05 marca 2015

Ożywić legendę /Studnia bez dnia – Katarzyna Enerlich/

Co by tu dzisiaj...hmmm? Niech będzie lekka, taka na jedno popołudnie, coś koniecznie polskiego i najlepiej tematycznie dalekiego od relacji damsko-męskich. Padło na Studnię bez dnia Katarzyny Enerlich. Na początku lektury trochę zbladłam, bo miało obejść się bez kłopotów sercowych, a powieść, jak na złość, zaczęła się od przyłapania męża in flagranti. Na szczęście „ten pan”, jak i motyw zdrady, zostaje dosyć szybko wyeliminowany z fabuły i - mimo początkowych zgrzytów - jego miejsce zajmuje przyjaźń damsko-damska, a nawet damsko-damsko-damska. I kto powiedział, że kobiety potrafią tylko skakać sobie do oczu? Nie ważne kto złamał Ci serce i jak długo dochodzisz do siebie – musisz mieć przyjaciółkę.

Główną bohaterką książki jest Marcelina: „żona bez męża”, u progu nowego życia. Splot niefortunnych wydarzeń sieje zamęt w jej życiu i zmusza do dokonania zmian. Przyjdzie jej więc oswoić się z nowym mieszkaniem - w kamienicy w sercu toruńskiej Starówki -, nową pracą i tajemniczym znaleziskiem wygrzebanym z dna trzynastowiecznej studni. Znalezisko owo napyta jej mnóstwo kłopotów – autorka nie bała się bowiem wpleść gdzieniegdzie wątków kryminalnych: napad, włamanie, tabletka gwałtu. Niestety nasza bohaterka trafiła na kilka osób, które nie mają skrupułów i nie cofną się przed niczym, by osiągnąć cel. Na szczęście Marcelina zdobyła również wspaniałych przyjaciół, m.in. Annę, która z nietypową – jak na samotną, starszą kobietę - pogodą ducha, stanowi dla niej wsparcie w najtrudniejszych chwilach. Obie odkrywają również kolejne elementy związane z zapomnianą legendą, która na ich oczach i za ich sprawą zaczyna ożywać. Jakby tego było mało we wszystko zamieszani są Mikołaj Kopernik, bułhakowska Annuszka, pewien średniowieczny, toruński lowelas – Martinus Teschner -, menel Frącek, kilku bandziorów, rzeźbiarz Tadeusz, klątwa Jagiellończyka i prawdopodobnie duch. Czy w takim towarzystwie mogło być nudno?

Powieść zawiera dosyć jasny przekaz. Zmiany, na które nie mamy wpływu, to potężne źródło stresu, są nam jednak potrzebne – pozwalają bowiem uwolnić tkwiące w nas pokłady energii i sił, których nie byliśmy do tej pory świadomi oraz wyrywają nas z odrętwienia. Często musimy wiele stracić, by okazało się, że  tak naprawdę zyskaliśmy coś lepszego, wartościowszego. Nie wolno się tylko poddawać, dać pochłonąć rozpaczy. Kolejno do: Marceliny, Anny i Anny Natalii, ta prawda dociera. Wspominając o bohaterkach, chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na fakt, że postacie w powieści są zarysowane ciekawie, ale autorka nie bawiła się w ich pogłębioną psychologię. Poruszamy się raczej po powierzchni odczuć, emocji i przeżyć. Mimo wyraźnego zasygnalizowania pewnych problemów nie stają się one kwintesencją tekstu, nie przytłaczają. Co zapewne miałoby miejsce, gdyby pisarka przy takiej liczbie powplatanych w powieść wątków, zaczęła jeszcze rozbierać postacie na części pierwsze.

Książka stanowi piękną, literacką pocztówkę z Torunia. Mamy okazję przespacerować się z bohaterami po zabytkowych uliczkach, posłuchać nawet Pięknej Roksany Szymanowskiego w wykonaniu „toruńskiego Janko Muzykanta”. Te elementy powieści świetnie komponują się z zawartą w niej szczyptą historii i literacko przetworzoną legendą.

Momentami tekst jest poniekąd poetycki (zmiana szyku zdania), co niestety zgrzyta z innymi jego partiami. Brakowało mi trochę płynności, gdy Mercelina lub Anna zwracają się ku swoim wspomnieniom i uciekają, ni z gruchy ni z Pietruchy, w dygresje. To zabieg, który miał na celu zwiększyć napięcie, gdyż często autorka stosowała go w sytuacjach niepewnych, dwuznacznych, gdy czytelnika zjadała ciekawość. Ten jednak, zamiast obgryzać z nerwów paznokcie – rozkojarzył się i wybijał z określonego rytmu czytania. Nie wydaje mi się również, że aż tak wyraźnie można słyszeć rozmowę przez telefon schowany w kieszeni…Niedociągnięcia te Pani Katarzyna nadrabia bogatym, barwnym słownictwem i swobodą, z jaką porusza się pomiędzy kolejnymi wątkami. Kolejnym atutem Studni bez dnia są zamieszczone w niej zdjęcia(!) i twarda oprawa. Szkoda tylko, że to, co na okładce już mniej przekonuje, gdyż wygląda dosyć „odpustowo”. Za to z drugiej strony patrząc - na pewno przyciąga wzrok! Która z nas nie chciałaby takiego rubinu?

Czytliwość:4/6
Okładka: 3/6
Wydanie: 4/6
Ogólnie: 3/6

Autor: Katarzyna Enerlich
Tytuł: Studnia bez dnia
Wydawnictwo: mg
Rok wydania: 2012
Wydanie: I
Okładka: twarda
Ilość stron: 249
Cena z okładki: 34,90 zł

2 komentarze:

  1. Uwielbiam styl pisania Katarzyny Enerlich, więc na pewno przeczytam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o Autorce, ciekawa jestem, jak pisze :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...