09 marca 2015

Specyficzna estetyka czy samookaleczenie? /Języki i kolczyki - Hitomi Kanehara/

Tatuaże i kolczyki już dziś nikogo nie dziwią. Ten masowy trend społeczeństwo traktuje już jako normę. A jeszcze wczoraj kojarzyło je tylko z kryminalną przeszłością i problemami psychicznymi. Dziś, jeśli ktoś chce się więc wyróżnić, szokować, zasłużyć na niechętne spojrzenia na ulicy, musi się bardziej postarać – dokonać bardziej ekstremalnej modyfikacji ciała. Swoją drogą, ciekawe, jak daleko potrafi posunąć się w tej kwestii człowiek, przecież już za moment, to co dziś uznajemy za ekstremalne będzie powszednie. Co będzie więc ekstremalne w świecie jutra?

Traktowanie swego ciała jako materiału do obróbki, by stało się ono dziełem sztuki w oczach twórcy i/lub właściciela, to podobno wyraz stylu życia. Nad tym skąd wynika potrzeba zmian głowią się psychologowie i socjologowie, analizując przyczyny, powody, kompleksy, potrzeby – tak te związane z przynależeniem do grupy (dopasowanie do kultury lub subkultury), jak i te związane z dążeniem do indywidualizacji. Jedno jest pewne - ludzkość od zarania dziejów poddaje swoje ciało modyfikacjom. Współcześnie jesteśmy po prostu świadkami wzmożonego powrotu do pradawnych zwyczajów. Patrząc na to zagadnienie z tej perspektywy, do jednego wora możemy wrzucić dokonania medycyny estetycznej, mające na celu likwidowanie niedogodności, jak i modyfikacje ciała – od przekłuwania wszystkiego, po wszczepiania sobie blaszek, implantów, rogów. Chcemy być oceniani poprzez to jak wyglądamy, chcemy by nasze ciało mówiło coś o nas, wywoływało określone reakcje. Nie ma co się okłamywać, że jest inaczej - autoprezentacja to potężna broń.

W Europie modyfikacje ciała stały się passe za sprawą kościoła katolickiego, który obstawał zawzięcie przy tym, że wszelkie ingerencje w dzieło boże są grzechem. Obecnie uległo to ogromnej metamorfozie. W Japonii tatuaż nadal stygmatyzuje, chociaż i tutaj następują zmiany społeczne -  zaczynają pękać szwy japońskich "gorsetów". Liczyłam na to, że w tak głośnym debiucie, określanym manifestem młodego pokolenia przeczytam właśnie o głębszym wyrazie buntu, walce z zastaniem kulturowym Japonii. Nagrodzone prestiżową nagrodą literacką Akutagawy (to niebywale nobilitujące i znaczące wyróżnienie otrzymują nowi autorzy) Języki i kolczyki jedynie sygnalizują pewne zjawiska, niewiele dowiadujemy się z nich o funkcjonowaniu subkultur w Kraju Kwitnącej Wiśni. A mogły stanowić przecież fascynującą lekcję... W Europie książka ta przeszła bez większego echa. Wydaje mi się więc, że nie sposób czytać jej w oderwaniu od kontekstu kulturowego. Dla Japończyka ta historia niesie z sobą inne znaczenia: jest wspomnieniem szoku, jakie przeżyło tradycyjne społeczeństwo na początku lat 90. Nie mając takiej świadomości i nie czytając tej książki przez pryzmaty kraju Kwitnącej Wiśni, możemy się lekturą tylko rozczarować.

Historia na pierwszy rzut oka wydaje się banalna. Dziewczyna (Lui, jak  Louis Vuitton) poznaje chłopaka (Ama), zafascynowana jego widlastym językiem, postanawia zrobić sobie taki sam. Historia, jak miliard innych. Wkracza coraz głębiej w świat punków (Ama) i sadystów (Shiba-san). Na kolczyku w języku jej przygoda się nie kończy. Lui zatraca coraz bardziej siebie, wplątując się w niejasne relacje i zatapiając wątpliwości w alkoholu. Nie jest to jednak historia dziewczyny, która nagle decyduje się na zmianę stylu życia. Perwersyjny seks nie jest jednak dla niej obcy, musimy mieć więc świadomość, że jej problemy (?) zaczęły się już wcześniej, to nie jest niewinne jagniątko, które znalazło się pośród wilków. Poznajemy ją po prostu w momencie, gdy znajduje się na kolejnym życiowym zakręcie. Autorka dosyć szybko przywiązuje nas do trójki bohaterów. Nie potrafimy być wobec nich obojętni, mimo, iż nie zgadzamy się z nimi, nie lubimy ich ani tego co robią. Za bardzo bowiem folgują swoim żądzom i przekraczają wszelkie granice w pogoni za niedoścignionym, w efekcie przestając szanować życie – nie tylko swoje.

Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że autorka tej mini-opowieści urodziła się w 1983 roku i miała bardzo burzliwą młodość. Napisała tę książkę będąc nastolatką, nie ma się więc dziwić temu, że bardziej skupia się w niej na wewnętrznych przeżyciach - jak każdy nastolatek, nastolatka - niż na opisie starć kulturowych. Wykreowani przez nią bohaterowie, dokonują powolnej destrukcji własnego „ja”, rozszczepiania tożsamości - nie tylko języka. Szczególnie Lui jest zagubiona. Próbując wyrwać się ze stereotypowej, uwarunkowanego kulturowo wizerunku kobiety – wciska siebie w ten sam stereotyp. Uciekając w wyzwolenie, zatraca instynkt samozachowawczy i coraz bardziej zaciska sobie pętlę wokół szyi. Lui wbrew swoim pragnieniom nie jest wolna: więżą ją toksyczne relacje, uzależnienia – nie tylko od alkoholu. Proces rozwidlania języka jest jej krzykiem rozpaczy, wołaniem o pomoc, szukaniem siebie. Czy jej się to uda? Jej transformacja dziwi o tyle, że dziewczyna jest śliczna. W jej wykonaniu podjęte działania to wyraz buntu. Zdaniem dr. Kastena (Body Modifications) przekraczanie granic, badanie własnej wytrzymałości, to jeden z motywatorów ludzi dokonujących znacznych modyfikacji: Tak jak w innych sferach ludzkiego życia niektórzy ludzie poszerzają obowiązujące granice, by je następnie przekroczyć. Znamienny jest fakt, że im dalej bohaterka podąża tą drogą, tym jej słownictwo staje się bardziej wulgarne. Mamy więc w powieści dwie płaszczyzny do interpretacji, obie wyrażone „językami”. Język rozumiany dosłowne, jako mięsień poddawany swoistej torturze i symbolicznie, jako werbalny sposób komunikowania się. Język ogólnie jest symbolem mocy twórczej, modyfikowanie go to ingerencja w akt tworzenia, to oddanie sobie samemu owej mocy. U bohaterów bardzo wyraźna jest potrzeba sprawczości i kontroli, wyrażana nie tylko ingerencją w „język”, ale i życie.

To krótka i prosta historia opisana półgębkiem, półsłówkami. Mimo, iż warsztatowo poprawna, nie rzuca na kolana. Fragmentami bowiem jest nadmiernie rozciągnięta, dominują urywane, krótkie wypowiedzi (bohaterowie żyją bardziej do wewnątrz, niż na zewnątrz), a otwarte zakończenie niepotrzebnie jest mdłe. Drastycznej przemocy na kartach książki nie doświadczymy. Sceny perwersyjnego seksu również nie poruszają. Może dlatego, że przemoc i sex mają stanowić tylko tło dla czegoś zupełnie innego? Wszystko schodzi bowiem, gdzieś na drugi plan, a my czujemy tylko nieokreślony smutek i lęk bohaterów. Akcja marketingowa promująca powieść, jako wyuzdaną i wulgarną, zrobiła jej tylko krzywdę. Prawdziwym tematem książki jest zatracenie w akcie tworzenia, który może wyrażać się poprzez destrukcję.

Czytliwość: 5/6
Okładka: 3/6
Wydanie: 4/6
Ogólnie: 4/6

Autor: Hitomi Kanehara
Tytuł: Języki i kolczyki
Tytuł oryginalny: Hebi Ni Piasu
Tłumaczenie: Witold Nowakowski
Wydawnictwo: Albatros
Seria:∏
Rok wydania: 2007
Okładka: miękka
Ilość stron: 104
Cena z okładki: -

4 komentarze:

  1. Paula Rzemińska9 marca 2015 10:42

    Wow, to coś dla mnie. Tak bardzo "wykolczykowani" ludzie jak ci na zdjęciach nie podobają mi się (jak pewnie wielu innym ludziom), ale chciałabym się dowiedzieć, jak do tego doszło. Nie wiedziałam nawet, że taka książka istnieje, chętnie to przeczytam.
    Zapraszam do siebie: http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też nie wiedziałam, że można kupić taką książkę. Niektóre pomysły na kolczykowanie mnie przerażają...

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie się podobają :) i to bardzo. Modyfikacja ciała to rodzaj rytuału.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mnie przeraża jedynie ból - nie tak łatwo zapomnieć ból przebijania chrząstki.... :/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...