13 grudnia 2014

Pisać każdy może…./Zezia i Giler – Agnieszka Chylińska/

Pisać każdy może,
trochę lepiej, lub trochę gorzej,
ale nie oto chodzi,
jak co komu wychodzi.
Czasami człowiek musi,
inaczej się udusi,
ooo

Wiecie, jak to jest, gdy jakaś piosenka wbije się w głowę. Nuci się ją potem cały dzień. Temat w związku z którym, ta konkretna piosenka opanowała moje myśli, nie jest niestety zabawny. Współcześnie każdy może napisać i wydać książkę, chociażby w ramach self-publishingu w Internecie. Celebryci mają nawet łatwiej, bo żadne wydawnictwo pozostające przy zdrowych zmysłach nie odmówi im wydania książki. I to w wersji papierowej. Nazwisko sprzeda książkę jakiejkolwiek jakości by ona nie była. Bardzo sceptycznie podchodzę więc do tego typu "wesołej twórczości". I najwyraźniej jest to słuszne podejście, bo po lekturze Zezi i Gilera Agnieszki Chylińskiej – jestem zdecydowanie na NIE. Pewnie inaczej spojrzałabym na ten debiut, gdyby nie te wszystkie "achy" i "ochy" wokoło. Panią Agnieszkę szanuję, ale nie trafi ona na listę czytanych przeze mnie autorów. Sorry. Z książek dla dzieci zdecydowanie wolę te Gaimana i literaturę koreańską.


W tej książczynie poznajemy 8 letnią Zezię (Zuzia Zezik), jej rodzinę i przyjaciół. Trudno powiedzieć, że bohaterowie ci przeżywają jakieś szczególnie barwne perypetie. Pani Agnieszka skupiła się bowiem na przedstawieniu nam codziennego życia, owszem z perspektywy dziewczynki, ale w postaci opisów, a nie opowiadań. W efekcie książka nie posiada ciągłej, liniowej  fabuły, co jest jej głównym minusem. Po kolei więc poznajemy: Tatę, Mamę, Babcię Jasnowłosą i Ciemnowłosą, sąsiadów, pierwsze miłostki i nocne strachy. Poznajemy kolejne fakty z życia rodziny (bez szczegółów jednak): jak wygląda u nich weekend, jak spędzają wakacje, jak święta, co się dzieje w szkole. Poszczególne elementy składające się na cały świat dziecka. Nie czyta się tego dobrze. Niestety nawet próby obrony książki, jako pamiętnika Zezi, nie przekonują. Wyszło bardzo sztucznie. Sposób postrzegania i rozumienia rzeczywistości  oraz język stylizowany na ośmiolatkę, jest po prostu zbyt „dorosły”. Nie wiem, co bardziej mnie raziło: nikła zawartość dziecka w dziecku, czy stereotypowe przedstawianie świata, bagaż sztampy: np.  mama punktualna, skrupulatna i zorganizowana, pracownica banku, tata zarośnięty, żyjący jakby w innej czasoprzestrzeni artysta. Tak jak kolejne opisy, tak i postacie są przedstawione powierzchownie. Najbardziej polubiłam – kogo to dziwi – kotkę Idźstąd. I naukę, który wypływa z treści o tym, że zwierzę jest członkiem rodziny i nie wolno się go oddawać. Nawet, jeśli jedno z dzieci ma alergię na jego sierść. Tutaj spory plus dla autorki.

Zezia i Giler podzielone jest na trzynaście rozdziałów. To liczba odpowiadająca ilości miesięcy księżycowych w roku. Prawdopodobnie więc historia ta przedstawia rok z życia Zezi i jej rodziny. Czarno-białe rysunki oddają treść, same jednak nie wnoszą do historii nic nowego. Ilustrują tylko kolejne rozdziały. Na plus książki na pewno przemawia duża czcionka, twarda oprawa, nieskomplikowany język. Styl pozostawia jednak wiele do życzenia. Odniosłam wrażenie, że mam w rękach, pisane na kolanie, wstępne notatki do utworu, który dopiero ma powstać. Minusem jest brak dialogów i pourywane, niedokończone wątki – jak wiemy: na potrzeby kontynuacji.

Pani Agnieszka nie wyjaśnia nam wielu kwestii. Pewne fakty mają miejsce, ale autorka nie przybliża nam ich genezy ani towarzyszącym im okoliczności. Pojawiają się  - i już. Tak po prostu. Prawdopodobnie – załóżmy, że tak - to celowy zabieg. Prawda jest również taka, że o pewnych sprawach się dzieciom nie mówi. Dlatego Zezia wielu rzeczy nie wie i dlatego się z nami nimi nie dzieli. Dorośli często nie zdają sobie sprawy z tego jaki ogromny wpływ ich działania mają na dzieci. Może i Zezia żyje w dziecięcej krainie fantazji i przetwarza informacje na swój dziecięcy, nieskomplikowany sposób. Nie znaczy to jednak, że pewnych rzeczy nie dostrzega i nie zdaje sobie sprawy z ich obecności.

Z mojego punktu widzenia, gdyby ta książka nie powstała, nic by się nie stało. Niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest przeciętna. Nie wiem jaką wrażliwość musiałabym posiadać, by płakać podczas lektury lub zanosić się śmiechem aż do rozpuku. No cóż...entuzjastyczne informacje na okładce mają charakter czysto marketingowy. Blurb to blurb i raczej nigdy nie należy go brać poważnie.

Czytliwość:3/6
Okładka: 5/6
Wydanie: 6/6
Ogólnie: 2/6

Autor: Agnieszka Chylińska
Tytuł: Zezia i Giler (część I)
Ilustracje: Marek Bogumił
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2012
Okładka: twarda
Ilość stron: 120
Cena z okładki: 29,90 zł

3 komentarze:

  1. Nie miałam styczności z tą książką, ale znajomi, którzy mają dzieci są nią zachwyceni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostro... Czyli wychodzi na to, że marketing wielką siłą jest...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Mnóstwo rzeczy, których trzeźwo myślący człowiek nie wziąłby nawet do ręki, sprzedaje się dzięki marketingowi. A potem człowiek patrzy z niedowierzaniem na swoja rękę, spogląda na zawartość i ogarnia go uczucie, jakby trzymał zdechłą mysz. Taka zdechłą z dobry miesiąc temu :P

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...