28 maja 2015

Nieskończona metamorfoza cierpienia /Anielica śmierci - Maria Jaskulska/

Każdy kucharz wie, jak ważne dla uzyskania oczekiwanej kompozycji smakowej są proporcje. Odpowiednie wyważenie składników w daniu to jego być albo nie być. Wystarczy szczypta przyprawy za dużo lub za mało, jeden składnik niepasujący do reszty i najlepsza, najsmakowitsza potrawa, zamiast łechtać mile podniebienie, staje się zwykłym wypełniaczem żołądka – w najlepszym przypadku. Ta sama zasada dotyczy literatury – na przejrzystość interpretacji utworu składa się dobrze wyważony z główną osią fabularną jej akompaniament. Trudno jednak  trzymać się tej zasady, gdy jest się debiutantem. Pisarz, który tworzy swoje pierwsze dzieło, chce by było ono doskonałe – od tego jak zostanie przyjęte, często zależy jego przyszła obecność na rynku wydawniczym. Dlatego więc wkłada w pisanie bardzo wiele energii i czasu. Niestety najlepsze chęci nie zastąpią doświadczenia i wypracowanego warsztatu. Dlatego na debiuty należy patrzeć z trochę innej perspektywy niż na inne utwory.

Debiutantowi przychodzi zmierzyć się bowiem z trudnymi wyborami. Po pierwsze, które z licznych postaci, które zrodziły się dotychczas w jego wyobraźni, zasługują na to, by powołać je do życia na kartach powieści? Po drugie, który z wykreowanych do tej pory światów (i która jego warstwa), zamieszkałych przez różne formy istnienia, będzie najlepszym tłem do powstającej historii? Po trzecie, które przemyślenia, inspirujące idee uczynić myślą przewodnią tekstu? Wszystkie te wątpliwości przelewają się przez twórczy umysł, który kipi od nadmiaru pomysłów. Niezwykle ciężko jest w takiej sytuacji wybrać pojedynczy wątek. Co za tym idzie: często niedoświadczony pisarz, to wszystko co się w nim do tej pory nagromadziło, przedstawia czytelnikowi w tym jednym, pierwszym dziele.


 ***
Wydaje mi się, że właśnie z takim problemem zmagała się Maria Jaskulska w swojej pierwszej powieści. W Anielicy śmierci umieściła motyw książki w książce i czytającą ją narratorkę Lilę.  Z kart książki do naszego świata zdają się przenikać – jakby z różnych wymiarów – kolejni bohaterowie. Właściwie przewija się tutaj wręcz defilada postaci: demony, cierpiący Anioł Śmierci, nieświadomy siebie Lucyfer, morderczy Cherubin, tajemnicza Eoh, duchy, które nie wiedzą, że nie żyją, ludzcy mieszańcy (i naprawdę nie mogło obyć się bez tego, że mają jakieś nadludzkie zdolności?) i ludzie - bardziej i mniej istotni dla fabuły. Autorka skupiła się także na wpływie ciemnych (?) mocy na życie człowieka i rozważaniach o cierpieniu, które jest wieczne – bo ulega nieprzerwanej metamorfozie. Czas w swojej powieści pozbawiła liniowości, co umożliwiło transformację jednych postaci w drugie. Tylko niestety czytelnik musi się domyślać, kto jest kim w swojej teraźniejszości, przeszłości i przyszłości. Autorka tego wszystkiego  nie wyjaśnia, a trudno, żebyśmy zgadywali, co miała na myśli. Gubimy się, toniemy w domysłach i interpretacjach. W efekcie tego eksperymentu literackiego Jaskulskiej powstał dosyć przekombinowany tekst. Jej debiut, zamiast być wybitnym – mimo bardzo ambitnej treści – jest zupełnie przeciętny. Za dużo smacznych kąsków na raz może zamulić….

Mamy tutaj, jak już wspomniałam, dominujący motyw książki w książce. Pozorna główna bohaterka, pracownica recepcji hotelowej, na jednej z nocnych zmian zabiera się za lekturę tekstu pozostawionego przypadkowo przez pracowników wydawnictwa. Wytwór ten jest o tyle ciekawy, że nikt nie doczytał go do końca. W trakcie lektury z czytelnikiem i wokół niego dzieją się bowiem różne rzeczy. Słabe wyodrębnienie tekstu z tekstu, czyli oddzielenie myśli narratorki od myśli bohaterów książki wprowadza lekki chaos. Na szczęście po jakimś czasie czytelnik przyzwyczaja się do takiej formy prowadzenia fabuły. Zabieg ten sugeruje nam, że Lila wcale nie jest główną bohaterką. Ona jest tylko narzędziem fabularnym uzbrojonym w ręce – by trzymać książkę, i oczy – by tę książkę dla nas czytać. W tym kontekście zastanawiało mnie dlaczego Lila jako jedyna doczytała powieść do końca. Myślę, że tylu ilu będzie czytelników, tyle znajdzie się na to pomysłów. Może po prostu była jedyną osobą otwartą na tyle na tajemnicę, by i tajemnica otwarła się na nią - ? Emocjonalnie prawdziwa, potrafiła jako jedyna odczytać uczucia zapisane w tekście?

