27 marca 2015

Draculi portret filmowy

Ten, który spośród wampirów najmocniej odcisnął piętno w świadomości kilku pokoleń, z całą pewnością zasłużył na miano postaci kultowej. Jesteście ciekawi, jak przebiegała kariera filmowa najgroźniejszego z wampirów, najmroczniejszego z mrocznych - Księcia ciemności, Hrabiego Draculi? Łatwo w sumie sobie na te pytanie odpowiedzieć: z poczwarki w rasowego celebrytę – XXI wiek nikogo przecież nie oszczędzi, jeśli może z niego uczynić sukces kasowy. Na przestrzeni kilku dekad istnienia na szklanym ekranie, pokonywał ostre zakręty, wpadał też na liczne mielizny. Nie oszczędziła go też moda na popcornowe wampiry.

Film przejął postać Draculi wprost z ramion literatury - wydanej w 1897 roku powieści Dracula Brama Stokera. Co prawda, pisarz nie wymyślił niczego od nowa, do wykreowania najsłynniejszego wampira wszech czasów wykorzystał: ludowe wierzenia, literackie wzorce i historyczne postaci. Wszyscy zgodnie twierdzą, że za wzór posłużył mu Vlad Tepes – wołoski hospodar. Maria Janion, w Wampir: Biografia symboliczna, twierdzi jednak, że wbrew powszechnej opinii, autor od władcy zaczerpnął jedynie przydomek. Nie jest dla nas jednak istotne, jaka jest prawda historyczna. Czy to Sasi w ramach propagandy uczynili z Vlada Tepesa bezlitosną bestię "Palownika", a ten w rzeczywistości nie był wcale tyranem, tylko sprawiedliwym władcą (stosowane przez niego metody przerażają współczesnych, w średniowieczu były po prostu na porządku dziennym). Dla nas ważne jest, że kino pokochało legendę, a postać hrabiego od wielu lat rozpala wyobraźnię oraz fascynuje widzów i twórców do tego stopnia, że zdarzało im się nawet zmieniać mu płeć (Hrabina Dracula, 1971 i Mama Dracula, 1980) i kolor skóry (Blacula 1972). Tak czy siak reżyserzy wszelkiej maści powinni być wdzięczni Stokerowi za to, że zarabiają dziś  krocie.


Pierwszy film, jaki w ogóle o Draculi powstał, to Krew Draculi – węgierski dramat z 1921 roku. A pierwsze, które dokładniej omówię, to  dzieło powstałe rok później. Mowa o Nosferatu – symfonii grozy F. W. Murnau. To niezapomniane arcydzieło niemieckiego ekspresjonizmu, które może drażnić współczesnych przesadną ekspresją, plastykowymi efektami specjalnymi a la karton, pudrem i wampirem gryzącym jedynkami. Reżyser naiwnie nie wykupił praw autorskich - myślał, że zmiana imion (Dracula to Orlok) i miejsca (zamiast Transylwanii – Niemcy) wystarczy i nikt się nie połapie. Nielegalne dzieło miało zostać zniszczone, na szczęście dla nas, do tego nie doszło. W rolę hrabiego wcielił się Max Schreck, którego nazwisko niezwykle trafnie konotuje się z całością, bo oznacza "strach". Podobno Murnau na widok aktora, stwierdził, iż ten jest wystarczająco brzydki do tej roli. I faktycznie wystarczyły szpiczaste uszy i sztuczne zęby – resztę wampirowi dała natura. Graf Orlok na ekranie widoczny jest zaledwie przez kilka minut, ale wrażenie, które po sobie pozostawia jest piorunujące. Jego przygarbiona sylwetka, patykowate nogi, szpony, połyskująca łysa czaszka, ostre rysy twarzy, usta przypominające cienką kreskę – na długo pozostają w pamięci i  sądzę, że zapewniły pierwszym widzom nie lada wrażenia. Ten Dracula był złem absolutnym, potworem. Dzięki niemu „nosferatu” - czyli określenie nieczystego ducha, którego imienia nie chce się wymawiać, stał się synonimem wampira. W ramach ciekawostki warto podkreślić, że wedle modnych wtedy freudowskich interpretacji Dracula stanowił seksualne "ja" Huttera i zarazem jego alter ego. 

