25 marca 2015

Starożytni kontra Wall-e /Piramida – Grégory Levasseur/ 2014

Jeśli ma być horror z piramidami w tle, to koniecznie powinien pojawić się w nim gość w bandażach. Tym razem, twórcy postanowili zrobić jednak unik i czymś widza zaskoczyć. Owszem pojawia się tutaj antagonista na wskroś „egipski”, jednak wpisany w nieco inne aspekty tej starożytnej kultury. Mimo starań twórców, powstał kolejny film, który z bardziej wiarygodnymi aktorami, lepszymi efektami i nieco lepiej skonstruowanym „wrogiem”, mógłby stanowić ciekawe widowisko. Wyobraźnia scenarzystów i reżysera, zabrnęła dalej, niż były w stanie doczołgać się fundusze i drętwi aktorzy.

Gdy włączyłam Piramidę, przed oczami przemknęło mi (niczym życie skaczącemu z mostu) wspomnienie przemęczonego niedawno Jako w piekle tak i na ziemi. Naukowcy opętani obsesją dokonania odkrycia stulecia i podróż w dół, ku zaświatom – elementy te wydały mi się zbyt podobne, bym odpuściła sobie porównanie tych dwóch obrazów. Ciekawe czy pojawianie się w horrorach motywu Indiana Jonesa - płci obojga -, zapowiada nadejście nowej mody w niskobudżetowkach? Oba filmy są przecież z zeszłego roku. Piramida bije jednak „paryskie piekło” na głowę, jeżeli chodzi o budowę klaustrofobicznej atmosfery i czyhające na bohaterów niebezpieczeństwa. Zamiast demonów, które paryska bohaterka kładzie pojedynczym ciosem w czoło, postacie z „egipskiego” horroru atakuje coś, co w pierwszej chwili wzięłam za starożytne szczury mutanty i nie daje się łatwo pokonać. Okazało się, że chodzi jednak o inne zwierzę. Podpowiem, że czczone przez Egipcjan - i w tym konkretnym przypadku reżyser zaprezentował nam jeden z specyficzniejszych gatunków, swoją dumną nazwę zawdzięczającą Sfinksowi.

Fabuła nie jest skomplikowana. Archeolog Holden (Denis O'Hare) wraz z córką Norą (Ashley Hinshaw) stoją u progu wiekopomnego odkrycia. Podczas pustynnych wykopalisk dokopali się do nietypowej w swojej architekturze trójstronnej piramidy. Początkowo przypuszczają, że jest to zaginiona piramida Echnatona, ta okazuje się być jednak budowlą o wiele starszą. Decydują się wejść do jej wnętrza, a towarzyszy im para dziennikarzy mających nadzieję na nakręcenie materiału życia. Grupa śmiałków szybko gubi się w labiryncie korytarzy i trafia na coś, czego wolałaby nigdy nie widzieć. Cóż pewne sprawy powinny zostać tajemnicą - nie bez powodu, ktoś chciał by ludzkość pozostała w błogiej nieświadomości.

Film zaczyna się od ukazania zamieszek w Kairze w 2013 i to już pierwsze sceny budzą u oglądającego prawdziwą grozę. Nie ze względu na to, co przestawiają, ale jak. Wszystkiemu winne złowrogie found footage. Postanowiłam się jednak nie poddawać i oglądać dalej. Pomyślałam, że może zadam sobie trud i policzę: ile w 2014 roku powstało filmów nakręconych tę nieszczęsną metodą, która wcale nie byłaby nieszczęsna, gdyby nie przesadzono z jej wykorzystywaniem. W porę okazało się, że film został nakręcony w sposób „mieszany”. Bo kto niby nagrywa Wall-ego w głębi piramidy, skoro to on ma kamerę? Na pociechę powiem, że im dalej - czyli im głębiej w piramidę – tym mniej found footage. Juupiii!

Można pominąć fakt, że ktoś tutaj pomylił Anubisa z Ammitem i, że efekty specjalne są niesamowicie styropianowe. Nie da się jednak przemilczeć kiepskiego aktorstwa. Rozmowy córki z ojcem, podobnie jak oni sami, są niewiarygodnie drętwe. Wyglądają jakby ich w trakcie dyskusji łapał paraliż. Wewnątrz piramidy zachowują się jak banda amatorów, a nie archeologów. W sumie to nie wiem, które wypadło gorzej: sztuczna blondi czy jej tata, który, gdy chciał pokazać, że się nad czymś zastanawia przyjmował ostentacyjnie postawę starożytnego myśliciela. Poza tym bardziej kretyńskiego „rozdzielania się” jeszcze nie widziałam. Sceny przerażenia u bohaterów były sztuczne i nienaturalne,  - jak np. atak paniki dziennikarki i łzy Nory. O co chodziło z żołnierzem w piramidzie – naprawdę nie chcę wiedzieć. Najlepiej swoją rolę zagrał nazwany przeze mnie Wall-e robot – sonda. Paradoksalnie był najbardziej naturalnym „aktorem”.

Horror w reżyserii Grégory’ego Levasseura, współautora scenariuszy filmów takich jak: Lustra i Wzgórza mają oczy – nie powala. Niewiele się widać na planach tych kinowych hitów nauczył. Trudno nie zauważyć amatorstwa, które wylewa się na widza z każdej sceny. Myślę, że na pochwałę zasługuje zbudowanie fabuły na podstawie egipskiej mitologii, która uczyniła motywację napastnika całkiem ciekawą i logiczną. Więc po raz kolejny w tym roku: pomysł dobry, realizacja kiepska.

Rok: 2014
Kraj: USA
Reżyser: Grégory Levasseur
Scenariusz: Daniel Meersand, Nick Simon


1 komentarz:

  1. Nie lubię horrorów, ale taka tematyka brzmi nawet fajnie :D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...