08 marca 2015

W chowanego z logiką /Znajdź mnie, Find Me – Andy Palmer/ 2014

Młode małżeństwo, Emily (Kathryn Lyn) i Tim (Cameron Bender), wprowadza się do nowego domu. Zanim firma zajmująca się przeprowadzkami dowiezie ich dobytek, przyjdzie im spędzić noc w ascetycznych warunkach, w ziejących pustką pomieszczeniach. Trudne chwile postanawiają więc umilić sobie szampanem. Od początku ich pobytu w domu coś nie gra, jednak za wszystko można obwinić spożyte procenty. Potem jest już tylko gorzej, kolejne dni obfitują w coraz trudniejsze do ignorowania zaczepne manifestacje, gdyż te pojawiają się z coraz większą intensywnością. Małżeństwo zdaje się jednak – uparcie - niezbyt tym faktem przejmować. Widz ma ochotę zastukać w ekran i zwrócić im uwagę, że mogliby zachowywać się nieco poważniej. Zwłaszcza, gdy Tim nieszczególnie reaguje na to, że zabawiał się ze zjawą, nie swoją żoną. Spływa to po nim jak woda po kaczce, aż ręce opadają. Na szczęście (dla widza, nie bohaterów) duch okazuje się nie mieć dobrych zamiarów i początkowe rozbawienie Emily i Tima zaczyna zastępować coś na kształt lęku. Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się, jak te ghost story się kończy, droga wolna. Zanim się jednak zdecydujecie powinniście wiedzieć, o tym, że…

Mamy do czynienia z kolejną produkcją horroropodobną, która zatraciła podstawową umiejętność oryginału – umiejętność straszenia. Zresztą, czego tu się bać, skoro bohaterowie są cali w skowronkach i tylko „śmiechy i chichy” im w głowach?  Na miejscu Emily nie weszłabym drugi raz do łazienki, którą ktoś wymazał krwią, ona zasadniczo nie widzi problemu. Napięcie mamy zerowe, nawet podczas seansu spirytystycznego, mającego na celu urządzenie pogadanki z duchem, możemy siedzieć spokojnie. Jedynym zaskoczeniem, które dla nas przygotowano podczas zabawy w wywoływanie ducha, jest rozdzierający ciszę dźwięk telefonu komórkowego. Chodziło zapewne o to, by widza przerazić, zmrozić mu krew w żyłach. Trzeba przyznać, że cel po części osiągnięto – dzwonek na pewno przestraszy tych szczęśliwców, którzy zapadli z nudów w letarg. Rozwiązanie akcji również rozczarowuje. Jest bardzo podobne do zakończenia Klątwy Jessabelle, która miała premierę mniej więcej w tym samym czasie co Znajdź mnie – zbieg okoliczności?

Aktorstwo jest podobnie jak budżet, scenografia i charakteryzacja – marniutkie. Bohaterowie nie potrafią wykrzesać z siebie praktycznie niczego. Prawdopodobnie tak samo zareagowaliby na wizytę Świętego Mikołaja i atak krwiożerczych mutantów-zombie. Jedynym atutem filmu (chociaż pogrążającym go jeszcze bardziej, jako kino grozy) było dla mnie właśnie początkowe podejście postaci do tematu ducha. Bohaterowie kpią z tego, co „widzą”. Prawdopodobnie większość z nas zareagowałaby podobnie, bo podobnie jak oni jesteśmy uzbrojeni w wujka Google i przekarmieni horrorami. Niestety szybko okazało się, że film nie jest żadną parodią, ma straszyć na poważnie - to bohaterowie po prostu nie grzeszą wyobraźnią. Jak myślicie, kiedy próbowalibyście się dowiedzieć, czegoś o poprzednich mieszkańcach waszego gniazdka, gdybyście się dowiedzieli, że macie dzikiego lokatora w postaci rozeźlonego, paranormalnego bytu? Emily i Tim nie wpadają na to zbyt szybko… Reżyser próbuje nas straszyć sprawdzonymi metodami: pozytywka (tak, jeszcze się tym rekwizytem nie znudzili), odbiciami w lustrach, niszczeniem ramek na zdjęcia – robi to jednak strasznie nieudolnie. Widzowi zostaje tylko odwracać wzrok z zażenowaniem. Na szczęście operator kamery okazał się kompetentny, i to, co nam oferuje nie jest najgorsze. Ujęcia domu, surowej okolicy mają swój urok i dają widzowi wytchnienie, chwilę przerwy pomiędzy nic nie znaczącymi rozmowami bohaterów.

Miało być ghost story o grze w chowanego, a wyszło tylko „w chowanego z logiką”. Intryga wyraźnie kuleje. Emily w pewnym momencie zachowuje się, jakby przebudziła się ze śpiączki lub nagle minęła jej amnezja. Uwaga spojler: bo nie ma to jak „przypomnieć sobie” pod koniec filmu, o tym, że miało się siostrę bliźniaczkę, która zaginęła podczas gry w chowanego, skoro duch przez całe półtorej godziny wrzeszczy: ZNAJDŹ MNIE i wygląda kropka w kropkę jak… Emily!!

Niskobudżetowe filmy naprawdę nie muszą być kiepskie, nie muszą rozczarowywać. Czasami niedostatki finansowe tuszuje świetna fabuła i nieznani, niedoświadczeni aktorzy, którzy potrafią wczuć się w postacie z ogromną naturalnością. Niestety znów nie tym razem.

Rok: 2014
Kraj: USA
Reżyser: Andy Palmer

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...