Werner Herzog w 1979 roku nakręcił remake Nosferatu. Tytuł owego hołdu złożonego klasycznej produkcji brzmi Nosferatu-wampir. U Herzoga hrabiego gra Klaus Kinski. W tej produkcji Mroczny Książę stał się istotą cierpiącą, wewnętrznie rozdartą. Tęskni za śmiercią, wzdycha w samotności. Męczy go głód krwi i egzystencjalna pułapka. Ceną za wieczne życie  jest dojmująca samotność, bo czy Dracula może mieć przyjaciół? Skoro sama jego obecność stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie? Poza tym jego „uroda” tłuczka do ziemniaków, raczej nie zachęca. Z potwora wyszedł więc biedny, smutny wampirek. Kolejny film wracający do produkcji z 1922 roku to Cień wampira. Elias Merhige w 2000 roku postanowił stworzyć paradokument, stanowiący dowód na to, że Schreck był prawdziwym wampirem. Przenosi więc nas na plan filmu Nosferatu-symfonia grozy i uchyla rąbka tajemnicy o strasznych wydarzeniach, które na owym planie miały miejsce. W rolę Prawdziwego Wampira wcielił się Willem Dafoe, a reżyserem Murnau został John Malkovich. A dowody? Zobaczcie sami, zdradzę tylko, że Schreck nie mrugał i bez niczyjej pomocy powstawał idealnie pod kątem prostym.


Bela Lugosi w 1931 (Dracula) roku stworzył kreację idealną, niedościgniony wzór dla następców. Reżyser Browning wybrał na odtwórcę głównej roli Węgra o demonicznej urodzie (charakteryzacja nie była potrzebna), który na dokładkę uczył się tekstu fonetycznie, ponieważ nie znał zbyt dobrze angielskiego. Dracula zawdzięcza mu ciekawy akcent i hipnotyzujące spojrzenie. Poza tym Lugosi to pierwszy Dracula w pelerynie! Demon w przeciwieństwie do karykaturalnego i morderczego Nosferatu, jawi się tutaj jako arystokrata, uwodziciel. Krytycy w postaci Draculi Lugosiego upatrywali się symbolu imigranta, który porywa tubylcom kobiety.

Równolegle do Draculi Browninga powstawała hiszpańskojęzyczna wersja horroru reżyserowana przez George Melforda, w której to szczury grały naprawdę szczury (u Browninga tę rolę dostały oposy). Gdy ekipa anglojęzycznego Draculi opuszczała wieczorem plan zdjęciowy, pojawiała się ekipa Melforda. Wersja hiszpańska okazała się żywsza, dziksza. Carlos Villarias, który wcielił się w Draculę, bez skrępowania wgryzał się w szyje pięknych Latynosek. 

Krwisto i brutalnie poczynał sobie z ofiarami Dracula z 1958 (Dracula). Reżyser Terence Fisher, w głównej roli obsadził Christophera Lee. Ten wykreował postać prowokującą, uwodzicielską, ale i zwierzęco brutalną, nieokiełznaną i dziką.  Do historii kina przeszły sceny ukazujące przebudzenia hrabiego: nieruchoma twarz i nagle szeroko otwarte, nabiegłe krwią oczy. Zmysłowy bohater Lee przeistoczył się w typowego dystyngowanego Casanovę w 1979 (Dracula), za sprawą reżysera Johna  Badhama. Frank Langella, odtwórca głównej roli niczym, demoniczny, bajroniczny kochanek otaczał się tajemnicą i smutkiem. Poruszał się, jak arystokratę przystało, majestatycznie i dostojnie. W jego wykonaniu wysysanie krwi przypominało scenę miłosną, pełną napięcia i wyrafinowanego erotyzmu. Kłów zatopionych w szyi ofiary widzowi jednak nie pokazano, gdyż aktor odmówił zakładania sztucznych zębów. Kreacja Langella, to jedno z najbardziej „ludzkich” wcieleń Draculi.

Kolejnych ekranizacji, bardziej lub mniej wiernych historii Stokera, pojawiało się z roku na rok coraz więcej. Dosyć istotna dla kolejnych twórców stała się decyzja, czy odnieść się do wzorca i spróbować wpisać w niego kolejne wcielenia Draculi czy spróbować wymyślić coś nowego. Niektórzy, jak Coppola pozostali raczej wierni "klasyce". W 1992 roku powstał jego film: Bram Stoker`s Dracula, z Garym Oldmanem w roli głównej. W tym ujęciu Książę Ciemności nie boi się promieni słonecznych i ma umiejętność transformacji w: średniowiecznego rycerza, wiekowego starca, fircykowatego dandysa, wilkołaka, wilka, mgły, nietoperza i stado szczurów. Gary Oldman nie spłycił roli Draculi, co groziłoby, gdyby zatrudniono mniej utalentowanego aktora. Horror Coppoli jest bowiem w rzeczywistości opowieścią o miłości, a Oldman doskonale oddziałuje na emocje widza, budząc na przemian litość i trwogę. O inną, ciekawą kreację pokusił się w Draculi 2000 Patrick Lussier. W jego ujęciu filmie nieśmiertelność i łaknienie krwi to kara boska, ten jest bowiem reinkarnacją Judasza Iskarioty. I właściwie ten motyw, to jedyne, na co warto zwrócić uwagę. Reszta niewiele sobą reprezentuje. Współczesny Dracula (Gerard Butler), to niemalże anioł o olśniewającej urodzie. Dla kontrastu nosi czarny płaszcz i ma osobowość seryjnego mordercy. Poza tym niewiele, bo jego rola została mocno ograniczona, ma wyglądać, nie mówić. Tym razem jednak Vlad może więc spać spokojnie – chaotyczny zlepek scen, groźne miny i kłapanie zębami nie jego dotyczą.

