20 października 2014

Gorączka

Moja metamorfoza - niestety – pełznie wciąż śladem okruszków, niczym poszukiwacz skarbów tropem kosztownych błyskotek. Skręca, kluczy, błądzi z wygłodniałym wzrokiem. Glut na głodzie. I toczy się ta rozciapciana krówka ciągutka, przyjmując wszystko - jakby ubierała swoją lepkość w nowy wymiar – bezwartościowych kłaczków, szkutów i paprochów. Rozrasta się. Nie mieści w sobie. Potrzebuje nowej kwint esencji, bo chce się przebudować. Rozlewa się płytko w barierach, wyznaczonych nową skórą. Chce ukryć się pod maską nowego imienia, w odkrytej nagle nagości, takiej do mięśni, do kości. Wycieka trzęsąc się z zimna. Pożąda być za bardzo. A przecież nie powinna.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...