17 września 2014

Kapturek wraca od babci….


Kapturek u bram. Wróciłam. Mimo, iż nie podobna –  tak to ja, ta sunąca ciężko korytarzem, ze strzępkiem czerwonej szmaty w ręce. Przekarmiona słodyczami: rurkami z kremem, ciastkami francuskimi, czekoladą – na moje szczęście – gorzką, paluszkami, cukierkami z galaretką, spożytymi w zastraszającym tempie leniwych kilku godzin, mam wrażenie, że świat zmienił jakoś odcień i miększy jest i łagodniejszy. Czyżby łakocie oblepiły mi mózg? Dodatkowo dopchnięte „tymi” bułeczkami – bo to są, jak babcia twierdzi, prawdziwe, najlepsze bo „niedmuchane” – zaburzyły mi najwyraźniej procesy chemiczne zachodzące między neuronami. Na szczęście temat: „mizernie wnusiu wyglądasz”, został zamknięty swojskimi, dziadkowej produkcji „chipsami”, czyli suszonymi jabłuszkami. Na zdrowie – uf. W imię zasady: jedzenie podstawą bytu i sposobem na wyrażanie miłości - ja to wszystko dzielnie zniosłam. Dobrze, że regularnie biegam, bo mogłoby być kiepsko z oderwaniem się od fotela… Rozumiem, że równouprawnienie wykroczyło już daleko poza granicę damsko-męską, ale żeby się od razu z wilkiem miejscami zamieniać? Ja się na to nie pisałam!

No cóż, takie wyprawy zawsze są odkrywcze i dzięki nim z innej perspektywy można wejrzeć w twarz rzeczywistości, żeby nie powiedzieć w gardło…. A, że nie chcę widzieć tego na co patrzę, bo chcę patrzeć na to co widzę – nikogo nie obchodzi. Wiecie, że jeszcze leci Moda na sukces? Ja żyłam w błogiej nieświadomości, że jeszcze ktoś tym drewnem rzuca w bogu ducha winnych ludzi. Organizm ludzki nie trawi przecież celulozy! Zresztą inne telenowele, które zaatakowały moje nieprzygotowane do obrony zmysły, powodując paraliż szarych komórek, wcale nie okazały się lepsze. Na szczęście te powoli otrząsają się z odrętwienia, powraca czucie i ruch jakby, bo czuję delikatne mrowienie w czaszce… Ale telewizora to się do teraz boję, a i pilot budzi we mnie irracjonalny lęk. Tknięte w „złą godzinę” są jak portale do innych światów. Światów do których niekoniecznie chciałabym trafić.

Czasem, gdy: „pronto”, „nada”, nunka” i „Mari-Ciula”(sorry - tak to słyszę) wymyka się bezczelnie z wizji, by z impetem rozbić się o meblościankę Kalinę, czas zatrzymuje się w milczeniu. Nikt nawet nie zauważa, że staruszek wyzionął ducha. Wskazówkom po prostu ciężko zebrać się pod kolejną dziś górkę. Pozbawione nadzoru minuty opadają na kapy, narzuty i poduszki. Istna samowolka, wolność (!!!) – niedługa wprawdzie, bo babcia w końcu zauważy, że powinien wybić czas kolejnego programu lub posiłku…. Wiecie o czym mówię? Tutaj, gdzie cofam się za granicę dorosłego życia, nie przeszkadza mi ten relikt: tykający, nakręcany budzik. Oczywiście o wspólnym rytmie tykania kilku babcinych budzików nie ma mowy – są tylko pyskówki i kłótnie: ja ci „tik”, a ty mi „tak”. O dziwo potrafię przy takim jednym i drugim zgrzytliwym dialogu zasnąć, staje się on dla mnie  - daleką co prawda - metaforą pierzyny. Nie trzeba tego rozumieć. Tak po prostu jest. I już. W domu, opętana bezsenną furią, rozwaliłabym takiego tykacza o ścianę, i  dla pewności dobiła go młotkiem….

I, gdy już odbędę powrotną podróż w czasie i świat odda mi nagle te moje wszystkie przeżyte do tej pory lata - odda mi dorosłość,okrojoną do codzienności - i gdy zdejmę, o milion rozmiarów za duży sweter, najdą mnie stare myśli. Przybiegną na moich starych stopach i będą dobijać się do głowy, za dobrze już znanymi rękoma. Będą wyginać teatralnie paluszki i robić wyświechtane minki. Byle tylko na nie spojrzeć, byle tylko zerknąć. Wiem, czego chcą i znam je na wylot. Wiem również, że nie odpuszczą - łachudry jedne, nie ma ich co gonić. Więc wbiją szpilkę: Ile razy jeszcze odbędę taką podróż? Ile razy jeszcze ktoś przetnie krepujące gorset mnie sznury? Ile razy jeszcze, uda mi się w lustrze zobaczyć małą, upaćkaną beztroskim śmiechem dziewczynkę? Nie wiem. I one nie wiedzą. Wciąż opowiadają przecież tę samą historię, której nie będę chciała pamiętać, gdy odejdę za daleko...


Za każdy jeden "kiedyś" i "jeszcze": dziękuję. 

3 komentarze:

  1. Niepokojący tekst, czy go zrozumialam? Nie wiem. Ale chyba tak, dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, jak zobacyczyłam główny obrazek to nieco się przeraziłam :D
    Rzobawił mnie element z modą na sukces - też zauważyłam xD Ma jakąś dziwną porę, obiad gotowałam i takie wymowne"wtf" wymalowało mi się na twarzy :D A babcie? Mimo wszystko Ci zazdroszczę. Ja już babci nie mam, a na słodycze ostatnio łaszę się dobrowolnie. Straszna sprawa... Już 2kg mi przybyło, a nie biegam, jeżdżę co najwyżej na rolkach. Będzie ciężko.. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj, i dziekuje Ci za podroz w zaczarownay swiat dziecinstwa:))

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...