01 kwietnia 2015

Obrzydliwy paluch /Altar, Ołtarz – Nick Willing/ 2014

Czasami nie mamy ochoty na skomplikowane fabuły. Czasami potrzebujemy po prostu „oddechu” – powiedziałabym nawet, że to przeciążony informacjami mózg łaknie chwili spokoju. Wtedy dobrze jest zobaczyć film, po którym wiemy, czego możemy się spodziewać. Taki, który nie będzie od nas wymagał „rozkminiania” sensu i wszystko poda na tacy. Do tego typu filmów należy brytyjska produkcja telewizyjna pt. Ołtarz (Altar). Nick Willing stworzył obraz zbudowany na sprawdzonych schematach, typowych dla klimatycznych ghost story. Artysta Alec (Matthew Modine), jego żona Meg (Olivia Williams) oraz dwójka ich dzieci, wprowadzają się do ponurej posiadłości w hrabstwie Yorkshire. Ona ma dokonać renowacji zrujnowanego domu, on w tym samym czasie oddać się pracy twórczej. I im więcej na jej drodze staje przeszkód, tym on głębiej zatraca się w akcie tworzenia, palony przez niecierpliwą, rozbudzoną wenę. Od początku pobytu w posiadłości towarzyszy im tajemnicze „coś”. Hamiltonowie – oczywiście niczego nie podejrzewają - nie trafili tutaj przypadkowo. Złowrogie siły zaklęte na wieczność w murach, mają wobec nich niecne zamiary, które stopniowo wprowadzają w życie. Okazuje się, że poprzedni właściciel – Radcliffe - interesował się alchemią, a na terenie posiadłości ukryty jest tajemniczy ołtarz. Co z tego wszystkiego wyniknie? - łatwo się domyśleć.


Oczywistość fabularna filmu pozwala widzowi skupić się na innych jego aspektach. Wspólnie z bohaterami czujemy się zagubieni w labiryncie pomieszczeń. Na wskroś przenika nas rozdzierający nocną ciszę, niesiony echem pustych pomieszczeń, dźwięk dzwoniącego telefonu. Piękna w swojej surowości posiadłość, całą sobą buduje posępną atmosferę, potęgowaną odosobnieniem bohaterów pośród jesiennych wrzosowisk i mgły. Twórcom udało się ukazać istotę jesieni, jako pory roku niesamowicie pięknej, a zarazem majestatycznie groźnej. Długie cienie to znak krótkich dni, przeszywające zimno zwiastuje nadejście mrozów, a ostry wiatr wymazuje zieleń z krajobrazu, zastępując ją chaosem burych, umierających roślin. 

Mimo tak sprzyjającej atmosfery, Alec nie potrafił przekonać mnie do swojego opętania. Brakowało mi w jego zachowaniu nuty szaleństwa, charakterystycznego błysku w oczach. Od początku do końca zachowywał się po prostu, jak nie uznający sprzeciwu, przekonany o swojej wyjątkowości, egocentryk - artysta. Chociaż muszę przyznać, że to do niego należały sceny, które najbardziej zapadły mi w pamięć: wciąż celowo, rozrywana przez niego rana na palcu i upuszczana z niej krew. Nie jest to motyw przewodni filmu, ale był wystarczająco obrzydliwy (dla mnie), bym go zapamiętała. Przyznaje się: palec przerażał mnie bardziej niż jakiekolwiek manifestacje z zaświatów. Filmową Królową Lodu, czyli mistrzynią powściągliwości i wycofania okazała się Meg. Wykreowana przez Olivię Williams postać jest niesamowicie mdła i bez życia. Z początku podejrzewałam, że filmowa bohaterka zmaga się z jakąś podstępną chorobą, lub dopiero co udało jej się takową pokonać. Liczyłam na to, że wyjdzie, to w pewnym momencie na jaw i wyjaśni mi źródło dziwnego napięcia w relacji Aleca i Meg. Niestety nic z tych rzeczy…I przy okazji jeszcze taka drobna uwaga do opisu filmu, na który gdzieś (już nawet nie wiem gdzie) się natknęłam: Hamiltonowie nie mają dwóch córek. Harper to chłopiec.

Trzeba przyznać, że to dość kameralny i przede wszystkim oldschoolowy film grozy, jeżeli dodać do tego, że brytyjski – nie powinny nas dziwić aktorskie kreacje. Nie powala na kolana, ma jednak jeden niezaprzeczalny plus: nie poniewiera logiką, co jest ostatnio dosyć modne.

Kraj: Wielka Brytania
Rok: 2014
Reżyser: Nick Willing
Scenariusz: Nick Willing

1 komentarz:

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...