29 sierpnia 2014

Łamaga. Tak, to do tych, co wiedzą do których

Z wyżu jestem (tego, co nadal straszy polityków po nocach) – wybór miała spory, i czas nie gonił, bo się urodziłam w lutym. Jej decyzja. Trudno jej za to nie lubić, że mimo pęknięć i rys, na tej naszej wspólnej skorupie, nigdzie się z niej nie wybiera. Owszem, mimo braku tkanki do macania, duża jest trochę i czasem nam razem ciasno. Zwłaszcza, gdy się nadyma swoim „a nie mówiłam”. Jakby nie mogła – jaśnie oświecona - dać znać jakoś czytelniej, że zmierzam ku katastrofie. A tak – plask, gleba i się zwijam z siekierą w trzewiach. A ona ta mądra (niby!), stateczna (akurat!), kpiąco wykrzywia usta i pyta: Opatrzyć? A ja bym jej najchętniej tę siekierę… Nic mi jednak do tego, ani nic nikomu, kto mi wypomina w tej materii NĘDZĘ. To indywidualna sprawa mojej duszy, że sobie wybrała takie CIAŁO: do bycia i na życie i wspólne gnicie (rym niezamierzony). Wzięła z nim w pakiecie, to wszystko, co mu się przytrafia. A z nim nie ma zmiłuj: łamaga jestem - ta z lustra przynajmniej tak twierdzi.

Autora grafiki nie znalazłam. Niech się zgłosi :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...