19 maja 2015

My Little Rekin /Malibu - atak rekinów, Mega Shark in Malibu – David Lister/ 2009

O dziwo film klasy Z daje nam lekcję biologii. I to taką prawdziwą, a nie naciąganą np. o prehistorycznych rekinach żyjących w piasku (Rekiny z plaży). W roli głównej, oprócz Pety Wilson, mamy tutaj bowiem rekiny-chochliki (goblin shark). To słabo poznany gatunek rekina głębinowego o różowawym odcieniu. Ich cechą charakterystyczną jest wyrastający z głowy róg. Rekiny jednorożce, hmmm, aż nie można oprzeć się skojarzeniom, prawda? Jednym słowem: My Little Shark. Zwłaszcza, że spokojne usposobienie też, by się zgadzało: występujące w środowisku naturalnym rekiny-gobliny są bowiem niegroźne dla człowieka. Niestety w  Malibu – ataku rekinów nie są zbyt przyjazne. Jeśli zastanawiacie się dlaczego mają takie mordercze zapędy, oto odpowiedź: siedziały uwięzione miliony lat w podwodnej pułapce i zgłodniały przez ten czas. Logiczne prawda? Ileż można wytrzymać. Taki sam motyw przerabialiśmy zresztą już przy Super Sharku.

Wybrzeże Kalifornii to miejsce pechowe. Najpierw nawiedza je trzęsienie ziemi, które uwalnia głębinowe potwory. Potem w kadr wskakuje blondynka, a nawet dwie – tutaj niczego nie trzeba wyjaśniać. I w końcu nadchodzi tsunami, jedno z największych w historii. Kataklizm za kataklizmem. Nic nie jest jednak w stanie zburzyć chatki ratowników na plaży. Tsunamiodporna drewniana konstrukcja, w której znajdzie schronienie grupka naszych bohaterów, nie została jednak przygotowana na atak rekinów. W efekcie trzeba się z takim wściekle głodnym monstrum, robiącym dziury w podłodze przepychać szafką. Na szczęście los uśmiecha się do bohaterów: jeden z ocalałych ratowników, to były komandos (!), który zanurkuje po broń. Z odsieczą nadciąga także były chłopak Pety Wilson. Czort z tym, że łódeczką w której brakuje benzyny - przemilczymy to jednak, liczą się chęci. W tej pasjonującej i pełnej napięcia produkcji, wystąpi także na wpół zatopiony samochód, do którego rekiny niezaproszone grzecznie nie wsiadają (w ogóle kulturalne bestie – do budki też pukały), i wodoodporna piła łańcuchowa. Ta ostatnia, wprowadza trochę ożywienia i film dzięki niej momentami zamienia się w Malibańską masakrę piłą mechaniczną.

Oczywiście Malibu - atak rekinów ma kilka, bo jakże mogłoby być inaczej, zapaści logicznych. Zastanawiało mnie trochę dlaczego bohaterowie chowają się za zasłoniętymi żaluzjami przed rekinami, które są ślepe. Ale okazało się, że żaluzje zatrzymują wodę. Budka zatopiona jest bowiem do połowy okien, a w środku prawie suchutko. No proszę, prawie wszystko da się wytłumaczyć. Jedna z rannych bohaterek nie krwawi zbyt obficie, ale w obawie przed wykrwawieniem, nie wiadomo po co, zostaje zszyta tym, co było pod ręką. Potem się na resztę ekipy padł blady strach, że chyba wdało się zakażenie. Bez komentarza. Mamy także kobietę-budowlańca. Jak widać w Malibu przestrzega się przepisów BHP ponieważ pani ma kask. Jednak poza tym ma króciuteńkie spodeneczki i pokaźny dekolt. Niestety dla męskiej części widowni poza tym - niewiele atrakcji. Golizny brak. Chyba, że komuś podoba się blondyneczka, ta piszcząca. Dźwięki, które wydawała powinny były odstraszyć rekiny...

Aktorsko, no cóż – jak zwykle w takich produkcjach. Razi po oczach drewniana gra pamiętnej Nikity (Peta Wilson serial Nikita). Lepiej od niej wypadł bezrobotny teatrolog. Z racji wykształcenia wiedział, jak stworzyć napięcie i dramatyzm wokół własnej osoby. Prawdziwa sztuka, to odejść z godnością. Brawo dla niego. Rekiny, w sumie, okazały się całkiem bystre, jednak słabo taktycznie opracowały ataki. Przez większość filmu bohaterowie wymieniają się jakimiś wydumanymi historyjkami, które ani nas ziębią ani grzeją. W finale przechodzą już samych siebie. Nawijają jak potrzaskani...Gratulacje dla  autora tekstów. Zamknięcie akcji w ogóle pozostawia wiele do życzenia. Oczekiwałam mocnego finału, np. wyrośniętego goblina wyskakującego z głębin po helikopter. A było co było.

Nielogiczności i słabe aktorstwo to norma w takich produkcjach. Pomijając te kwestie, rewelacji i tak nie ma: fabuła słaba, zabrakło w niej humoru i dosadnych absurdów. Na plus zasługuje ręczna metoda eksterminacji rekinów. Malibu – atak rekinów stracił wiele głównie przez końcówkę bez przytupu. Po pierwsze przeżyło zbyt wiele osób i następuje rehabilitacja niektórych postaci, co trąci kinem familijnym. Po drugie: zachowują się jakby mieli zbiorową amnezję lub co najmniej pięć sekund temu uratowali planetę. I niestety, jak już wspomniałam, film nosi na sobie piętno kina familijnego. Nie ma się czemu dziwić, reżyser, David Lister do tej pory na swoim koncie ma m.in. Ostatniego krasnoludka (1998), Wróżkę (1999), Ucznia czarodzieja (2002), Piękną i bestię (2009). Przynajmniej wiadomo skąd zainteresowanie chochlikami, goblinami itd...

Rok: 2009
Kraj: Australia, Kanada
Reżyser: David Lister
Scenariusz: Keith Shaw


Sisiutl

A ja po prostu lubię złe filmy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...