30 maja 2015

Jak to pewnego razu miś urządził ludziom psychologiczną rozgrywkę /Bear, Niedźwiedź – John Rebel/ 2010

Jak zepsuć animal attack z miśkiem w roli głównej? Instrukcji dostarczy nam film pt. Niedźwiedź z 2010 roku, w reżyserii Johna Rebela (jego pierwszy samodzielnie reżyserowany film, chociaż wcale go to nie tłumaczy). Produkcja ta naprawdę sięgnęła dna. A właściwie to przebiła się przez dno, trzy metry mułu i dopiero osiadła. To niskobudżetówka z serii tych kręconych na serio - czyli takich, w których nikt nie puszcza oczka do widza, jak np. w filmach klasy „Z”, albo chociażby hybrydzie horroro-komediowej Grizzly Park. Jest za to śmiertelnie poważnie, nudno i traumatycznie - dla widza…

Fabuła nie powala. Dwóch braci i ich partnerki jadą na jakieś spotkanie - skrótem. Pech chce, że samochód psuje im się pośrodku niczego. Na dokładkę bezmyślnie zabijają niedźwiedzicę. Niedźwiedzi samiec, trawiony bolesnymi wspomnieniami, postanawia zaleczyć traumę mszcząc się na katach swojej: matki, babki, siostry, kochanki (zakreśl właściwe). Bohaterowie, po podjęciu bezsensownych prób ucieczki, wpadają na to, że misiek się na nich mści. Z wrażenia aż się ręce same podrywają do braw. Olśnienie przychodzi w momencie, gdy jeden z chłopaków przypomina sobie, że oglądał film, w którym mówiono o wierzeniach Indian. Ci przypisywali niedźwiedziom ludzkie uczucia – uznaje więc, że ten konkretny misiek jest żywym dowodem na to, że mieli rację. Pomiędzy kolejnymi atakami, w trakcie których ludzie wrzeszczą, a niedźwiedź porykuje, nasze uszy zamęczają jałowe wynurzenia bohaterów. Dowiadujemy się rzeczy, które kompletnie nas nie interesują np. o braku pożycia w związku, muzycznej karierze, żalu do rodziców, kryzysie finansowym itd. Pewnie chodziło o to, że widz będzie współczuć bohaterom, których lepiej pozna, zrozumie ich i doceni wewnętrzne rozterki. Efekt jest jednak odwrotny. Miałam ochotę krzyczeć: GIŃ wreszcie! Misiek załatw ich! Niech się to już skończy! Podsumowując więc: film bez akcji, bez zwrotów, bez ciekawych fabularnych rozwiązań i jeszcze na dokładkę o nędznym, ckliwym zakończeniu. Czy mogło być gorzej?

Jeżeli miałabym sporządzić listę wad tego filmu, zaczęłabym od tego, że niesamowicie trzeba wytężać wzrok i zamęczyć oczy, żeby cokolwiek tutaj dojrzeć. Mimo iż, film nie jest found footage, to obraz i tak się porządnie „telepie” - kamerzysta chyba miał ostrą delirkę. Było mu też najwyraźniej wszystko jedno, co łapie się w kadr: czy będzie to akurat dźwiękowiec, jeszcze ktoś z ekipy filmowej albo elektryczny pastuch – grunt, że nie to, co widz miał oglądać. Ujęcia są po prostu fatalne. Możliwe, że trzęsawka miała ukryć braki w funduszach, bo prawie cała kasa poszła na wynajęcie niedźwiedzia, ale… Niestety, pech chce, że gdy obraz się na chwilę uspokaja, to widzimy akurat coś czego nie powinniśmy: scena w której pan w kostiumie z okrąglutkim, puchatym ogonkiem odciąga zwłoki jest bezcenna.

Gra aktorów w takim przypadku nie mogła być gorsza od całej reszty. Niczym specjalnym się więc nie wyróżnia. Bohaterowie za to, tradycyjnie już, średnio wykazują się instynktem samozachowawczym. Podejmują - delikatnie mówiąc - durne decyzje. Na czele stoi hasło „Pobiegnę po pomoc, przecież biegam wyczynowo!”. Po pierwsze: natura tak chciała, że niedźwiedzie są szybsze od ludzi, po drugie: w przyciasnych dżinsach? Powodzenia. Kolejne godne odnotowania sformułowanie: „Nie ma czasu na myślenie!” Moje pytanie brzmi: a próbował ktoś w ogóle dokonać tej trudnej sztuki, bo nie zauważyłam? Jednak szczyt idiotyzmu został osiągnięty pod koniec filmu. Nie mogłam strawić zachowania bohatera, który przeżył starcie z misiem wewnątrz samochodu (pomijam fakt, że dwójka innych bohaterów przewraca auto, w którym tkwi kilkutonowy niedźwiedź) – bestia go poturbowała, ale jemu w głowie tylko rozmowy o zdradzie i bracie. Jeżeli w ogóle dało się słuchać tego co mówią bohaterowie, to od tej sceny dialogi już kompletnie nie trzymają się kupy i wypalają mózg. 

Jest w tym obrazie jednak coś pięknego i godnego uwagi: niedźwiedź. Żadne CGI, żadne kostiumy (no tylko kilka razy) tylko żywy, prawdziwy misiek. Brawa dla niego, że utrzymał nerwy na wodzy i dla tresera (Scott Handley), dzięki któremu nikt z ekipy nie ucierpiał. Pamiętajmy bowiem o tym, że w tym filmie występowało oswojone bo oswojone, ale jednak nadal niebezpieczne zwierzę, którego siłę i majestat powinniśmy uszanować. Jeśli się zmusimy, możemy doszukać się w filmie Rebela przekazu: tak naprawdę nie jesteśmy panami Ziemi i nie powinniśmy igrać z naturą. Niedźwiedź bowiem, z całą pewnością, pokazuje tutaj człowiekowi jego miejsce. Sposób w jaki przedstawiono nam, ciekawą tak naprawdę treść, pozostawia jednak wiele do życzenia i niestety ją okrutnie uśmierca, bo widzowi nie chce się nad nią zastanawiać, bo bolą go oczy i uszy.

Rok: 2010
Kraj: USA
Reżyser: John Rebel
Scenariusz: Roel Reine, Ethan Wiley

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...