Nie moglibyśmy mówić o tym, że Dracula jest postacią kultową, gdyby nie nakręcono o nim parodii. Najlepsza i najważniejsza w mojej subiektywnej ocenie, to serial animowany o nieco cherlawym, strachliwym i rozpuszczonym Hrabim Kaczuli. Początek produkcji miał miejsce w 1988 roku, nakręcono sumie 65 odcinków. Charakterystyczną cechą naszego wampirzastego kaczora jest to, że jest on wegetarianinem. W 1995 powstał wyreżyserowana przez Mela Brooksa czarna komedia, z obłędnym Lesliem Nielsenem w roli krwiopijcy: Dracula bez zębów.  Powinno nas więc ucieszyć to, że z Draculi w XX wieku można się również pośmiać, dlaczego więc się nie cieszymy? Bo reżyserzy zaczęli czynić z Draculi parodię, tak całkiem niechcący w produkcjach „na serio”  - o czym poniżej.

W Van Helsingu (2004), reżyser Stephen Sommers postawił na powrót do przeszłości. Postanowił Richarda Roxburgha ucharakteryzować tak, by upodobnić go do pamiętnego Draculi odegranego przez Belę Lugosi. Niestety połączenie charakteryzacji z kiepskim wyczuciem roli spowodowało, że na ekranie obserwujemy ni psa ni wydrę. Wampir nie jest ani śmieszny ani przerażający, właściwie to sam jest sztywny jak osikowy kołek, którym usiłuje się go unicestwić. Jedyne co może wydać się interesujące to właśnie fakt, że tradycyjnymi metodami ni jak nie da się go "ukatrupić na śmierć" i, że hrabia ma nieograniczoną władzę nad wilkołakami. Ten film zwiastuje coraz boleśniejszy upadek postaci Draculi.

Ostatni gwoźdź do trumny nieumarłego, to świeżynka – produkcja z 2014 roku.  Gary Shore w Dracula: historianieznana (2014), postanowił odpotwornić „Palownika” i uczynić z niego szlachetną, posągową wręcz postać. Próba niestety się nie udała. Bohater z potencjałem został przerobiony na popcornowego Księcia Ciemności. Praktycznie występuje on w roli Batmana, który za wszelką cenę chce ochronić swoje Gotham City. Film ze swoim „okresem próbnym” na wampira nie porwał fanów, Draculę zastąpiono w nim bowiem tanim efekciarstwem - mimo gorączkowych starań odtwórcy głównej roli, Luka Evansa. Nasz bohater raczej wybiórczo reaguje na słońce i srebro, zależnie od tego czy się o tej jego słabości scenarzystom przypomni czy nie. Właściwe, gdyby tak podsumować jego wszystkie zdolności - to mamy do czynienia z kimś na kształt superwampira. A co za dużo to nie zdrowo. Jedyne, co się chwali, to powrót do transformacji. Dracula potrafi zmieniać się w nietoperza, a raczej w całe stado. Nadanie, owianej złą sławą postaci, dobrego imienia, zdecydowanie lepiej wyszło twórcom animacji Hotel Transylwania.

Hollywood mimo upływu lat wciąż kocha Draculę. Z czasem początkowe atrybuty typu: blada cera, kły, szpiczaste uszy i obowiązkowy wytrzeszcz oczu zanikały na rzecz charyzmatycznych przystojniaków. Z potwora, hrabia zaczął przeistaczać się w rozdartą wewnętrznie czującą istotę. Niektórzy reżyserzy wciąż próbują wrócić do wizerunku pierwotnego, jednak wciąż naddawane treści na jeden motyw spowodował, że ten pękł...Próżno więc marzyć o powrocie do krystalicznej (w budowie nie charakterze) postaci. Istota, która kiedyś budziła strach, teraz stała się ikoną, spacerującą po salonach. Dracula i jego problemy się zmieniły, tak jak zmieniły się ludzkie lęki. Ikona rozpoczęła swój kolejny żywot – tym razem popkulturowy. I niestety jak na razie nie wychodzi mu to na dobre - tak jak i reszcie wampirów, które ze wstydu, pewnie zaszyły się gdzieś głęboko - z hrabią na czele  - i knują okrutną, krwawą zemstę. 


2 komentarze:

  1. Dracula to świetna postać, którą każdy zna, a poza tym powstał tak dawno temu, że stał się dobrem publicznym :) Nic dziwnego, że nadal tak chętnie ludzie robią o nim filmy. Tylko to ciągłe upiększanie Draculi jest niepokojące..aż się boję co wyjdzie z zapowiadanego Victora Frankensteina.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...