09 sierpnia 2014

Pierwszy miesiąc reszty mojego życia

Znów niedawno przekonałam się, jak to nie warto przyśpieszać. Nawet jeśli mój wewnętrzny rytm, jest tak wolny, że budzi irytację otoczenia – nigdy nie powinnam zmuszać go, do zwiększenia prędkości. To zawsze jest działanie dla mnie destrukcyjne i kończy się, no łagodnie mówiąc, kiepsko. Nie przeskoczę kolejnych etapów, tnąc nożycami wewnętrzny głos na miliony kawałków, bo on i tak nie przestanie rozbrzmiewać. Jeśli nie jestem na coś gotowa, to po prostu nie jestem i oszukiwanie samej siebie, a tym bardziej otoczenia, nie prowadzi donikąd. Wolniej przepracowuję, wolniej analizuję, taką mam wewnętrzną energię. Nie jestem gotowa na pewne działania i sztuczne wywoływanie sytuacji, tylko mnie rani. Pozostanę więc głucha na presję czasu i wiecie co? - niczego „nie powinnam” i „nie muszę”! Bo potem, gdy próbuję na siłę przeskoczyć kilka etapów do przodu i palić za sobą mosty, to w rzeczywistości puszczam z dymem samą siebie. A ogień boli. Poza tym moja przeszłość, to ja, i cóż z tego, że w niej już nic nie zmienię? Deptanie wczoraj, to deptanie samej siebie dziś. Przeglądam się więc w minionych dniach, jak w zwierciadle, z czułością głaszcząc zatrzymane obrazy...

Ostatnio zamknęłam pewien rozdział. Dla większości – DOPIERO. Dla mnie JUŻ.  Nie, nie mogłam wcześniej. Teraz „z tarczą” i spokojna (tak, wreszcie spokojna!) ruszam dalej. Mam wreszcie czas i energię na robienie tego wszystkiego co kocham. A reszta przyjdzie sama, bo wreszcie jestem gotowa na jej przyjęcie. Więc teraz świecie pokaż mi, co tam chowasz w zanadrzu! Wiem, że to będzie piękne :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...