Podobnie jak Lila jest tłem dla powieści w powieści, tak reszta bohaterów –m. in.  Wioletta, Anna, Aniela, Angela, Cherubin, Ariel - stanowią tylko tło dla rozważań nad kruchością ludzkiego życia, lichością naszego ciała i słabości umysłu. Nagromadzenie wątków z związanych różnymi postaci rozmywa napięcie fabularne, jest ich po prostu za dużo. To znów powoduje, ze groza nie ma czasu dotknąć czytelnika, gdyż jego umysł skupia się na rozwiązywaniu łamigłówki, jaką przed nim postawiono. Aby mu się udało ma niestety zbyt mało wskazówek. Nie dość, że autorka nie udziela jednoznacznej odpowiedzi na postawione przez siebie pytania, to nie stworzyła także uniwersum, które byłoby w stanie tych odpowiedzi udzielić. Stworzone przez nią światy są dziurawe, chybotliwe, niewiadome - jak życie. Jeśli weźmiemy więc pod uwagę to co już zauważyliśmy: bohaterowie nie są tutaj istotni, nie jest także istotny świat, ani jego czas ani przestrzeń, to dochodzimy do wniosku, że elementy te są tylko i wyłącznie metaforami. Tak naprawdę mamy do czynienia nie z powieścią, ale lecz ubranymi w kostium powieści, filozoficznymi rozważaniami nad życiem, wolna wolą, samotnością, tym czy jakaś cząstka nas żyje nadal po śmierci ciała, czy śmierć naprawdę istnieje. Trudność w powiązaniu urywanych wątków nie jest więc przypadkowa –  tak samo jest przecież w życiu, niektóre ludzkie losy po prostu się rozmijają, oddalają i nie mają ciągu dalszego.
 ***
Mimo pomieszania z poplątaniem, idea przyświecająca powieści wydaje się być czytelna. Bohaterowie Jaskulskiej żyją w oderwaniu od świata, który znają. Z biegiem czasu - który jest tutaj kategorią umowną - oswajają rzeczywistość, przekonując się coraz boleśniej, czym jest człowiek i jak niewiele znaczy wobec wszechświata (i własnego umysłu). Paradoks ich istnienia polega na tym, że błądzą w labiryntach, których sami są częściami - stali się więźniami świata, który zbudowali. W Anielicy śmierci  potykamy się więc o echa solipsyzmu: istnieje jeden podmiot poznający, a rzeczywistość to zbiór jego wrażeń. I to wszystko czego dotykamy, co zobaczymy, poczujemy, to tylko elementy naszego umysłu. Wszystko zresztą może być iluzją – jak w założeniach agnostycyzmu materialistycznego – i istnieje tylko w umyśle danej jednostki. Bo tylko istnienie umysłu można udowodnić. Rozważania te nie są specjalnie oryginalne, jednak mają swój urok. Mamy uzasadnione wątpliwości czy książka, którą czyta Lila istnieje naprawdę, czy kolejne teksty to kreacje jej umysłu, wspomnienia? A może chodzi tu zupełnie o kogoś innego? Każdy z nas odczyta tę książkę inaczej, wykreuje z niej inną rzeczywistość, zbuduje osobny świat wynikający z jego interpretacji. Zresztą taki jest poniekąd cel – i główny atut - tekstu.

Warsztatowo powieść jest dosyć nierówna. Spore partie tekstu niestety są dość „drewniane”. Zdarzają się także fragmenty, które czyta się z przyjemnością - lekkie i głębokie – co wróży pisarce dobrze na przyszłość. Co do zakończenia… Obawiam się, że sama autorka nie wiedziała jak wybrnąć - cokolwiek by napisała byłoby zbyt banalne w porównaniu z ambitną całością. Zastosowała więc najbezpieczniejsze wyjście: otwarte zakończanie. Z całą pewnością Jaskulska ma potencjał, wiedzę i wrażliwość twórczą. Musi jednak okiełznać swoje pomysły, opanować rozmach z którym pracuje jej umysł i popracować nad warsztatem - by jej kolejna książka nie była znów psychologiczną, filozoficzną i obyczajową zarazem, wtedy będzie smakować wyśmienicie. 

Autor: Maria Jaskulska
Tytuł: Anielica śmierci
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Wydanie: I
Okładka: miękka
Ilość stron: 268
Cena z okładki: 29,00 zł


Tekst dostępny też na Czasopismo Horror Masakra TUTAJ

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res i Zin-Horror Masakra





1 komentarz:

  1. Hm, myślę podobnie jak Ty, że na debiuty należy patrzeć właśnie z nieco innej perspektywy... Co do powyższej książki - właściwie wydaje się być, mimo tych paru niuansów, o których wspomniałaś, całkiem intrygująca. ;)
    Pozdrawiam
    A.

    http://still-changeable.blogspot.com - będzie mi miło, jeśli zajrzysz. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...