23 maja 2015

Seryjni mordercy #1 Omamić opinię publiczną? Nic trudnego! Historia seryjnego dusiciela z Austrii

Kojarzycie Johanna „Jacka” Unterwegera? To zupełnie „przeciętny”, sfiksowany na punkcie kobiet sprzedających swoje ciała, seryjny morderca. Wydawało by się, że nikt szczególny: nie pierwszy, ani nie ostatni zwyrodnialec na Ziemi. Było w nim jednak coś wyjątkowego. Wyjątkowego do tego stopnia, że siedmiuset intelektualistów podpisało się pod petycją, żądając jego uwolnienia. Fascynującego tak bardzo, że osiemnastoletnia uczennica wyjechała z nim na Florydę, gotowa podjąć się pracy na ulicy, by sfinansować jego ucieczkę. Zacznę jednak od początku.

W 1974 roku w zachodnich Niemczech w Hesji odnaleziono ciało Margaret Schäfer. Morderca zaciągnął ją do lasu, bił teleskopową, stalową pałką i w końcu udusił jej własnym stanikiem. Biegli sądowi uznali, że winny czynu to tzw. morderca nałogowy, skłonny do wybuchów agresji, perwersji seksualnych połączonych z sadyzmem. Człowiek u którego należy spodziewać się recydywy. Skazany za tę zbrodnię na dożywocie Unterweger, twierdził, że czynu dokonał dlatego, że ofiara przypominała mu matkę. Normalne, prawda? Ktoś przypomina Ci kogoś do kogo masz żal, więc bijesz tę osobę czterdzieści razy metalowym prętem i na końcu zabijasz. Widać tak właśnie stwierdzili ludzie, którzy wywalczyli wolność dla Johanna. Zanim do tego doszło, w więzieniu napisał on autobiografię: Czyściec, czyli podróż do ciężkiego więzienia (Fegefeuer oder die Reise ins Zuchthaus), która stała się bestsellerem. Unterweger użala się w niej nad sobą, rozpamiętując trudne dzieciństwo: matkę, kryminalistkę i prostytutkę; dziadka - ordynarnego, opętanego seksem, byłego skazańca. Opisywał swoją tułaczkę po zakładach poprawczych, pierwszych kradzieżach, uzależnieniu od narkotyków, zmuszaniu „przyjaciółek” do nierządu. Nie trzeba chyba wyjaśniać, że dziadek nie był lubieżnikiem, a matka wcale nie była prostytutką. Większość z opisanych przez niego faktów było fikcją literacką. Ludzie jednak uwierzyli. Jako społeczeństwo mamy bowiem ogromną potrzebę współczucia wszelkim monstrom. Chcemy też, by zło miało przyczynę zewnętrzną, trudno nam zaakceptować fakt, że ktoś może się po prostu TAKI urodzić. A poza tym, skoro przyczyny tkwią na zewnątrz istnieje szansa naprawy.

Na podstawie książki skazańca nakręcono film. Unterweger stał się gwiazdą: występował w talk-showach i udzielał wywiadów, roztaczając wokół siebie aurę niewinności. Napisał także dramat Stacja końcowa Ciężkie Więzienie (Endstation Zuchthaus) za który przyznano mu nagrodę imienia Ingeborg. Był autorem scenariuszy do kilku odcinków serialu kryminalnego Miejsce zbrodni (Tatort) i stu pięćdziesięciu radiowych dobranocek (sic!) Nadchodzi ludzik ze snów (Das Traummännlein kommt). Działania zachwyconych nim artystów i polityków doprowadziły do uwolnienia go w 1990 roku.

Na wolności nadal pisał. Został nawet dziennikarzem. Ubierał się dosyć charakterystycznie: biały garnitur, jedwabna koszula, czerwony kwiat w butonierce, skórzana kamizelka. Jego prawdziwa natura dała szybko o sobie znać. Już w 1991 roku, jako reporter austriackiego radia ORF, wypytywał w lasku Wiedeńskim, prostytuujące się tam kobiety, o to co czują w związku z wieściami o grasującym mordercy. To było świetne i bezczelne zagranie, śmiał się policji w twarz. Napisał serię artykułów o zaginionych prostytutkach, przeprowadził również wywiad z prowadzącym śledztwo detektywem. W różnych miejscach (i krajach – nawet w USA) odnajdowano kolejne zwłoki brutalnie mordowanych kobiet: Brunhilde Messener, Heidemarie Hammerer, Blanca Bockova – każda z ofiar została uduszona własną bielizną. Początkowo sprawy prowadzono oddzielnie, nikomu nie przyszło do głowy, że sprawca może być jeden. Zwłaszcza, że „przejezdny seryjny morderca”, to rzadkość. Analiza rachunków Unterwegera wykazała, że zawsze przebywał blisko miejsc zbrodni. Po nitce (dosłownie: włos Blanki w jego BMW, a w mieszkaniu szalik, którego włókna pozostały na ciele Heidemarie) do kłębka śledczy nabrali pewności, co do winy podejrzanego. Ten czując oddech organów ścigania na karku, postanowił uciekać na Florydę. Pomagała mu w tym młodziutka Bianka Mark, która dla niego chciała zostać prostytutką. Wierzyła, że skoro go zresocjalizowano i zwolniono z więzienia jest bezpieczna. Zapewne ją też planował zabić. Na szczęście dla niej, w porę ich złapano.

Jak łatwo się domyślacie, wyparł się wszystkiego. Zbyt długo grał i zbyt długo mu się udawało, by chociaż przez chwilkę zwątpił w swoje umiejętności. Obrońcy uparcie twierdzili, że ich klient nie ma powodów, by zabijać. Biegły psychiatra uznał jednak, że dla tego szalenie inteligentnego człowieka, morderstwa stanowią atrakcję od której jest uzależniony. W 1994 roku skazano go - znowu - na dożywocie. Unterweger zarzekał się, że nie spędzi już w więzieniu ani jednego dnia. Dotrzymał słowa: dziewięć godzin po ogłoszeniu wyroku, wykorzystał nieuwagę strażników i popełnił samobójstwo. Powiesił się w więziennej celi, a węzeł który zawiązał na sznurze, był identyczny jak te, którymi dokonano morderstw. Dopiero zabijając się dostarczył tak naprawdę ostateczny dowód swojej winy. Do dziś wiele osób, jest nadal niezachwianie pewnych, że był niewinny.


Unterweger nigdy nie studiował, mimo to był zdolnym psychologiem, znakomitym obserwatorem, świetnym aktorem i doskonałym manipulatorem. Potrafił dostosowywać odpowiednią taktykę do poszczególnych osób. Zależnie od sytuacji mógł był czarujący, miły i charyzmatyczny, a także wejść w rolę aroganckiego i agresywnego złośnika. Posiadał zdolność zjednywania sobie jednej grupy osób i zrażania innej, w celu osiągania z tak powstałego konfliktu korzyści. Mówiąc wprost: był typowym posiadaczem, fascynującej i przerażającej zarazem, osobowości antyspołecznej (dyssocjalnej). 

Tekst dostępny również na portalu Polska Groza:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...