05 kwietnia 2015

Gra pozorów /W cieniu – A. S. A. Harrison/

To jedna z tych powieści, które powoli i konsekwentnie, z mocą młota pneumatycznego przebijają się przez czaszkę, by uwić sobie wygodne gniazdko w kłębowisku naszych myśli. W cieniu Harrison przypomina nam starą prawdę o niejednoznaczności świata, pokazując, jak wiele różnych odcieni może nieść w sobie nawet pozornie „zwykły” cień.

Historia stara jak świat, On – biznesmen w Porsche - ma kryzys wieku średniego (chociaż tak naprawdę romanse miewał przez całe życie) i bezmyślnie związuje się z dwudziestojednoletnią Natashą – córką swojego przyjaciela. Zgadnijcie czy tatuś jest zadowolony. W chwili, gdy dziewczyna spodziewa się dziecka (a radość jej ojca osiąga apogeum), Todd postanawia odejść od swojej długoletniej partnerki Jodi. Odchodząc, stale podjudzany przez nienasyconą młodą partnerkę, planuje zabrać to, co do niego należy. Czyli praktycznie wszystko. No przesadziłabym, łaskawie pozwala, by Jodi zostawiła sobie meble. Do czego to może doprowadzić? W przypadku Jodi na pewno nie do otwartej walki.


To nie jest powieść o rozkładzie związku, studium powolnego wypalenia uczuć. Od momentu, w którym poznajemy bohaterów ich relacja jest już przegniła. Związek o którym mowa rozpadł się już dużo wcześniej, lata temu. Tak naprawdę to powieść o grze pozorów, udawaniu świetnego związku, nie tyle przed otoczeniem, ale przed samymi sobą - a stąd już tylko krok do tragedii. Ta historia opowiada też o niebezpieczeństwie, jakie niesie z sobą trwanie w cieniu i spychanie weń tego, co niewygodne. Prędzej czy później bańka musi pęknąć. Nie wiem skąd wzięły się opinie o tym, że powieść dotyczy granic, które zdolni jesteśmy przekroczyć, gdy grozi nam utrata wysokiego statusu społecznego. W moim odczuciu zupełnie nie o to chodziło. Ale skoro każdy odnajduje w książce Harrison coś innego, to oznacza, że pobudza ona do refleksji i dyskusji, czyli mamy do czynienia po prostu z dobrze napisaną powieścią.

Bezrefleksyjność Todda niesamowicie mnie drażniła. Jego prymitywny sposób myślenia, brak skruchy czy poczucia winy z powodu tego co zrobił, były dla mnie nie do przełknięcia. To człowiek, który bierze, bo uważa, że mu się należy, żyje więc skrajnie egoistycznie. Pokazuje to zwłaszcza sytuacja, w której podejrzewa, że jest nosicielem HIV, mimo to nie zwalnia tempa, że tak to ujmę. Czy przez głowę przeszła mu w ogóle myśl, że skrzywdził Jodi? Że Natasha to tylko jego kolejna zachcianka, która znudzi mu się, gdy mu spowszednieje? Jakoś nie potrafiłam mu współczuć. Tym bardziej momenty, w których dziwi się, że Natasha nie jest Jodi i czeka aż ta zmieni się w jego ustatkowaną, spokojną eks, szczerze mnie ubawiły. Prawda jest jednak taka, że mężczyzna ten jest, nie zdając sobie z tego sprawy, nieszczęśliwy. Wbrew temu co sądzi, trudne dzieciństwo odbiło na nim swoje piętno. Dlatego też: siła rutyny i przyzwyczajanie stanowiące bezpieczną przystań dla Jodi, nie było do końca tym, co odpowiadało jego niespokojnemu duchowi, chociaż paradoksalnie było właśnie tym czego potrzebował. On łaknął jednak wciąż więcej i więcej. Gdy miał Jodi chciał Natashy. Gdy miał Natashę chciał Jodi. Ale czemu by jeszcze nie Stephanie i Ilonę? Która w końcu da mu to czego szuka? Która w końcu odmieni jego życie? Która w końcu uczyni go szczęśliwym? Todd mimo, iż żyje pod jednym dachem z psycholożką, zachowuje się jakby nie miał pojęcia, że prawdziwe szczęście i wewnętrzny spokój może dać sobie tylko on sam...

Jodi poniekąd sama ściągnęła na siebie nieszczęście – przez lata przymykała oczy, przyzwalała na hulaszcze życie Todda. Usprawiedliwiała jego grzeszki, traktowała jako normę, to co niekoniecznie powinno nią być. Nie uzewnętrzniała swoich wewnętrznych stanów, nigdy nie pokazała, że boli, gdy bolało. Żyła w przeświadczeniu, że jest to słuszna strategia. Sądziła, że ON wie, że ONA jest tą jedyną, która go rozumie i akceptuje, liczyła na to, że ON to docenia. Tracąc wszystko: uczucie, stabilizację, poczucie bezpieczeństwa, a przede wszystkim ZŁUDZENIA – zaczęła, jak tonący chwytać się brzytwy. Chciała zatrzymać dla siebie tyle ile się dało, czyli chociaż dobra materialne. Nie należy jednak spłycać tej historii, odczytując Jodi jako materialistkę i wygodnicką wampirzycę, a Todda jako rozwiązłego, podstarzałego satyra. Nie po to autorka zabrała nas na wyprawę w głąb ich myśli, pokazała sposób patrzenia na świat, dzieciństwo, marzenia i życiowe potknięcia. Nie po to pozwoliła nam zamieszkać w umysłach bohaterów. Chodziło o to, by przypomnieć nam, iż nic nie jest jednoznaczne, a my wcale nie mamy prawa ich oceniać. Nie zmienia to jednak faktu, że nie da się nie dostrzegać ewidentnych win. Nie da się też ani trochę ich lubić - przynajmniej tak sądzę: ani Todda, który hołduje swoim popędom, ani Jodi woskowej mimozy bez krztyny życia, ani rozkapryszonej, roszczeniowej Natasahy. Oto też doszłam do miejsca w którym chcę napisać coś, z mojej perspektywy niespotykanego: to, że nie polubiłam żadnego z bohaterów tej powieści niesamowicie mi się w niej spodobało. Ich antypatyczność uważam wręcz za atut tej historii, i to taki, który czyni ją niebanalną.

