12 kwietnia 2015

Nikt nie ucieknie od swego strachu /Clownhouse, Dom klownów – Victor Salva/ 1989

Tematycznie kręcę się ostatnio wokół filmów z motywem klauna. I mimo iż lubię absurd i groteskę z którą mieliśmy do czynienia w Morderczych klownach z kosmosu (1988) i z przyjemnością oglądałam zeszłoroczną produkcję o demonicznym stroju klauna – tak całkiem na serio pełną grozy (Klaun 2014) - to pełna obaw „odpalałam” film z 1989 roku pt. Dom klownów (Clownhouse). Nie byłam pewna, czy ten typowy horror/thriller klasy B, w którym wyeksponowane zostały dziecięce lęki spełni moje oczekiwania. Czy się rozczarowałam? I tak i nie.

Jedenastoletni Casey (Nathan Forrest Winters, który wystąpił też w innej krótkometrażówce reżysera z 1986 roku: Something in the Besement) panicznie boi się klaunów. Aby zmierzyć się ze swoimi lękami, wybiera się z dwoma starszymi braćmi do cyrku. Wyleczenie się z przypadłości nie jest mu jednak pisane, gdyż tej samej nocy z pobliskiego zakładu psychiatrycznego ucieka trójka pacjentów. Po uprzednim zabiciu cyrkowych klaunów, przebierają się za nich i postanawiają siać zniszczenie w okolicy, śmiejąc się złowieszczo – można by rzec śmiechem rodem z czubkowa. Pech chce, że na kolejne ofiary wybierają sobie trzech nieletnich Collinsów. Niestety wynik tego pojedynku - trzech na trzech - jest z góry przewidywalny. Bo jak to być może?! Nie ważne czy klauny, nie klauny, kto odważyłby się wyraziście uśmiercić na ekranie dzieci, gdy są trójką głównych bohaterów? Trzeba przyznać, że reżyser - Victor Salva - w pewnym stopniu poradził sobie z tą sytuacją nie rozstrzygając ostatecznie losów wszystkich bohaterów. Więcej jednak nie zdradzę.

Trójka głównych bohaterów bardzo długo pozostaje nieświadoma zagrożenia jakie na nich czyha. Przez pierwszą godzinę filmu oglądamy głównie dziecięce przepychanki o tym, kto jest odważniejszy, kto się czego boi, a kto nie boi się niczego, kto jest najstarszy („o jaki jestem dorosły – nie boję się w nocy pójść do sklepu po popcorn”), a kto powinien nadal nosić pieluchę. Mimo wszystko braciom na sobie zależy, co pokazują w drobnych gestach, jakim jest chociażby niechętne prowadzenie najmłodszego, przerażonego brata za rękę. Dzięki temu zaskarbiają sobie niekłamaną sympatię widowni. Bardzo to wszystko prawdziwe - chociaż ewidentnie na siłę wyolbrzymione - ale aż cała godzina? Spory czasowo suspens, który fakt faktem buduje powoli napięcie i klimat, szarpiąc przy tym nerwy widza, który, widzi skradających się po domu morderców i najchętniej powiedziałby dzieciakom, żeby się wreszcie zabarykadowały w bezpiecznym miejscu. Na szczęście ostatnie dwadzieścia minut filmu nadrabia ile się da. Rozwiązania w niektórych momentach są oczywiście mocno naciągane, jak np. w przypadku starcia trzydziestokilogramowego dzieciaka z – załóżmy - osiemdziesięciokilogramowym mężczyzną. Nie ujmuje to jednak grozy sytuacji, którą odczuwamy gdy wyobrazimy sobie, że naprawdę ktoś przebrany za klauna wtargnął do czyjegokolwiek domu i…

Ze względu na rok produkcji ogromną hipokryzją z mojej strony byłoby czepianie się kartonowej scenografii, na to więc zarzucam kurtynę milczenia. Zwolennicy krwawej papki, efektów gore z krwią i flakami w rolach głównych tutaj nie uświadczą. Reżyser postawił raczej na klimat filmu, w którym nieświadomi bohaterowie w każdej sekundzie mogą stać się ofiarami psychopatycznych zwyrodnialców. I to nie byle jakich, mamy bowiem: obłąkanego Cheezo (Michael Jerome West), obłąkanego Bippo (Bryan Weible) i obłąkanego Dippo (David C. Rineckr). Jaskrawe kolory ubrań, śmieszne buty i czapeczki, oraz pomalowane twarze nie są w stanie zatuszować mroku, którym emanuje każdy ich ruch i spojrzenie. Odtwórcy ról spisali się na medal, przez cały film nie mówią ani słowa, grają gestem i spojrzeniem. Każdy ruch jest przemyślany, wystudiowany, co owszem jest mocno teatralne, ale mówi więcej o ich prawdziwych zamiarach niż jakiekolwiek słowa. Gorzej z pozytywnymi bohaterami – widać, że dzieci nie są obyte z kamerą i warsztatem aktorskim, to one stanowią główną piętą achillesową produkcji. Jednak to tylko dzieci i nie ma co przesadzać.

Jeżeli chodzi o straszenie, to film trafi raczej do młodszego odbiorcy. Starszy może sobie zerknąć na niego, jak na ciekawostkę. Dla fanów lat 80 i filmów klasy B, pozycja powinna być jednak obowiązkowa. Na uwagę zasługuje również fakt, że obraz ten jest debiutem Salvy, którego kojarzymy głównie ze Smakosza.

Rok: 1989
Kraj: USA
Reżyser: Victor Salva
Scraiusz: Victor Salva


2 komentarze:

  1. Klowny sa przerazające. Tak samo jak dzieci. Idealne elementy do horrorów. Nie lubię ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że robisz generalny przegląd motywu :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...