyni od początku nie ignorują niebezpieczeństwa – wszak jedną z pierwszych ofiar tajemniczego monstrum, jest ich ojciec. Dzięki determinacji i pomocy ekscentrycznego latarnika znajdują sposób na to by widmowy rekin wreszcie „spoczął w pokoju”. Zakończenie jest standardowo dosyć wybuchowe. Widać rekinów – jakimikolwiek zdolnościami by się nie wykazywały - nie da się inaczej pokonać.

Z założenia tego typu produkcji nie traktuje się serio. Sztuczność i tandetność jest ich cechą charakterystyczną. Niestety jeżeli twórcy kiczu zaczynają nas przekonywać do tego byśmy współczuli bohaterom, fundując im rozterki wewnętrzne, nic dobrego z tego nie wynika. Gdy elementy komediowe nie zazębiają się z resztą fabuły, widz nie wie „co autor miał na myśli”.

Reżysera, Griffa Fursta, ciągnie ewidentnie do dziwnych stworów. Ma już kilka przeciętniaków animal attack klasy „Z” na swoim koncie. Z ich poziomem jest różnie: jego Plaga podziemnych pająków (2012) nie powalała, ale Aleja Aligatorów (2013) wypadła już zdecydowanie lepiej – końcówka filmu wgniotła mnie w kanapę. Rekin widmo (2013) na tym tle jest typowym średniakiem. Reżyser poczuł się już na tyle pewnie, że w zeszłym roku rzucił się nawet na głęboką wodę i postanowił nakręcić PRAWDZIWY horror. Mowa o Zagłodzonych (2014), o których miałam już przyjemność pisać. Niestety film do udanych nie należy. Porównując rekiny, pająki i aligatory do ostatniej serio-produkcji: Furst lepiej zrobi kręcąc w pełni zamierzone absurdy i kicze, niż tworząc je przypadkowo...

Rok: 2013
Kraj: USA
Reżyser: Griff Furst
Scenariusz: Grif Furst, Paul A. Birkett

Podobne?


A ja po prostu lubię złe filmy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...