Autorka zafundowała nam ponad trzysta stron subtelnie snutego opowiadania na dwa głosy. Dzięki temu zabiegowi, poznajemy dwa światy i dwa punkty widzenia: jeden konkretniejszy, bardziej prozaiczny, drugi wrażliwszy i nieco naiwny. Zamknięcie się na te dwa światy, powoduje, że powieść jest niesamowicie kameralna, a nawet powiedziałabym, że: „ciasna”. Poza tym Harrison udało się podać całość na chłodno. To dosyć wyrafinowany zabieg: opowiadać bez emocji o skrajnych emocjach. Paradoksalnie, to w czytelniku się gotuje, a nie na papierze. Chłodny dystans wyjałowionych myśli bohaterów, to kolejny dowód na to, że już dawno zatracili samych siebie. 

Mimo iż Todd i Jodi są przerysowani, nie są manieryczni. Co jest godne pochwały. Powinniśmy docenić także poziom przygotowania Harrison do napisania W cieniu. Jodi posiadaną wiedzę psychologiczną wykorzystuje na co dzień, na bieżąco analizując siebie i Todda: sytuacje, reakcje i odczucia. Czytelnik może się czegoś od niej dowiedzieć o teoriach Adlera i Junga. Nie bardzo rozumiem jednak sens wątku z terapią Jodi, który nie wniósł niczego istotnego do fabuły. Może miał w jakiś sposób wyjaśnić jej osobowość, zamiłowanie do porządku, rytmu, które uciszały jej egzystencjalny lęk. Wytłumaczyć nam jej zachowawczość i zamiłowanie do wygodny - czytaj potrzebę poczucia bezpieczeństwa. Głównie jednak sprawiał wrażenie wypełniacza treści i to nadmiernie przegadanego, dodającego niepotrzebnej ciężkości. Rozumiem, że skądś wziął się tytuł, który miał pokazać siłę psychoanalitycznego CIENIA. Cień ów, to nieświadomość, zbiór obrazów, które pozostają niedostępne dla świadomości, np. urazy, kompleksy zepchnięte w niepamięć. Jodi podczas spotkań z Geradem odkrywa, co ukryło się w jej własnej nieświadomości i determinuje jej postępowanie.

Moim skromnym zdaniem W cieniu, to powieść psychologiczna, minimalnie ocierająca się o thriller. W tekście nie trafimy na nagłe zwroty akcji – nawet w kulminacyjnym momencie! Poza tym, czy kogoś zaskoczyło zakończenie? (pomijając blurba, który zdradza zbyt wiele). Autorka prowadzi nas przecież nieustannie w jedynym możliwym kierunku. Niestety, sposób w jaki podała rozwiązanie akcji mnie rozczarował. Właściwie jakby nic się nie stało, nie zmieniło. Życie płynie dalej, tak samo wolno i spokojnie, jak wcześniej. Nawet moment zwrotny pozbawiony został dramatyzmu. Jodi wszystko przecież robi z chirurgiczną precyzją i opanowaniem robota, tak samo poradziła sobie i z TYM.

Czy mi się podobało? Ta historia do mnie trafiła. Chciałam zagłębić się w sens rytuałów, poznać codzienność tworzącą scenerię życia bohaterów. Autorce udało się zaciekawić mnie motywacjami, ukrytymi pod maskami Jodi i Todda. Mimo zakończenia, które nie sprostało moim oczekiwaniom, uważam, że jest to pozycja godna polecenia. Zwłaszcza dla tych, którzy mają ochotę na refleksyjną lekturę. Warto wspomnieć, że ta powieść psychologiczna jest debiutem Susan Harrison (A.S.A. Harrison to pseudonim), przetłumaczonym na 27 języków, niestety autorka przegrała walkę z chorobą tuż przed publikacją książki.

Czytliwość: 5/6
Okładka: 4/6
Wydanie: 5/6
Ogólnie: 5/6

Autor: A.S.A. Harrison
Tytuł: W cieniu
Tytuł oryginalny: The Silent Wife
Tłumaczenie: Dorota Malina
Wydawnictwo: Znak
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Ilość stron: 347
Cena z okładki: 36,90 zł

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak


2 komentarze:

  1. Zwroty akcji czy nie (a cenię je bardzo bardzo) biorę! Już się napaliłam na tę ksiązkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. złudzenia, smutek.... buu, nie chcę mieć depresji :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...