03 października 2014

Trociny

Udziwniło mi się życie jakoś dziwnie. I nie wiem już gdzie jest góra, gdzie dół. Niby gdzie są granice tak na szerokość. Czy mam głowę na miejscu, czy to ręce i gdzie się podział mój paznokieć? Czy ja może wiszę nad jakąś przepaścią, albo wiszą mną, bo w sumie mnie nie widać. Urojenia mam jakieś. I zgubiłam się dziś na parkingu. Jakby mi ktoś wyciął kilka funkcji odpowiedzialnych za ogarnianie przestrzeni. 

Mój maraton codzienny na razie nie zabił brokułu (ciekawe ile jest w tym chemii), ale masło umarło. To już nie agonia, ale śmierć definitywnie. Odeszło, spełzło, wylało się z siebie. Bardziej bałam się o brokuł, bo po kilku(nastu?) dniach, gdy wreszcie otwarłam lodówkę, mógł mnie zaatakować. Zielone macki, mutacja i te sprawy. Ale nie, nadal zieloniutki. Dziś jako, że nawet jestem o normalnej porze: ugotowałam go, zjadłam. Teraz czekam.... Ale masło mnie zaskoczyło. Naprawdę.

Chyba, że ktoś mi tę starą zgniłą zieleninę podmienił na nową, a masła nie zdążył...? A może jadłam jakieś trociny i nawet o tym nie wiem?



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...