10 marca 2015

Krew, sierść i kły /Rok Wilkołaka – Stephen King/

Cieszy mnie fakt, że rok moich narodzin – 1983 (a co mi tam, kobiety są jak wino) – to w karierze Kinga Rok Wilkołaka. Wtedy to bowiem Król napisał „zbiór opowiadań” o takim właśnie wdzięcznym tytule. Nazywanie tekstów z Roku Wilkołaka opowiadaniami, to jednak lekka przesada (stąd cudzysłów), mamy do czynienia raczej ze zbiorem obrazów literackich, składających się na prostą historię, o istocie dotkniętej klątwą księżyca. Wilkołak Kinga nie jest pokrzywdzonym przez los, melodramatycznym mazgajem, nad którym to należy się rozczulać, zakopując truchła jego kolejnych ofiar – bo on przecież niechcący. Nie jest też rozwydrzonym nastolatkiem mszczącym się w trakcie pełni na swoich prześladowcach, ani romantycznym kochankiem o nieco nietypowej urodzie. Potwór bez udziwnień – chciałoby się rzec – brokatu, solarium i supermocy, po prostu stalowe mięśnie, mordercze kły i mnóstwo sierści, stworzone do tego by zabijać.

Historia osadzona jest w typowym i niczym niewyróżniającym się miasteczku: Tarker Mills. To tutaj każdego miesiąca, któryś z mieszkańców przemienia się w bezlitosną bestię. Jej ofiary są przypadkowe: dobrzy i źli, młodzi i starzy, kobiety i mężczyźni. Nie zna litości, nie oszczędza nikogo, wobec zewu krwi – wszyscy są równi. Mimo regularności ataków mieszkańcy miasteczka dosyć długo nie chcą dostrzegać oczywistych faktów i racjonalizują morderstwa. Z miesiąca na miesiąc zaczynają bać się jednak coraz bardziej. W końcu postanowią wziąć sprawy w swoje ręce – teraz to oni zapolują na drapieżnika. Nic z tego, oprócz "wielkiego halo" wychodzi im niewiele - ginie kolejny człowiek. A gdyby tak, ktokolwiek posłuchał tego, co mówi pewien jedenastoletni chłopiec – Marty -, sprawy zapewne potoczyłyby się inaczej.

King pozostaje wierny klasycznym konstrukcjom. Bestią okazuje się być tradycyjnie osoba, która powinna pozostać poza wszelkimi podejrzeniami. Biorąc to pod uwagę, w sumie łatwo domyślić się, kto jest monstrum siejącym spustoszenie. Wiele zdradza nam także pewien sen, jeśli zagłębimy się w jego szczegóły - kolejne elementy złożymy w całość bardzo szybko. Oczywiście bestię rozszyfruje i pokona także ktoś, komu w starciu z nią nie dawalibyśmy najmniejszych szans.

Rok Wilkołaka to eksperyment, literacka igraszka. Mało tutaj dialogów, a postacie są powierzchownie naszkicowane. Brak rozbudowanych bohaterów u Króla, to niemały szok dla jego  stałych czytelników. Początkowe, króciutkie rozdziały ukazują nam tylko ostatnie chwile kolejnych ofiar, później historia zaczyna się klarować, dochodzą kolejne wątki, a opowieść nabiera rumieńców. Kolejne teksty, podporządkowane miesiącom, nabierają kształtu - nie są już śmiertelną wyliczanką, spisem kolejnych wydarzeń. Rok Wilkołaka można uznać nawet za mni-powieść. Sam wilkołak jest ucieleśnieniem natury, która podobnie jak on przechodzi cykliczną, nieustanną transformację. Jeden cykl wpisany w drugi – symbolika tej historii - nie pozostaje bez znaczenia. Momentami miałam więc wrażenie, że bohaterowie, fabuła schodzą na drugi plan (stąd brak dialogów, konkretnej akcji), a głównym bohaterem tej krótkiej książki, jej istotą jest cykl, powtarzalność.

Pierwotnie teksty składające się na tę książkę, miały stanowić uzupełnienie kalendarza. Kingowi jednak "napisało się" za dużo i kalendarz nie powstał. Za to wydano Rok Wilkołaka. W sumie do przeczytania jest około 60 z 140 stron, resztę zajmują ilustracje i białe pola. Wydawnictwo dołożyło wszelkich starań, by książka wyglądała na grubszą: spora czcionka, wiele białej przestrzeni i…jeszcze więcej białej przestrzeni. Jednym słowem: sporo miejsca na kontemplację lub notatki (jeśli ktoś lubi pisać po książkach). Szkopuł w tym, że nie ma się za bardzo nad czym zastanawiać. Intryga nie jest aż tak zajmująca, a historia jest nazbyt prosta, by miażdżyć nas, co dwie strony potrzebą refleksji. Ilustracje nieszczególnie mnie zachwyciły. Zabrakło mi w nich elementu nieoczywistości - krew wszystkiego nie załatwia, trzeba czegoś więcej, by wzbudzić emocje. Ci, którzy przed lekturą, przejrzą obrazki, zbyt szybko odkryją, jakie jest rozwiązanie zagadki. Życzę Wam więc silnej woli, byście nie zerkali do przodu i pozwolili toczyć się wydarzeniom ich własnym rytmem.

Autor: Stephen King
Tytuł: Rok Wilkołaka
Tytuł oryginalny: Cycle of The Werewolf
Ilustracje:Berni Wrightson
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Albatros
Rok wydania: 2015
Okładka: miękka
Ilość stron: 140
Cena z okładki: -

3 komentarze:

  1. Paula Rzemińska11 marca 2015 05:40

    Uwielbiam Kinga <3 Tej książki także nie ominęłam i byłam wprost oczarowana :)
    Napisana w roku Twoich narodzin. Przypadek? Nie sądzę :3
    Zapraszam do mnie: http://chcecosznaczyc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli to opowiadanie za które trzeba zapłacić jak za książkę... :) nie wiem czy kalendarz nie byłby ciekawszy

    OdpowiedzUsuń
  3. A powiedz mi co Cię tak w niej oczarowało?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...